Być czy mieć? Co jest ważniejsze?

MIEĆ jest tylko o tyle istotne, o ile wzbogaca twoje BYĆ.  Jan Paweł II

 

Tyle się dzieje na tym świecie. Ostatnie wydarzenia mnie zmusiły do rozmyślań po raz kolejny. I zrozumiałam smutną prawdę nie pierwszy raz- wiele zależy od przypadku, człowieka, który stanie ci na drodze, czy będziesz tutaj dalej.

Znalezione obrazy dla zapytania byc czy miec
Źródło: Zaraz wracam

Mieć i żyć

Jestem na dobrym etapie życia. Mam wszystko, czego potrzebuję i więcej mi nie potrzeba. Owszem, rozwój osobisty, ciekawsza praca itp. się przydadzą i będę nad tym wciąż pracować. Ale całą resztę- zdrowie, rodzinę, miłość, ukochaną osobę, smaczne jedzenie, dach nad głową, fajne ubrania, książki itp. mam.

I tyle się planuje. Kupuje piękne ubrania, nowe rzeczy do domu. A później nachodzi mnie taka refleksja- po co, na co. Co mi to da? Dzisiaj jestem, jutro może mnie nie być. Dom ma być ostoją, a nie zawsze w domu jest bezpiecznie. Nachodzą mnie lęki, złe myśli i dupa.

Zamach w Egipcie

Nie mogę pojąć, jak można uśmiercić taką liczbę niewinnych ludzi. Po prostu kilka setek ludzi wysadzić w powietrze. Czy życie każdego nie jest bezcenne? Dlaczego inni o tym decydują, czy je ci zabrać? Gdy dzieją się takie rzeczy w naszej Europie czy nawet w USA, przeżywamy to mocniej. O Azji, Afryce itp. nie myślimy za dużo. O.k. Daleko, inny świat itp. Ale jednak- po co to, na co? To też ludzie jak my.

Naokoło klimat świąteczny niemalże już. Dzwoneczki, piękni ludzie w reklamach, eleganckie ubrania, cudowne wnętrza domów, mrugające do ciebie choinki. A życie jakby na przekór- nie, to wszystko to syf. Nie może być za pięknie. Chociażby dlatego, że idąc na świąteczny targ może w ciebie wjechać w rytmie kolęd wielka, do tego wyładowana bronią ciężarówka. Trzask, prask i nie ma. Zgasło kolejne ja.

Życie to nie je bajka jak mówią. Szkoda, że nie jest jak z tych pięknych zdjęć i świątecznych kartek pełnych śniegu i bajkowych widoków- pięknie, kolorowo, spokojnie, sielanka po prostu. Świat jest piękny, ale tak wielu ludzi nieszczęśliwych i pragnących śmierci drugiego.

Panika na Oxford Street

W piątek byliśmy świadkami eskalacji paniki w samym centrum Londynu. Wiadomo- turyści, sklepy, godziny szczytu i do tego Black Friday. Tam jest zawsze pełno ludzi. Kiedyś wybrałam się na początku grudnia i byłam na Oxford Street około godziny 9. I co? Było o.k.- Londyńczycy pędzili do pracy, a turyści jeszcze spali w swych białych, hotelowych łożach. Ale godzinę później już tak pięknie nie było. Zaczęła się turystyczna bieganina. Unikam tego miejsca raczej.

Piątkowe wydarzenie pokazuje, jak mało potrzeba, aby wywołać panikę. Strach, bieganina, taranowanie innych. Przez bójkę dwóch znerwicowanych życiem ludzi i prawdopodobnie jakiś przy tym dziwny odgłosem, który zmusił tę masę ludzi do ucieczki. Jesteśmy znerwicowani, spanikowani i taka jest prawda. Mało potrzeba, aby wyrwać się do ucieczki. W centrum o tej porze bywam ostatnimi czasy nie za często- zazwyczaj tylko wtedy jak jest to związane z pracą albo spotkaniem z koleżanką. Generalnie unikam centrum, chociaż Londyn jest fajny i ma co pokazać. Oczywiście są też jego brzydkie strony, ale to było w starszym wpisie.

To mieć czy być?

Chyba wszystko naraz. Mieć, żeby się tym cieszyć, póki można. I być- doświadczać, kochać, poznawać, smakować itp. Nie znaczy to, żeby nabywać milion zbędnych dupereli, ale żeby kupić tę piękną, ukochaną sukienkę, cudowny perfum, wspaniałą książkę i napić się pysznej herbaty. Małe rzeczy, a cieszą. I róbmy to, póki tu jesteśmy. Mamy okazję.

