Podsumowanie maja- wyzwania, zielony tydzień, ulubiona książka i inne

 

Maj się zaczął deszczowo i chłodno. W ostatni dzień kwietnia wróciłam do płaszcza zimowego, bo był to nadzwyczaj brzydki, wietrzny, deszczowy i zimny dzień. Kilka kolejnych też nie było miłych. Natomiast chwilę później, i tak do dzisiaj, zrobiło się zbyt gorąco. I mamy sporo letnich dni. Piszę tego posta w ostatni weekend maja, do tego długi w UK, i jest on bardzo ciepły. Postanowiłam dziś w końcu sama z siebie wygramolić z łóżka o godzinie 5, żeby posłuchać śpiewu ptaków. Poranki są już szybko jasne, ale obok śpiewu słyszałam silniki aut. Sobota, jednak ludzie gdzieś jadą w taki dzień, także do pracy, więc niestety nie do końca się udało. Wróciłam za to do łóżka…. i zasnęłam, he he. Następnym razem spróbuję wcześniej… A póki co- podsumowanie maja. A ja odpoczywam sobie na urlopie.

DA15E147-6185-4F3E-AE05-1FDF341799F0
Taki mamy teraz zielony widok z okna….

Walking Challenge

Zapisałam się do organizacji charytatywnej. Wpłacając kilka funtów i zapisując każdego dnia przebyte kroki, zbierasz punkty i pieniądze. Sprawiłam sobie, o jakże dawniej nie chciałam, licznik kroków i chodzę. Oprócz tego, jest on podłączony do komórki, która posiada aplikację do liczenia itp. Fajne. Na urlopie na pewno się przyda, bo będę dość sporo zwiedzać, sądzę. Nie jestem typem osoby, która musi mocno konkurować, więc rożnie z tymi krokami każdego dnia. Raz jest 10 czy 11 tys., a innego dnia połowa z tego. Powinnam robić minimum 10000 kroków dla zdrowia podobno. Nie jest to jakoś dużo. Z własnego doświadczenia wiem, że to tylko spacer na stacje i z powrotem, jeden dłuższy, min. 40 minutowy spacer, dodatkowe kroki w pracy i tyle. Liczę wszystko- czy to kroki robione w domu podczas sprzątania, czy do sklepu, czy własnie szybki spacer z punktu A do punktu B.

Każda taka akcja jest fajna i przydaje się. Żeby sprawdzić siebie i przy tym zrobić coś dobrego dla innych. W przyszłości poszukam  też akcji w temacie, który mnie interesuje.

Tydzień zdrowia psychicznego

Uczęszczałam na wykłady dotyczące naszego zdrowia psychicznego. I powiem szczerze, że nie dowiedziałam się wielu nowych rzeczy, gdyż o wielu aspektach wiem. Interesują mnie te tematy, tak że o tym czytam. Podobnie z dietą i zdrowym stylem życia.

Spędzając większość tygodnia w pracy, zaczęłam sobie zdawać sprawę z tego, jak to wiele, gdy mamy dobrą atmosferę, warunki i fajnych współpracowników. Przecież to z nimi tak naprawdę spędzamy większość naszego czasu w życiu, nawet jak wcale nie mamy na to ochoty. Ale pieniądze trzeba zarabiać. Owszem, zawsze można zmienić pracę, tak jak ja to uczyniłam. Ale też nie wiesz, gdzie znów trafisz. Na szczęście trafiłam dobrze, chociaż… Właśnie, zawsze jest jakieś ale, i z tym przejdę to następnego tematu.

Mizofonia

Nie wiem, czy taka choroba naprawdę istnieje, ale oficjalnie jest dla niej nazwa. Kiedyś o tym wspominałam. Był nawet cały post temu poświęcony. Gdy pracowałam w miejscach, gdzie wszystkie dźwięki się ze sobą zlewały i nie używałam transportu publicznego, nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mnie drażnią niektóre dźwięki i jak ciężko z nimi sobie radzić na co dzień. Naprawdę wolałabym tego nie mieć, bardzo utrudnia życie. Niestety, wielu z nas o tym nie mówi, bo inni tego nie rozumieją i mogą różnie zareagować. Pracuję w dość małym biurze. I o tyle, o ile moja praca i warunki oraz ludzie są ogólnie o.k., o tyle bez słuchawek nie dałabym rady. Małe biuro, kilka różnych osób. Jedna pociąga notorycznie nosem ( tik albo alergie), druga mlaska, inna cmoka i cmoka. Masakra. Najgorsze, co może być. Natomiast w pociągu niestety co trzecia osoba, nawet co druga, pociąga nosem. Nigdy, dosłownie nigdy nie ma już takiej sytuacji, żeby ktoś w otoczeniu tego nie robił. I słychać, że to nie zatoki, a zwykłe wciąganie glutów, że tak to nazwę. No więc zaczęłam dyskretnie sugerować, że jest taki problem, ale niestety, nie idzie mi łatwo. Czasem mam ochotę wybuchnąć i użyć różnych słów. Ale cóż. Na pewno nie służy to mojemu ogólnemu samopoczuciu i uszom ( słuchawki z muzyką).

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie tego tematu, napiszcie w komentarzach albo prywatnie. Czytam na ten temat trochę, więc postaram się służyć pomocą.

