Karnawał na świecie

Nadszedł karnawał, czyli okres masek, szampańskiej zabawy, kostiumów i ogólnego świętowania. W każdym kraju ludzie bawią się inaczej. W jednym jest żywiołowo i z wyobraźnią, w innych po świecku oraz religijnie. Wielu ludzi, którzy na co dzień są poważnymi panami w gajerkach i kobietami w garsonkach- zaczyna szaloną zabawę.

Karnawał znaczy ” żegnaj mięso” z łaciny. Co dosłownie oznaczało pożegnanie mięsa przed wielkim postem.

Polska tradycja jest ciekawa i sięga odległych czasów. Dawniej przebierano się za zwierzęta, urzędników, Cyganów i tworzono kukły. Panny nosiły kolorowe stroje. Piło się dużo alkoholu i jedzono dużo mięsa. Karnawał w Polsce zaczyna się po święcie Trzech Króli, a kończy przed Środą Popielcową.

Karnawał nie wszędzie odbywa się w miesiącach zimowych. Np. znany w Londynie Notting Hill Carnival odbywa się w sierpniu każdego roku, a niemiecki zaczyna się w Kolonii w listopadzie.

Jak więc wygląda karnawał w niektórych krajach?

  • Hiszpania– diabły umazane oliwą i popiołem wędrują ulicami Luzon, w pogańskim rytuale przepędzając z miasteczka złe duchy.
  • USA, Nowy Orlean– kilka tygodni parad fenomenalnie oddających rozwiązłego ducha najbardziej oryginalnego miasta w Stanach. Strata dla Francuzów- Napoleon sprzedał Luizjanę USA w 1803 roku.
  • Oruro, Boliwia– mieszanka zabawy i religii. Tańce przebranych np. za anioły członków grupy Diablada Urus.
  • Węgry– Busojaras czyli niezwykła parada z maskaradą. Na Liście Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
  • Wenecja– przepych i ostentacja. Stroje, maski. Można sobie wyobrazić. I lot anioła.
  • Rio de Janeiro– samba oczywiście, no i ryzykowny seks.
  • Nicea– eleganckie miasto staje się magiczną ostoją. Niczym z Disneya.
  • Maastricht– przebieranki, karnawał najhuczniej świętowany w katolickich częściach kraju.
  • Dania– zabawa kot w beczce, rwanie gęsi ( dawniej), słodkie bułeczki z kremem za zaśpiewanie tradycyjnej piosenki i przebrane dzieci.
  • Belgia, Karnawał w Binche– jeden z najstarszych w Europie, także na liście UNESCO. Stroje męskie Gilles, chłopów, oraz Arlekini i Pierroci.

Wszędzie taneczno, muzykalnie i kolorowo. U nas w przedszkolu i w szkole co roku obchodzono ” Bal Przebierańców”. Jaka to była przednia i niezapomniana zabawa.

 

desktop2
Od góry, lewej strony: Oruro, Maastricht, Węgry, Mardi Gras, Nowy Orelan

Czym jest szczęście dla Ciebie?

Wciąż panuje przekonanie, że pełnia szczęścia to dom, mąż/żona i dzieci. Do tego dobra praca. I będzie jak powinno być. To jest takie naturalne, że pewnego dnia będzie ślub, wesele, dzieci itp. A co, jeśli jednak dzieci mają zgoła odmienne zdanie na temat własnego pojęcia szczęścia? Albo chcą żyć w inny sposób?

Jako kobieta ponad trzydziestoletnia bywam bombardowana pytaniami o macierzyństwo. Czasem nawet bezdzietni, którzy jednak chcą mieć dzieci, ale życie ułożyło im się inaczej, nie potrafią za nic zrozumieć, że nie chcę i nie czuję. Po prostu. Mimo wieku, nie mam instynktu i z innych powodów wciąż nie czuję się gotowa i nie wiem, czy poczuję. Zmuszanie się do rodzenia, bo wypada, bo natura itp. nie jest dobrym argumentem i ja to wiem. I nie to, że nie lubię dzieci. Lubię dość, na chwilę he he. Tak na serio, to są one potrzebne w rodzinie, dają świeżość, pokazują, że można żyć naiwnie i inaczej. Ale nie można też usprawiedliwiać ich zachowań, bo są dziećmi. Bywają też małymi potworami.

Nawet tutaj, a Anglii, nie każdy rozumie inny pogląd na ten temat, mimo, iż ludzie są ogólnie bardziej otwarci i wyrozumiali niż w Polsce. Spotkałam się nawet z podstępami- podsuwaniem mi pod nos niemowlaka z nadzieją, że mnie to ruszy. I no cóż- nie ruszyło. Wierzcie mi, sztuczki  nie będą działały na nic, jeśli kobiety tego nie czują. Zajmowałam się dawniej dziećmi- i malutkimi i kilkuletnimi. Było to fajne doświadczenie, ale nie spowodowało, że poczułam To.

Kolejny raz zadane pytanie na temat macierzyństwa irytuje mi. Bywa, że staję się lekko opryskliwa albo po prostu mówię- nie i nie. Naprawdę zadawanie tego typu pytań jest nie na miejscu. A to durne gadanie- szklanka wody na starość itp. Rany, jakie to nudne i oklepane. Jeśli rodzice nie będą dobrymi rodzicami, dzieci i tak prędzej czy później mogą się od nich odwrócić i tyle ze szklanki wody. Albo zostać wychowanymi na egoistów i na starość będą mieli w czterech literach schorowanych, biednych rodziców. Naprawdę, dzieci rodzi się, bo po prostu się chce i czuje do nich miłość. A nie, żeby później nie wiadomo czego od nich wymagać.