I jak mówił JPII- warto mieć, ale żeby wzbogacić twoje być. Czyli mieć środki, zasoby, możliwości, które pozwolą na rozwój twojego być. Nie negujmy więc bogactwa. Tylko korzystajmy z niego rozsądnie. I bądźmy bogaci wewnętrznie.

 

Staram się patrzeć przez różowe okulary, chociaż bywa to ciężkie. Ale też z taką myślą powstał ten blog- aby spojrzeć na świat innym okiem, walczyć z własnymi słabościami, cieszyć się z chwil i małych rzeczy oraz unikać jak się da nadmiaru złych wiadomości.

Październik- podsumowanie. Książki, nowości, uroda.

Nastał czas na podsumowanie października. Był to dość spokojny miesiąc, ale kilka nowości się uzbierało. Jesień okazała się łaskawa prawie do ostatnich dni miesiąca- słońce, ciepło i te piękne, złote liście. Cud, miód i orzeszki. Dopiero pod sam koniec miesiąca się znacznie ochłodziło. Ale wciąż dni są dość ładne i zazwyczaj pogodne.

IMG_0403
Jesienny, lokalny park.

 

Muzyka

Nie słucham jej bardzo dużo, ale często sięgam po klasyki z przeszłości. I tak o to na mojej liście znalazły się stare piosenki zespołu Offspring, bardziej rockowa Pink ( kobieta ma głos, charakter i obycie!), w pracy spokojnie- cudowne, gitarowe utwory Jacka Johnson’a. W domu trochę starego, polskiego punku. No i trochę chill outu. Słuchałam też piosenki do filmu La La Land oraz Nosowskiej. Polecam też muzykę w filmu Wielkie Kłamstewka jak i sam film.

Film

Wciąż kilka czeka w kolejce. Zaczął się drugi sezon serialu Belfer i oglądnęliśmy pierwszy i drugi odcinek. Sezon drugi rozpoczął się dość spokojnie, jednak ostatnia scena trochę podgrzała atmosferę. Drugi odcinek to akcja i zabijanie. Natomiast momentami tak nieprofesjonalnie nagrane- policja, skok z okna i napisy w szybach, że nie wiedziałam, czy się bać czy śmiać.

IMG_0569
Moja październikowa ozdoba balkonu.

 

Moda i uroda

Zima nadchodzi, więc zakupiłam sobie kilka bluzek grzejących, podkoszulkę i mega wygodny biustonosz firmy Uniqlo. Jest to japońska marka. Ich sklep można znaleźć  między innymi na londyńskim Picadilly. Ceny nie są wygórowane. Bluzki wypróbowałam, ale ciężko mi się jeszcze o ich jakości wypowiedzieć, gdyż nosiłam lekkie doły i to nie pomagało. Chyba najlepiej kupować całe zestawy grzejące- bluzka+ legginsy.

Ręce o tej porze roku szybko stają się wysuszone. I niestety, usta zaczęły pękać. Warto więc stosować 1-2 w tyg. peeling np. z cukru. I natłuszczać jakąś dobrą, naturalną pomadką ochronną. Inna metoda, lecz kusząca- miodem posmarować na noc. Dłonie natomiast smarować dobrym kremem, stosować maseczki i rękawice nawilżające oraz okład z oliwy. To samo paznokcie. Moje lubią się rozdwajać, ale zazwyczaj dzieje się to z nimi, gdy za często je maluję. Dlatego robię sobie dłuższą przerwę między malowaniem i moczę paznokcie w  podgrzanej oliwie z wit. E i z sokiem z cytryny.  Wiemy, że witamina E jest bardzo potrzebna. Dodaje jej się ją także do kosmetyków nawilżających i przeciwzmarszczkowych.

To samo ze stopami- zimą robią się bardziej suche. Ostatnio użyłam po kąpieli skarpet nawilżających. Miałam je ubrane ok. 20 minut. Stopy były przyjemne w dotyku i bardziej miękkie.  Kupiłam je w drogerii Superdrug, są tej samej marki.