Zielony Tydzień

Ostatnie lata spowodowały, że dużo zmieniło się w moim myśleniu. I tak, pozwalam sobie wciąż na coś niegrzecznego do jedzenia. Ale mam coraz większą świadomość tego, co jem i ile jem. W jaki sposób żyję i czego mi potrzeba. Sporo się zmieniło i na lepsze. Zwłaszcza, że mój układ trawienny jest wrażliwy i jak sobie pozwolę, to zazwyczaj dość  cierpię. Zauważyłam, że jem coraz więcej warzywnych dań. I o tyle, ile nie zrezygnowałam z mięsa, jem go coraz mniej. Myślę też nad spróbowaniem, na razie tymczasowym, odstawienia mięsa i ryb. Ale muszę się przed tym dobrze przygotować- proteiny itp. Jednak coraz częściej to rozważam. Ostatnio jem dużo dań typu falafel, warzywa i makaron pełnoziarnisty, sałatki, ryba i ryż. Czasem wołowinę i kurczaka. Schabowe na urlopie w Polsce głównie. Ale myślę, że spróbuję odstawić. I zobaczę też, czy zmienia się waga i samopoczucie.

Zauważyłam też, że potrafię wiele lat chodzić w niektórych ubraniach i butach, super. I coraz mniej kupuję. A jak to robię, to najpierw zastanawiam się, czy oby na pewno jest mi to niezbędne. Owszem, zdarzają się wyjątki, gdy kieruję się pięknem danego przedmiotu i myśleniem ” bo chcę to mieć!”. Ale bardzo rzadko. Potrafię czasem wejść do sklepu, być mamiona różnymi pięknymi przedmiotami, a jednak wychodzę z pustymi rękami, bo nie znalazłam akurat tego, co było mi potrzebne. Nie kupuję już prawie nigdy reklamówek, zawsze mam swoją torbę czy plecak i woreczki foliowe używam ileś tam razy.

Badania

Czy robicie regularne badania? Ja robię. Polecam raz czy dwa razy do roku ogólną morfologię, raz na jakiś czas bardziej dokładną. Raz do roku USG jamy brzusznej, wizytę u ginekologa, badanie USG piersi ( kobiety +35 mammografię), chociaż raz na dwa lata badanie moczu i kału. Wiem, niezbyt fajne, ale czasem trzeba. Oczywiście badanie wzroku i przegląd jamy ustnej ( dla mnie to podstawa, chodzę nawet 2 razy do roku) i usuwanie kamienia nazębnego. Badam się regularnie i wychodzi mi o.k. Ale jednak potrzebuję dodatkowego badania, bo dawno tego nie robiłam. I chcę się upewnić, że na pewno o.k. Trzeba słuchać swojego organizmu, bo często daje nam znać, jak coś jest nie tak.

Znalezione obrazy dla zapytania żyj wystarczająco dobrze
Polecam każdemu!

Książki

Od kilku lat w mojej biblioteczce znajduje się książka pt. Żyj wystarczająco dobrze.  Jest to jedna z kilku tomów wydanych przy patronacie Wysokich Obcasów i Psychologii. To jest jedna z tych nielicznych książek, do której wracam co jakiś czas. I za każdym razem odkrywam ją na nowo! Zawsze jestem pod wrażeniem jej mądrości, trafności spostrzeżeń i cudownej lekkości, z jaką się ją czyta. Wspaniała książka dla fanów psychologii i osób, które chcą się przekonać, co naprawdę w życiu ważne. I jak sobie radzić ze złością, zawiścią, stratą bliskiej osoby i wiele innych ważnych tematów. Mocno polecam. Będzie także osobny wpis na ten temat. Planuję także sięgnąć po inne tomiki z tej serii.

Muzyka

Często sięgam po stare kawałki. Z nowych polecam trójcę: Podsiadło, Zalewski i Kortez. No, no- ciekawe połączenie głosów i różnych talentów. Bardzo fajny kawałek poniżej.

 

 

8 odpowiedzi na “Podsumowanie maja- wyzwania, zielony tydzień, ulubiona książka i inne”

  1. Polecam odstawienie mięsa 🙂 Albo chociaż jego mocne ograniczenie. Ja tak zrobiłam jakieś około rok temu i czuję się o wiele lżej. Nie chodzi o to, że schudłam, ale o to, że po prostu czuję się lżejsza i już mniej się męczę jeśli chodzi o dolegliwości bólowe brzucha. I tak mam czasem problemy z jelitami i kamicę nerkową, więc nie chciałam sobie jeszcze dodawać powodów do bólu. Mięso jest obecnie po prostu bardzo niezdrowe, napakowane chemią, trzeba uważać co jemy. Tak samo ryby, niby zdrowe, a jednak to, skąd są wyławiane, powinno nam dać do myślenia.

    Polubienie

  2. Rzeczywiście, znam osoby, które nie potrafią znieść co niektórych dźwięków. Na pewno też do takich należy mój facet 😉 Dzięki za opisanie choroby. Mnie chyba ten problem nie dotyczy, po dwójce rozwrzeszczanych dzieci – nauczyłam się „wykluczać” z pewnych sfer życiowych. Przyłapałam się ostatnio na tym, jak moja mała płakała, – a ja pisałam pewien artykuł. Całą podświadomość przerzuciłam na pracę, że nie zauważyłam jej krzyków. Piękny masz widok z okna i świetnie, że masz pracę, która Ci odpowiada. Ważne jest nie tkwić w czymś, co nam szkodzi i nie odpowiada.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s