I jeszcze ci ludzie, co kompletnie nie nadają się na rodziców. Sadyści, szantażyści, zupełnie niedojrzali emocjonalnie ludzie. Co całe życie biją i wyzywają swoje dzieci. Dramat. To przykład ludzi, którzy NIGDY nie powinni mieć dzieci. Ostatnio widziałam takiego tatusia, co szarpał swoją kilkuletnią córką. Świetna nauka, naprawdę.

Podobne zdanie mam na temat ślubów i weseli. Nie ma opcji wzięcia ślubu w kościele, a wesele też odpada. Po pierwsze, nie kręcą mnie takie imprezy ( chociaż nie mam nic przeciwko, jak mnie bliska rodzina zaprosi), a po drugie- szkoda pieniędzy. Nie każdy, kto się kocha, musi się też chajtać. Par bez ślubu jest bardzo dużo. Jestem zwolenniczka szybkiego ślubu w urzędzie i ewentualnie kameralnej kolacji tylko z najbliższą rodziną i ewentualnie z dwoma przyjaciółkami. Nie dla mnie te całe szopki z przygotowaniami do weseliska.

Szczęście to nie to, co wypada robić, jak wypada żyć. To jest to, co czujesz Ty. Masz tylko jedno życie i decyduj za siebie. Nie sztuka zrobić coś, bo wymaga tego rodzina i społeczeństwo. A później męczyć się ze swoim złym wyborem. A rodzice nie urodzili cię, aby spełniać ich zachcianki. Nie rań ich, żyj dobrze i godnie, utrzymuj kontakty i w razie czego pomagaj i to powinno być dla nich wystarczające. Jeśli nie, trudno. Ich problem.

Szczęście to może być bycie wolnym i niezależnym. Albo oddanie się pomocy charytatywnej. Albo założenie schroniska dla zwierząt. Albo opieka nad siostrzeńcem. Cokolwiek i tylko my wiemy, co to jest. Czasem szczęścia trzeba szukać wiele lat. Ale warto je znaleźć.

Nie słuchajcie tych ludzi, co wam mówią, że takie jest życie i w życiu trzeba się męczyć i poświęcać non stop. Nie, nie trzeba. Życie jest po co, żeby też mieć trochę swojego. Żeby pomyśleć o sobie i działać nie wbrew sobie. Nie uważam, że człowiek ma się poświęcać czemuś tylko dlatego, że normy społeczne tego wymagają. Nie i koniec. Życie to też pasmo przyjemności, bo i tak każdy z nas zazna złych rzeczy tak samo.

Na koniec dodam, że jest nas już 7 miliardów. Nie grozi nam więc wymarcie. Chyba, że ktoś spuści atom albo w Ziemię walnie meteoryt. Albo sami zniszczymy naszą piękną planetę.

gory
Szczęście to dla każdego coś innego. 

Do oglądnięcia, do poczytania

Podczas pobytu w Polsce miałam okazje iść do kina na dwa polskie filmy. Żałuję, że się nie załapałam na „Sztukę kochania”, ale to już mogę oglądnąć tutaj.

Miałam też okazję iść na sztukę w Warszawie i trochę poczytać.

Oglądnęłam:

  1. Pitbull. Niebezpieczne kobiety– polskie filmy, a zwłaszcza komedie, bywają bardzo słabe. Pitbull mi się podobał. Za szybką akcję, wątki i role. Maja Ostaszewska w roli Olki jest po prostu przezabawna, Alicja Bachleda Curuś robi za wyrachowaną laskę gangstera, a i cała reszta ekipy dała świetnie radę. Dużo się dzieje, jest wątek kryminalny i jest coś do śmiechu. Nie nudziłam się. Oceniam 7.5/10.
  2. Konwój– kolejny polski film akcji, tutaj raczej thriller psychologiczny. Skorumpowana policja, groźny przestępca, akcja i psychologiczne gierki. Dobra gra młodszego od kolegów Tomasza Ziętka, no i Gajos oraz Robert Więckiewicz jak zwykle świetnie. Dużo się dzieje, film trzyma w napięciu, koledzy z policji mają różne pojęcie moralności. 7.5/10

 

konwoj
Konwój/ 2016. 

Do czytania:

  1. Kwartalnik Przekrój– po dłuższej przerwie kultowy tygodnik kulturalno-polityczny jest z powrotem, pod inną nazwą i tym razem raz na trzy miesiące. W ciekawym, dużym formacie. Zamierzam się zabrać za porządną lekturę. I oczywiście ” Jolka” też jest dla fanów. 

    kwartalnik
    Tak wygląda nowy Przekrój. 
  2. Seria Dzieciaki Świata Martyny Wojciechowskiej- małe, kolorowe, informatywne książeczki dla dzieci i dorosłych. Każde dziecko żyje w innym kraju, w inny sposób. W książeczkach dużo ciekawostek, obrazków. Fajna, edukacyjna pozycja. Warto uczyć dzieci, że są różne dzieci na świecie i trzeba to akceptować i rozumieć. 8/10
  3. Dziewczyna z pociągu– mnie książka nie zachwyciła. Może dlatego, że za dużo w niej było negatywnych postaci i że nie była wybitna czy odkrywcza. Ale czytało się ją szybko i przyjemnie. 6/10

 

mebratu
Seria M. Wojciechowskiej dla dzieci i dorosłych. 

Sztuka:

  1. Miłość w Saybrook– sztuka grana w Teatrze 6. piętro w Pałacu Kultury i Sztuki. Sztuka, trochę komedia, trochę tragedia i trochę kryminał, mówi o złożonej prawdzie ludzkich uczuć. Bohaterami są trzy małżeństwa, które spotykają się na przyjęciu. Dochodzi o zabawnych sytuacji, wychodzi ukrywana mocno prawda. Dawno się tak nie śmiałam! Cięte riposty, trafne teksty, dobry humor. Świetna sztuka, polecam każdemu. 9/10

Aktualnie z zainteresowaniem czytam ” Elementarz stylu” K. Tusk. I ” Fitness Umysłu ze Skalską”, do której się póki co nie przekonałam. Ale czas pokaże.