Książki

Niby czytam, ale czasem jakby nie czytam. Musze w końcu skupić się na konkretnej pozycji i dokończyć to, co nie dokończone. Planuję kilka ciekawszych i wartościowych książek zakupić przy najbliższej wizycie w Polsce i na poważnie zabrać się za inwestycję w przyszłość w postaci czytania. Dużo czytam magazynów o tematyce psychologicznej i społecznej, ale z książkami gorzej. Ostatnio też czytałam kilka interesujących blogów, które znalazłam przy okazji szukania pewnych informacji, np. Kameralna. Blog kobiecy z pięknymi zdjęciami i przydatnymi informacjami dla pań. Mam kilka ciekawych ebooków, których też jeszcze nie skończyłam. Mało inspirujące, wiem, he he.

Dieta i zdrowie

Cały październik praktycznie zrzucałam kilogramy po urlopach. No i udało mi się schudnąć prawie 3 kg. Też dobrze. Od zeszłego roku się naprawdę pilnuję i co nadrobię- zaraz zrzucam, żeby zachować odpowiednią sylwetkę. Chudnę trochę mniej niż zwykle, bo moja dieta nie jest prowadzona przeze mnie jak dawniej. Przede wszystkim nie ograniczam się do produktów z tamtej listy, a jem dodatkowo inne, ale okazjonalnie i w nie za dużych ilościach. I jest o.k. Pozwalam sobie nawet czasem, w ramach moich tygodniowych kalorii, na jakiś nie do końca dietetyczny przysmak np. croissanta i jeśli przestrzegam ogólnie diety, nie powoduje to większych zmian. Oczywiście wiem, nie jest to zbyt zdrowe i nie nisko tłuszczowe. Ale jakie pyszne! 😉

Kuchnia

Dla mnie jesień to czas gorących zup- kremów, ciepłych owsianek z: bananem, orzechami i ewentualnie odrobiną miodu, herbaty imbirowej ( domowej roboty!), której dawniej nie lubiłam i eksperymentowania z różnymi daniami. Bardzo lubię też gorącą czekoladę, ale chwilowo wybieram także pyszną kawę Inkę po kolacji. Zawsze też można wpić gorącą czekoladę w wersji light- kakao gorzkie bądź z dodatkiem ksylitolu.

Planuję też więcej zmian, nauki, rozwijania się. W końcu człowiek powinien dla własnego dobra się uczyć czegoś nowego każdego dnia. Codzienny trening mózgu na pewno się opłaci zarówno przy szukaniu fajnej, ambitnej pracy jak i dla zdrowia za ileś  tam lat.

 

Kreta- relacja z wakacji.

Nasze coroczne, długo wyczekiwane wakacje tym razem odbyły się na pięknej Krecie. Udaliśmy się tam na przełomie sierpnia i września. I już, już pragnę nadrobić spore zaległości w relacji z tej cudownej podróży. Czeka was także druga część- informacje ogólne o Krecie. Miała być ona jako pierwsza, ale cóż… Wolę chyba jednak pokazać fotorelację jako pierwszą.

IMG_0046
Wyspa Spinalonga

Przyjazd na Kretę

Do hotelu z lotniska mieliśmy niedaleko. Zawsze staramy się wybierać hotele blisko niego. Na Lanzarote byliśmy tuż koło lotniska. Chodziliśmy na spacery, aby stawać tuż pod lądującymi samolotami. Niesamowite wrażenie. Te maszyny są fascynujące.

Dzień przylotu był bardzo gorący. Powitały nas jak zwykle cykady. To takie pluskwiaki, które każdego dnia dają niezły koncert na greckich wyspach. Już wcześniej je słyszałam w Kefalonii i zastanawiałam się, co to takiego. Nie widać ich, ale za to mocno słychać. Oczywiście oprócz tego, na greckich wyspach znajdziesz stada psów i dużo kotów. Psy niestety nie zawsze okazują się przyjazne. Grecy chyba mają zamiar coś z tym zrobić, bo ostatnio została zagryziona turystka. Zwierzęta biegające samopas to popularne zjawisko- są często dokarmiane przez okolicznych restauratorów i mieszkańców.

IMG_0057
Legendarne jezioro Voulismeni bez dna w Agios Nikolaos
IMG_0068
Błękitna kamieniczka w tymże miasteczku

Ponieważ ważniejszy był dla nas pokój, najpierw się zameldowaliśmy. I znów- pierwszy pokój okazał się lekką porażką, więc musieliśmy go wymienić. Nie jesteśmy jacyś mega wybredni, ale nie lubię jak się nam wciska ciemne pokoje, na parterze i do tego niemalże kilometr od budynku głównego. Za drugim podejściem otrzymaliśmy przyjemny pokój na pierwszym piętrze, z widokiem na morze i recepcję. Lubię czasem mieć widok na wejście główne, bo możesz być świadkiem ciekawych sytuacji ;-).