Zima w Polsce, czyli mój urlop

Wracam po przerwie, związanej z pobytem w Polsce. Tam spędziliśmy kilka dni w Warszawie, później podróżowaliśmy na Śląsk, a następnie do lubuskiego. Poniżej relacja z pobytu w Polsce.

Na początek zatrzymaliśmy się w hotelu Sofitel Victoria w Warszawie. Hotel przyjemny- przytulne lobby, bardzo ładna, kolorowa restauracja, gdzie jedliśmy śniadania, przyjemny bar. Basen klimatyczny, ale nie miałam czasu z niego skorzystać. Nie mogę więc go ocenić. Pokoje przyzwoite, łóżka duże i wygodne, ale nie mogę powiedzieć, że superior był jakiś wow. Ogólnie hotel, obsługa i dodatki na przyzwoitym poziomie. Śniadania urozmaicone i zapewnione dobre produkty.

W Warszawie byłam tak naprawdę po raz pierwszy, nie licząc krótkich epizodów, gdy jechałam na lotnisko czy po papiery wiele lat temu. Nigdy jednak nie wybrałam się tam, aby zwiedzać. Teraz niestety nie udało nam się także, gdyż trafiliśmy na największe mrozy w tym roku i do tego smog. Nie dało się na zewnątrz długo wytrzymać. Czas dzieliłam między kawiarnie, restauracje, spotkania z koleżankami, których nie widziałam od wielu lat. Bardzo fajnie je było zobaczyć! Troszkę chodziliśmy po rynku, byliśmy pod Zamkiem Królewskim, Pałacem Prezydenckim, na Nowym Świecie, w Pałacu Kultury i Nauki. Nie udało się nam pójść do Łazienek i innych pięknych miejsc. Jak mówiłam- niezwykle to było ciężkie w tych warunkach. Planujemy jednak kolejny przyjazd latem, ale nie wiadomo jeszcze, którego roku.

img_7557
W środku odzoby pod Pałacem Kultury i Nauki. 

Warszawa była pięknie oświetlona. Naprawdę się postarali ze świątecznymi światełkami. Najpierw przeszliśmy się wokół hotelu, poszukując przytulnej knajpki na obiad. Trafiliśmy do ” Kwadrat Bistro”, która mieści się obok Teatru Kwadrat. Przyjemna knajpka, miłe kelnerki, przystępne ceny, ładnie podane, smaczne jedzenie. Zamówiliśmy dość tradycyjne dania, bo takie lubimy. Smaczna beza z porzeczkami. Miejsce i obsługa zasłużyły na napiwek. No i wpadają tam znani w Polsce aktorzy. Po spacerze i po odświeżeniu się w hotelu, pojechaliśmy na kolację do restauracji  ” U Fukiera”, prowadzoną przez Magdę Gessler. Zamówiliśmy żurek z borowików, rosół z kilku mięs, sarninę w sosie własnym, ciepłą szarlotkę z lodami oraz butelkę czerwonego, wytrawnego wina. Obsługa była na poziomie, klimat przyjemny, miejsce fajne. Zupa mi smakowała, ładnie pachniała grzybami, ale była odrobinę za słona jak na mój smak. Nie wydaje mi się, że to dlatego, że używam teraz mniej soli. Sarnina podana była z podsmażanymi kopytkami i buraczkami podanymi w ziemniaku. Smaczne, dość duże dania, nie byłam w stanie zjeść wszystkiego. Sos jednak mi nie smakował, bo był dość specyficzny, przypominał angielski Brown Sauce- taki słodko-słony. Deseru nie zamówiłam, gdyż nie miałam już ochoty jeść. Ale próbowałam szarlotki od ukochanego i jej niewątpliwym walorem była spora ilość jabłek. Posdumowując, warto było spróbować i możliwe, że kiedyś tam wrócę.

img_7540
Danie główne: sarnina, kopytka, buraczki w restauracji Magdy Gessler ” U Fukiera”.

Po krótkim spacerze po rynku, zrobienia zdjęć pod Zamkiem, pojechaliśmy do hotelu na drinka. A ponieważ byliśmy na na nogach od wielu godzin, bo mieliśmy wczesny lot z Londynu, udaliśmy się na spoczynek.

W niedzielę zjedliśmy smaczne śniadanie w restauracji hotelowej. Następnie udałam się na Nowy Świat spotkać z koleżanką. Spędziłyśmy tam prawie trzy godziny, miło sobie rozmawiając. Wróciłam dość szybkim spacerem do hotelu ( mróz znów ostro dawał się we znaki) i czekaliśmy na moją kolejną znajomą. Udaliśmy się razem do restauracji ” Polka”, której właścicielką jest także pani Magda. Ceny tutaj już są bardziej przystępne, wnętrza obszerne, podobnie jak w pierwszej restauracji, ale praktycznie nie mam tam różnych dodatków. Zamówiłam schabowego. Na deser dostałam ciasto czekoladowe. Oba dania smaczne, ale bez zachwytu.

Pożegnaliśmy się z koleżanką, udaliśmy do hotelu. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się do Pałacu Kultury i Nauki na sztukę pt. ” Miłość w Saybrook”. Siedzieliśmy blisko, więc mieliśmy okazję widzieć wszystkich z bliska. Grali w niej tacy aktorzy jak Szymon Bobrowski, Anna Cieślak, Marcin Perchuć, Sonia Bohosiewicz, Wiktor Zborowski, Joanna Liszowska i Andrzej Poniedzielski. Sztuka o ludzkich uczuciach, probemach małżeśnkich ale i problemach ludzkości. Nieźle się uśmiałam i bardzo polecam, jakby ktoś miał okazję ją zobaczyć. Bardzo fajny spektakl. Po  tym wybraliśmy się na spacer do hotelu i trafiliśmy do przyjemnej knajpki z pierogami. Natomiast ja zamówiłam grochówkę, bo niczego innego nie byłabym w stanie zmieścić w swych trzewiach. Po kolacji wróciliśmy nie za wolnym krokiem do hotelu.

Rano udaliśmy się na Dworzec Główny, żeby udać się pociągiem Pendolino do Katowic. Podróż była szybka i wygodna. Dużo miejsca, cisza, obok Wars. Podróż upłynęła mi na czytaniu, patrzeniu w okno, przechadzkach, wizycie w Warsie. Z Katowic ruszyliśmy do Rybnika, do rodziny ukochanego. W Rybniku było biało, a jednego dnia sypał śnieg. Innego dnia wybrałam się do SPA ” Yasumi”. Miejsce ładne, czyste i eleganckie, a zabiegi przyjemne i porządnie wykonane. Było miło i zapewne tam wrócę, gdy znów będę miała ochotę na chwilę dla siebie. Gdy wyjeżdżaliśmy do Gorzowa, mocno padał śnieg. Wszystkiego dworce na Śląsku były zasypane  i jadąc pociągiem, cieszyłam się jak dziecko, widząc wszędzie te połacie śniegu. Miła, zimowa podróż po kraju. Uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię tego typu podróże.To chyba najlepsza i najciekawsza forma podróżowania.

To by było na tyle. W następnym wpisie książki, które ostatnio przeczytałam i filmy/ spektakl, które widziałam podczas pobytu w Polsce. Zapraszam :-).

img_7587
Dworzec w Katowicach w ostatni nasz dzień na Śląsku. 

Biblioteka żywych książek

Ostatnie wydarzenia na świecie, wydarzenia w Ełku, pokazały, jaki w ludziach ukryty jest strach przed innością. Jak potrafimy nienawidzić. I ile zła czynić innym ludziom. Nie mogę tego pojąć. Nikt nie powinien, bez względu na narodowość i wyznanie, siać terroru i nienawiści. Każda strona tutaj jest winna. Pomijając fakt, że wielu ludzi po prostu nie ma w życiu niczego innego do roboty jak bycie okrutnym i wywoływanie zadym na każdym kroku. Biedni ci ludzie są jednak i też wynieśli to z domu.

Powstała na świecie bardzo fajna akcja, tzw. Biblioteka Żywych Książek. Zamiast książek, możemy wypożyczyć… ludzie i ich historie. Jest to świetna lekcja edukacji na temat ludzi i łamania stereotypów.

A polega to na tym, że idziesz do takiej biblioteki, otwierasz spis książek i wyszukujesz tę, która cię interesuje. Na przykład możesz „wypożyczyć” na godzinę rozmowy osobę z Rosji i zadawać jej pytania na różne tematy.

Moim zdaniem jest to super lekcja nauki o kimś, przełamania stereotypów, pozbycia się uprzedzeń i wrogości wobec inności. Ludzie powinni rozmawiać, uczyć się o sobie. Przecież często inność wzmaga w nas strach, niepewność i wrogość. A po rozmowie z taką osobą np. z Pakistanu możemy dowiedzieć się o niej czegoś zupełnie niespodziewanego. I całkowicie zmienić zdanie na temat tej narodowości.

To samo z osobami trans, gejami i osobami chorymi na coś. Warto ich posłuchać, dowiedzieć się, co mają do powiedzenia. Nie bać się dialogu.

Gdy wyprowadzasz się za granicę, to myślisz, że nauczysz się tolerancji. A tym czasem często jest odwrotnie. Zdarza się, że nie znając języka obcego, kisisz się dalej we własnym sosie. Praca, dom i znowu wracasz, zamykasz się, odcinasz i masz cały świat w czterech literach. Nie próbujesz dowiedzieć się czegoś o ” innych”. Ale w jaki sposób możesz, jak ciągle siedzisz w czterech ścianach?

Rozmowy, znajomi z różnych krajów, kino, teatr, zapisanie się do tzw. kółek zainteresowań, na zajęcia w siłowni na pewno pomogą. Tylko nie zamykanie się na świat.

Bywa to trudne. Otworzyć się na innych. Czasem, po iluś latach pracy, jak się już ma swoje lata, po prostu wielu rzeczy się nie chce. Nawet, jeśli naturalnie lubisz się uczyć czegoś nowego o świecie, wolisz to robić w domu przez Internet albo czytając mądre książki. Trochę to znam.

W czasach, gdzie ludzie często próbują wymusić coś krzykiem i siłą ( trochę jak dzieci, ale znacznie bardziej agresywnie), terrorem i wojną, takie biblioteki są bardzo potrzebne. Bo może jeszcze jest nadzieja na uratowanie świata. Na życie w przyjaźni i zrozumieniu.

Fajnie tak po prostu usiąść sobie z kimś tak z pozoru różnym od ciebie i porozmawiać. O nim, o tobie, o świecie. Nauczyć się od tej drugiej osoby czegoś nowego. Wysłać trochę serdeczności, powiedzieć dobre słowo.

Noworoczne postanowienia

Święta, święta i po świętach. A ja tymczasem jeszcze dzisiaj odpoczywam, a jutro powrót do pracy. W sumie fajnie. Zjadłam dużo pysznego, czasem niegrzecznego jedzenia, odpoczęłam. I czas na codzienność. Brakuje mi w sumie rutyny i mojej zdrowej diety, którą naprawdę polubiłam. I oto kłaniają się zmiany w sposobie myślenia. Mam nadzieję, że wam święta też nie wyszły bokiem.