IMG_0004
Taki przystanek 🙂
IMG_0060
Loggia wenecka, Iraklion

Ponieważ już nie załapaliśmy się na obiad w hotelu, postanowiliśmy się udać gdzieś i zjeść coś poza nim. Zapytaliśmy w recepcji, jak dojść do centrum miasteczka i udaliśmy się w drogę. Było niesamowicie gorąco i prawie zero cienia więc zmęczył nas ten spacer niesamowicie. Zwłaszcza, że od dobrych paru godzin byliśmy na nogach. I miasteczko też jakoś blisko nie było. Znaleźliśmy przyjemną tawernę nad samym morzem i posiedzieliśmy tam dobre dwie godziny popijając zimne piwo  i zajadając się frytkami. Następnie wróciliśmy do hotelu, aby go obejść i odświeżyć się nieco. Około 19.00 zeszliśmy do restauracji.

Opcja, którą jak zwykle wybraliśmy, to all inclusive. Słyszę o niej wiele rzeczy i powtarzanych stereotypów. Ale uważam, że opcja ta jednak posiada wiele zalet. Przede wszystkim, wbrew temu, co mówi wielu ludzi, wybór jedzenia jest naprawdę zróżnicowany i są opcje dla każdego niemalże. Lubię pić zimne piwo i drinki i mam to wszystko wliczone w cenę. Nie muszę się martwić o płacenie za wszystko osobno. Zawsze też znajdę coś dobrego do jedzenia. Zwłaszcza, że często składniki są naprawdę dobrej jakości. Przy wyborze hotelu kierujemy się kilkoma istotnymi wymogami, więc nie są to przypadkowe miejsca. Zazwyczaj hotele są naprawdę fajne. Ten ostatni miał duże przestrzenie, ciekawe, niezagospodarowane sale i dużo przyjemnych miejsc na zewnątrz do posiedzenia. Poza tym hotel położony tuż nad samym morzem.

W hotelu była świetna restauracja. Zabukowaliśmy tam raz kolację. Zachód słońca, białe obrusy, wyśmienite jedzenie, świetna obsługa. Naprawdę warto korzystać z takich dodatkowych opcji. W poprzednim hotelu, na Malcie, było kilka restauracji, w tym chińska i marokańska i skorzystaliśmy z tej pierwszej. I także było bardzo smacznie. Mój ukochany mąż zresztą uwielbia chińską kuchnię. A przynajmniej tę zrobioną pod Europejczyków.

IMG_9944
Wystrój kościoła prawosławnego w Grecji

Spinalonga i okoliczne miasteczka

Trochę wylegiwania się, spacerów, pływania w słonym basenie ( po raz pierwszy dla nas ze słoną wodą, pewnie ze względu na bliskość morza) i przyszła pora na pierwszą wycieczkę. Wybraliśmy się na wyspę Spinalonga, a następnie do miasteczek Elounda i Agios Nikolaos.

Spinalonga nazywana jest dzięki długiej i barwnej historii wyspą trędowatych. Można na nią dopłynąć z miasteczka Elounda. Rejs zajmuje około 20 minut. Tego dnia było bardzo wietrznie, więc momentami miałam nawet gęsią skórkę. Ale nieco wietrzna pogoda dobra jest przy takich gorących temperaturach, bo wtedy o wiele łatwiej się zwiedza. Wyspa była wenecką twierdzą, a następnie kolonią trędowatych. Zbudowano tam miasteczko- były magazyny, domy, kościoły i cmentarze. Pozostałości po nim można podziwiać do tej pory. Klimat wyspy sprzyjał uprawie warzyw, a wenecjanie handlowali owocami morza oraz rybami. Następnie została zajęta przez Turków osmańskich ( 1715). Zamieszkały tam rodziny tureckie, aż do czasu, gdy przybyli pierwsi trędowaci. Były to początki XX wieku, gdy zapanował trąd, na którego nie było wówczas leku. Wysłano więc ich na Spinalongę. Utworzono tam też szpital i szkołę. Trędowaci żyli więc w odosobnieniu, w swoim miasteczku na wysepce. Z Krety dowożono im żywność i lekarstwa. Utworzyli oni społeczność, której przewodził ich przewodniczący, walczący o lepszy byt. W 1913 roku Kreta została przyłączona do Grecji i wtedy też na Spinalongę zaczęli przybywać chorzy z całego kraju. Trędowaci nauczyli się żyć własnym życiem. Tworzyli pary i zawierali przyjaźnie. Czasem takim parom rodziło się zdrowe dziecko. Zabierane było z wyspy, żeby miało szansę na życie bez trądu. Zapewne było to dla rodziców bardzo traumatyczne przeżycie. W końcu wynaleziono lek na trąd, było to w 1948 roku. Pierwsi mieszkańcy zaczęli opuszczać wyspę, a w roku 1957 Spinalonga została opuszczona przez nich na zawsze. Udali się oni do Aten. Z wyspy rozciągają się przyjemne widoki na morze i Kretę.