Czas na noworoczne postanowienia. I tutaj nadmienię, że nie zaliczam się do grupy osób, które to praktykują od 1 stycznia. Bo dla mnie każdy miesiąc, każdy dzień w roku są dobre. I zazwyczaj na lepsze mi to wychodzi, gdy zaczynam w dowolnym dniu w roku.

Ale chcę postanowić kilka rzeczy, nad którymi będę pracować przez kolejne miesiące i może lata. Część z nich zgrała się też z zamknięciem akurat teraz pierwszego etapu i rozpoczęcia kolejnego.

Oto moja lista:

  1. Kontynuować zdrowe nawyki w diecie– zauważyłam znaczną poprawę w wyglądzie, samopoczuciu i zdrowiu. Czuję się dobrze i lekko. Mam dobre ciśnienie i pójdę zbadać krew, żeby zobaczyć, jak wyglądają inne parametry.
  2. Regularne ćwiczenia– nie mówię o maniakalnym wysiłku fizycznym, ale o umiarkowanie intensywnych ćwiczeniach do trzech razy w tygodniu. I mogą to być: spacer, powrót na jogę, Nordic walking, nie za długie bieganie, w domu brzuszki itp. Na diecie nie przykładałam wagi do ćwiczeń. Cieszyłam się z tego, że trochę chodzę, że w pracy zaliczam 6 pięter. Ale teraz, ponieważ moja dieta już jest prawie skończona ( ale nie porzucam tego sposobu odżywania się, tylko dodam troszkę kalorii, a od czasu do czasu ulubione lody lubi ciasto!), chcę pracować nad sylwetką i tyle.
  3. Wprowadzać różne zmiany na blogu, szukać ciekawych tematów i pracować nad stroną graficzną, dodać coś ciekawego– nad tym zamierzam pracować przez kolejne dni i tygodnie. Rozwijać przy tym swoją wiedzę i umiejętności.
  4. Podróże– zwiedzać, zwiedzać. Świat jest piękny. Pojechać gdzieś dalej, doświadczyć czegoś niezwykłego.
  5. Próbować bardziej zrozumieć innych ludzi– wczuwać się w ich sytuację, wejść w ich buty. Dlaczego ktoś myśli tak, a nie inaczej? Jest to bardzo trudne w wielu sytuacjach, ale warto próbować. Oczywiście ciężko będzie zrozumieć kogoś, kto nagle zacznie bić ludzi na ulicy.
  6. Czerpać inspiracje z kontaktów z innymi ludźmi– i tak, nie jestem typem człowieka, który wychodzi zbyt często. Nie przeszkadza mi to, męczę się, gdy za długo przebywam w towarzystwie innych ludzi. Ale warto poświęcić czas na poznawanie kogoś, kto cię może zmotywować i zainspirować do zrobienia czegoś nowego. Powinni to być ludzie pełni pasji, pozytywni i otwarci. Smutasom ciągnącym w dół dziękuję. Znam też kilka naprawdę fajnych osób, z którymi warto się spotykać.
  7. Czytać więcej wartościowej lektury– poszukiwać nowych książek, czytać, uczyć się z nich. Więcej takiej literatury, mniej powieści. Czytać mądre czasopisma i praktykować to, czego się nauczyłam.
  8. Nauczyć się czegoś nowego, rozwijać się– spróbować czegoś nowego, zapisać się na kurs. Odnaleźć pasję i cel życia. Próbować, próbować itd.
  9. Kochać innych, próbować być wyrozumiałą, nie zazdrościć– zrozumienie, zazdrość, ale pozytywna, okazywanie miłości. Każdy nad tym powinien pracować. Bo wielu z nas leży w tym temacie.
  10. Nie dać się wciągać w zbędne dyskusje i rozmowy– mówię tutaj o plotkach, obgadywaniu, wspólnemu marudzeniu. Produktywne to nie jest wcale. A tylko pogorszy humor.
  11. Być bardziej asertywna– nie dać sobie wejść na głowę, umieć mówić nic, nawet bliskim. Bo czasem bywa to powodem ogromnej frustracji. Każdy ma swoje wartości, zdanie i powinien się go trzymać. Mam bardzo różne poglądy na wiele tematów niż reszta mojej rodziny i znajomych i powinnam się tego trzymać.
  12. Praca nad poczuciem wartości– każdy z nas posiada wiele niezwykłych umiejętności, talenty i coś do przekazania. A jednak niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę. Nie zostaliśmy nauczeni tego w dzieciństwie i teraz musimy sami pracować nad poprawą obrazu w swoich oczach. Mamy wiele do zaoferowania, trzeba to tylko uwolnić.
  13. Upiec ciasto- serio piszę. Daaawno nie piekłam. Wiele lat. Pora na upieczenie własnego, zdrowszego i pysznego ciasta.
  14. Inwestować w jakość, nie w ilość– nie można mnie ostatnio nazwać osobą rozrzutną, kupuję mało i umiem oszczędzać. Ale stwierdziłam, że teraz chcę kupować jeszcze mniej i lepiej. I inwestować w siebie i w podróże.
  15. Mniej się martwić– to zabija dobry humor. I naprawdę nie ma sensu. Żyć chwilą. Carpe diem! Co będzie, to będzie.

postanowienia_noworoczne_istock4ef309c86e760

Tyle mi na razie przyszło do głowy. I myślę, że to są dla mnie aktualnie najważniejsze postanowienia na najbliższą przyszłość.

A wasza lista jak wygląda? Może uchylicie rąbka tajemnicy?

Bajka świąteczna

Choinka do nas mrugała, a śnieg sypał za oknem. Wymarzone święta. Widok był niezwykły- szczyty gór, świerki, piękne, stylowe domy, drewniane płoty.

I my, w środku. Rodzina w komplecie. Rodzice, Ada, Kuba, Mikołaj i Zuzia. Cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Choinka była piękna i wysoka. Stała obok kominka, na którym zawieszone były czerwone, mieniące się skarpety. Zrobiła je babka Klara. W każdej skarpecie długie, słodkie laseczki i coś ciepłego do ubrania. W mojej były wełniane skarpety. Zrobiła je mama. Miały piękny, góralski wzorek i były niezwykle ciepłe. Przy oknie stał piękny, rzeźbiony stołek. Zrobił go dziadek Mili, naszej przyjaciółki. Dziadek Marcel był uzdolnionym artystą. Na stołek wskoczył kot Filemon. Spoglądał na opadające za oknem płatki śniegu. Było cudownie i przytulnie.

Stół- długi, dębowy- przystrojony był w piękny, haftowany czerwono- złoty obrus i czerwoną zastawę. Obok każdego talerza leżała malutka gałązka świerku, przyozdobiona czerwoną, ręcznie złożoną kokardką. Na środku stał złoty świecznik, a w nim trzy duże świece. Zapachy były niesamowite- cynamon, skórka pomarańczy, zupa grzybowa, ruski farsz, kruche ciasto. Czekaliśmy na gości. Miała się pojawić gromadka składająca się z dwunastu osób.

Nie było dużo prezentów pod choinką. W naszej rodzinie zwyczajem było obdarowywanie się czymś niewielkim i od serca. Rodzice nie uznawali kupowania nam zabawek wartych setki złotych. Nie widzieli w tym sensu. Ale pozwalali nam na nie uczciwie zarobić- w domu lub poza nim. Byliśmy do tego przyzwyczajeni. Naszą największą radością było dawanie i bycie razem. I pyszne dania świąteczne.

Tego roku mieliśmy dużo szczęścia i za to byliśmy wdzięczni  w te święta. Za to, że przywrócono nam tatę. U taty w styczniu wykryto raka. I mimo wielu miesięcy ciężkiej walki, udało mu się. Miał ogromną wolę walki. Chciał żyć, tak bardzo. Dla nas, być tutaj. Dla siebie. Wyleczył się. Może to był cud? Rokowania są bardzo dobre. A tato znów czuje się i wygląda świetnie. Wspaniale jest go wciąż widzieć tutaj z nami.

Tamtego dnia zrozumiałam, że liczy się tylko, że ich mamy. A cała reszta to dodatki. Zdecydowałam, że docenię ten fakt najbardziej jak się da. I zrozumiem innych, wejrzę w głąb siebie. Będę się cieszyła tym, co tu i teraz. Oszczędzała negatywne emocje i marudzenie. Nie warto, przecież tyle mam. Wspaniale ich mieć wszystkich tutaj razem, w Wigilię.

luxxmas

 

***********************************************************************

Wszystkim chciałabym życzyć Zdrowych, Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

Cieszcie się sobą i wspaniale spędzajcie ten świąteczny czas. ♥

Współczesne rodzicielstwo

Kiedy facet ciężko pracuje, robi karierę i ma rodzinę, to nikt nie zarzuci mu, że jest złym mężem czy ojcem. Kobieta automatycznie jest złą matką. Na pewno coś tracę ( w relacjach z dziećmi). Ale to coś zyskuje mój partner.

Maria Sadowska

Powyższe zdanie zainspirowało mnie do napisania na temat partnerstwa w związku. Wywiad jest bardzo mądry i inspirujący. To takie prawdziwe, co mówi Maria. Swoją drogą, w styczniu wchodzi do kin jej nowy film, Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej. Nie mogę się doczekać premiery.

Nie jestem matką i nie wiem, czy będę. Mówię o tym otwarcie. Nie interesuje mnie fakt, że mam ponad 30 lat, że kobieta musi czy powinna w pewnym wieku (niczego nie musi!). Na każdego przyjdzie czas albo i nie. Twój własny wybór. Ale każdy temat dotyczący relacji międzyludzkich mnie bardzo interesuje.

Dobrze, że czasy się zmieniają. Bardzo lubię ideę partnerskiego związku. I nie tylko, gdy ma się dzieci. Partnerzy powinni dzielić się obowiązkami. Praca, gotowanie, sprzątanie domu. A jeśli jedna osoba nie chce/ nie lubi gotować czy sprzątać- o.k. Niech pomoże w innej dziedzinie. Zawsze się coś znajdzie.

tata
Tata w domu, to tak samo ważne. 

Pamiętam opowieści babci o wychowaniu, słowa matek i ciotek. I moje osobiste obserwacje. To sławne ” Zobaczysz, jak będziesz miała własną rodzinę”. I co? Nie potrafiłabym żyć z facetem, który by żądał ode mnie ugotowania mu, podstawienia pod nos, prania i ogólnie usługiwania. Albo takiego, co w temacie pracy się nie umie ogarnąć. Na szczęście trafił mi się ktoś, kto umie dobrze o siebie zadbać. I o resztę.

To samo z posiadaniem dzieci. Nie wyobrażam sobie urodzić i poświęcić całego mojego czasu dla dziecka. A partner przyjdzie z pracy, zje, odpocznie i pójdzie spać. Nie pozwoliłabym na to. Dla własnego zdrowia potrzebny jest czas dla siebie. Poza domem potrzebujemy rozrywki, nauki, pracy, podróży itp.

Wydaje mi się też, że wiele kobiet świadomie zgarnia wszystko dla siebie gdy są matkami. Nie lubią dopuszczać faceta do dziecka. Myślą, że są we wszystkim lepsze. A okazuje się, że nie. Faceci potrafią się świetnie sprawdzić w roli ojca. Myślę, że nawet pod wieloma względami potrafią być delikatniejsi i bardziej solidni. Tylko się im czasem nie pozwala. Albo nie próbują. Ale oczywiście jest część taka, która uważa, że kobieta powinna  siedzieć w domu i wychowywać dzieci. Dlaczego? Przecież to ich wspólny obowiązek.

Bardzo lubię takie nowoczesne, rozsądne kobiety. Które nie zachowują się jak ” Matki Polki” czy „matki-kwoki”. Nie widzą świata poza dzieckiem i nie mają innego tematu poza nim. Wtedy uciekam gdzie pieprz rośnie. Inne za to potrafią być opiekuńcze, kochające a jednocześnie nowoczesne. Nie myślą tylko o dzieciach, ale i o sobie. Wyglądać pięknie, wyjść z kimś na kawę, spotkanie i rozwijać się. A w tym czasie mężczyzna przejmuje pałeczkę.

Kobiety i mężczyźni powinni dzielić swoje obowiązki po równo. Dlaczego nie? W końcu oboje zazwyczaj pracują, zrobili te dzieci, mają ręce, nogi i rozum. Poza ty matka jak siedzi w domu z dziećmi, to też tak naprawdę ciężko pracuje. Wiem, jak to wygląda. Byłam nianią przez kilka lat. Przywieźć, zawieźć, nakarmić, pomóc w odrobieniu lekcji, wykleić piękne laurki, pocieszyć, porozmawiać, pobiegać za piłką. I tak przez 8 h przynajmniej. Zmęczenie, ale i duma, że dobrze wykonałaś swoją robotę. A bycie rodzicem to dodatkowo zmartwienia, wydatki i bycie z dzieckiem 24 godziny na dobę. Powinni oboje je wychować. Żeby dziecko rosło zdrowe na umyśle, czuło się kochane i zauważane przez dwoje rodziców. Gdy nie ma jednego z nich, dziecku czegoś brakuje w życiu.

Wydaje mi się, że wszystko jest do zrobienia. Tylko do tanga trzeba dwojga. Coraz częściej na urlop wychowawczy idą ojcowie. Co też jest fajne. I wielu facetów uwielbia tę nową rolę. Odnajdują się w niej świetnie.

 

 

Książki na święta :-)

Polecę Wam dzisiaj książki, które warto przeczytać w okresie świątecznym. I nie tylko o tematyce świątecznej. Są to ciepłe, piękne książki o tym, co ważne. To takie książki z przesłaniem.

Złocista Droga, L. M. Montgomery– zaczyna się od świąt, jednak zawartych jest w niej kilka miesięcy z życia dzieciaków z Wyspy ks. Edwarda. Wciąż uwielbiam książki tej kanadyjskiej autorki. Są cudowne, ciepłe, świetnie napisane. I te opisy przyrody…

zlocista-droga

 

Opowieść wigilijna, C. Dickens– jako dziecko co roku przed wigilią zasiadałam na godzinę z tą książką, aby poczytać o życiu Scroodge’a. Książka z dobrym zakończeniem. No i dawny Londyn, pełen śniegu.

scroodge

 

Świąteczny Sweter, G. Beck– książka, która pokazuje, że rodzina jest ważniejsza od najlepszego prezentu. Powieść o żalu, miłości, przemijaniu i przemianie. Główny bohater może irytować, ale warto po tę pozycję sięgnąć.

sw-sweter

 

Oskar i pani Róża, Eric- Emmanuel Schmitt– cudowna, mała książka. Ale wielka w formie. Wzruszająca książka o odnajdywaniu sensu w życiu, stracie, miłości i przyjaźni. Jest piękna, polecam.

osakr-i-pani-roza

Morderstwo w Boże Narodzenie, A. Christie- a tutaj mniej przyjemne święta w wykonaniu angielskiej królowej kryminałów. Książki Agathy Christie bardzo lubię i cenię. Ostatnio nawet wybrałam się na spektakl ” Pułapka na myszy” w Londynie. Natomiast książka dla wielbicielu nietypowych świąt, angielskiego klimatu z ozdobami świątecznymi i starymi rezydencjami w tle.

morderstwo

 

Seria Jeżycjada, M. Musierowicz– cała seria, szybko i przyjemnie się czyta. ” Noelka” to pozycja na święta. Jak macie dużo czasu, można czytać jedna książka za drugą- wciągają. Ciepłe, zabawne, swojskie. Jak to u pani Musierowicz.

noelka

 

Dziewczynka z zapałkami, H. C. Andersen- bajka smutna, ale piękna i z przesłaniem. Warto czytać dzieciom.

dziewczynka-z-zapalkami-3

 

Pacjentka z sali numer 7, B. Beaulieu– i znów niełatwy temat śmierci i przemijania. Ale książka piękna, wzruszająca i momentami zabawna. O lekarzach, powołaniu, rozmowach z pacjentami. Książka z humanitarnym przesłaniem.

pacj

Chciałabym sięgnąć po książki, które opisują święta z perspektywy historycznej. Dla fanów filozofii- Jostein Gaarder i jego Tajemnica Bożego Narodzenia. Planuję przeczytać :-).

Miłej lektury!

Po co nam edukacja

Jako dziecko nie raz się zastanawiałam, po co mi to wszystko. Rzeczy, których uczę się w szkole. Statystyka, rozmnażanie, reakcje chemiczne, historia, czasy prehistoryczne, nauka o innych państwach i tak dalej.

Nawet niektórzy dorośli, widząc, czego się uczyłam, kiwali głowami i mówili: ” Po co wam taka szczegółowa wiedza o historii jakiejś Afryki? Albo rozmnażanie się pierwotniaków?”. Myślałam w podobny sposób, ale głównie dlatego, że mimo, ze lubiłam czytać, byłam ciekawa świata i kochałam ortografię i gramatykę- nauka do szkoły bywała udręką. Po prostu nie lubiłam wkuwać. Zwłaszcza czegoś, co było całkowicie poza sferą moich zainteresowań. Najlepiej jest uczyć się tego, co się lubi i pogłębiać wiedzę w tej dziedzinie.

edukacja

 

Wracając do edukacji. Patrzę na naukę dzieci z zachodu, na ich pojęcie o świecie, wiedzę, umiejętności. Tutaj się nie przywiązuje wagi do nauki o wszystkim i wszystkich. Poziom też bywa różny. Dzieci np. w Polsce mają dużo wiedzy do opanowania. Powiem szczerze, że czasem jednak żałuję, że nie przykładałam się bardziej do nauki. Fajnie jest się wypowiadać na wiele tematów. Ale prawda jest też taka, że póki masz przydatne do pracy umiejętności, czyli np. podstawowe: pisanie i czytanie, bardziej rozwinięte matematyczne, znasz jakiś język i obsługę komputera, to sobie poradzisz. Oczywiście, obok osobowości. A w innych dziedzinach możesz się później sam dokształcić.

Szkoły nie uczą życia w praktyce. Szkoda. Bo to chyba dzisiaj ważniejsze od nie wiadomo jak ogromnej wiedzy. W pracy, jak wszędzie, jeśli nie będziesz umiał się dogadać z szefem, współpracownikami, nie będziesz empatyczny itp. to nawet mimo wielu zalet i umiejętności może być ci ciężko. Wystarczy rozejrzeć się wokół jak wielu z nas ma problemy z własną samooceną, utrzymaniem agresji itd. I ja nad tym ciągle pracuję. Uczę się życia, sama. I jest to o wiele trudniejsze niż teoria z podręczników.

No więc po co nam właściwie edukacja?

  1. Trenuje nasz mózg– szare komórki pracują, gdy czytamy, myślimy, zastanawiamy się nad zadaniem, liczymy. Trening mózgu jest niezwykle ważny, aby długo go utrzymać w zdrowiu. Obok spacerów na świeżym powietrzu.
  2. Ułatwia radzenie sobie w życiu– po latach doszłam do wniosku, że wiedza ze szkoły się przydaje, np. matematyka. Nierzadko na rozmowach kwalifikacyjnych dostajemy zadania do rozwiązania, żeby sprawdzić, czy będziemy sobie radzić w zawodzie księgowego czy osoby często pracującej z liczbami.
  3. Pozwala odkrywać pasje i zainteresowania– gdy uczysz się różnych przedmiotów, może okazać się, że np. kochasz biologię i chcesz coś w tym temacie zrobić. To może doprowadzić cię do zawodu lekarza, biologa, weterynarza czy projektanta ogrodów. Moim konikiem w szkole podstawowej był język polski. I zawsze lubiłam pisać.
  4. Z pewnego etapu możesz startować na kolejny– czyli szkoła podstawowa, później liceum mogą doprowadzić cię do studiów, które chcesz ukończyć. Oczywiście nie zawsze studia są konieczne. Można robić fajne i rozwijające rzeczy bez nich.
  5. Możesz przekazać innym swoją cenna wiedzę– jeśli siedzisz głęboko w danym temacie, możesz później się tą wiedzą dzielić bądź na niej zarabiać, np. wiedza z zakresu dietetyki, zwrotu podatku czy nawet jak się zajmować danym zwierzęciem. Każda wiedza jest bardzo potrzebna.
  6. Im bardziej człowiek wyedukowany, tym bardziej pozytywnie nastawiony do ludzi z różnych stron świata– czytam często wywiady z socjologami, profesorami na tematy społeczne i muszę przyznać, że ludzie ci są zazwyczaj bardziej otwarci na ” inność” bo znają fakty i nie raz mieli do czynienia z różnymi ludźmi. Przeciętny człowiek na co dzień myśli stereotypami. I często nie próbuje się dowiedzieć czegoś o innych. Wymiana międzykulturowa pozwala nauczyć się bycia otwartymi na innych, różnic między społeczeństwami, umiejętności współpracy z ludźmi, dialogu itp.
  7. Pomaga uratować zdrowie i życie lub zapobiec niepożądanym sytuacjom– przykład to lekarze czy edukacja kobiet i mężczyzn na temat niechcianej ciąży. Im więcej wiedzą o zabezpieczaniu się, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że kobieta zajdzie w ciąży albo że zachorują na chorobę weneryczną.
  8. Życie na wyższym poziomie– im więcej wiesz, tym bardziej dajesz sobie sprawę z pewnych zjawisk, które mają miejsce. Łatwiej ci wykorzystać tę wiedzę do polepszenia komfortu twojego życia. Uczysz się każdego dnia, w jaki sposób można go poprawić.

Źródła wiedzy? Mamy ich całe mnóstwo, nie tylko nudne podręczniki. Dzienniki, dobre książki, powieści, inni ludzie, Internet, magazyny, doświadczenie własne, encyklopedia i tak dalej. Pobyt w innym państwie.

Edukacja dzieli się na formalną, czyli typowa nauka w szkole; nieoficjalna– organizacje pozarządowe kluby sportowe; edukacja nieformalna– kształtowanie się postaw, umiejętności itp. na podstawie doświadczeń i wychowania oraz wykłady, filmy, gry symulacyjne itp.; samoedukacja– czyli, gdy zaczynamy się czegoś uczyć na własną rękę, gdy dana wiedza nam nie wystarcza oraz edukacja akcydentalna czyli niespodziewane, codzienne doświadczenia za pomocą których zdobywamy cenną wiedzę.

Można zauważyć, ze edukacja to nie tylko wkuwanie. To także codzienne doświadczenia, nauka przez zabawę i czytanie. Chodzenie na wykłady i kursy. I wiele innych form. A wszystko równie ważne. Warto przebywać wśród ludzi, którzy mają otwarte umysły i dużą wiedzę na jakiś temat.

Znacie inne cele edukacji? Lubicie się uczyć czegoś nowego każdego dnia?