IMG_0057
Bazylika Agios Titos, Iraklion

Kolejnym naszym punktem było miasteczko Elounda, do którego powróciliśmy statkiem. Jest to takie kreteńskie Saint- Tropez- ekskluzywny kurort z polami golfowymi. Jest ciekawie usytuowane- skaliste wzgórza, piękne widoki na zatokę Elounda z piaszczystymi plażami i błękitną wodą. Istnieje legenda o antycznym miasteczku Olous. Znikło ono w VIII w. naszej ery. Przyczyną było najprawdopodobniej trzęsienie ziemi lub obsunięcie lądu. Przy bezwietrznej pogodzie można na dnie morza przy przesmyku zobaczyć zarysy jego murów. Niestety, jak pisałam wyżej, tego dnia było dość wietrznie. W Eloundzie zjedliśmy lunch w przyjemnej restauracji znajdującej się na wodzie, a następnie zrobiliśmy sobie spacer z przerwą na mega dużego gofra.

Po wizycie w Eloundzie pojechaliśmy do miasteczka Agios Nikolaos. Jest ono usytuowane na zatoką Mirabello, ok. 65 km na wschód od stolicy Krety, Iraklionu. Wybudowana tu najważniejszy port na wschodzie Krety. Jest to bardzo urokliwe miasteczko i nietypowo położone- z jednej strony morze, a w centrum Agios słone, głębokie jezioro i wysoka skalna ściana. Warto tam usiąść i napić się kawy lub lokalnego wina. Znajduje się też tam kilka muzeów np. Muzeum Archeologiczne z przedmiotami z miedzi czy Iris przestawiające bogactwo kreteńskiej flory i jej wykorzystanie (leki, barwniki, aromaty, oprawa uroczystości).

IMG_9957
Cmentarz na wyspie Spinalonga

Wymienione wyżej jezioro nazywa się j. Voulismeni, czy inaczej- jeziorem bez dna. Jest głębokie i strome zbocza zsuwają się mocno w dół. Krąży o nim wiele legend, m.in. o zatopieniu przez Niemców amunicji i pojazdów zbrojnych po przegranej II wojnie światowej. Nigdy ich jednak nie odnaleziono na dnie. Także został obalony mit o niezgłębionej otchłani wód- w 1853 roku pewien Brytyjczyk wyznaczył głębokość zbiornika na 64 m.

Wizyta w CretAquarium 

Akwarium znajduje się na uboczu, na terenie dawnej amerykańskiej bazy lotniczej. Są to duże tereny, z niszczejącymi budynkami. Można tam dojechać taksówką bezpośrednio pod budynek akwarium lub dojść kawałek z przystanku autobusowego. Starszym osobom nie polecam, gdyż idzie się tam ok. 10-15 minut bez odrobiny cienia, w skwarze. Komunikacja autobusowa jest na wyspie dobrze rozwinięta, więc dojazdy tymi pojazdami są przyjemne- osoba sprzedająca bilety także wymawia głośno nazwy przystanków oznajmiająca, są klimatyzacja i internet.

Wizyta była dla nas lekkim rozczarowaniem. Akwarium ciągle jest chyba w okresie przebudowy. To, co my zastaliśmy na miejscu, to mała sala z różnymi gatunkami ryb, kilkoma rekinami i jednym żółwiem. Owszem, okazy ciekawe i wyjątkowe, ale mieliśmy niedosyt. Zwiedzanie zajęło nam raptem może z 15 minut. Możliwe, że fakt, że byłam w kilku fajnych, dużych akwariach spowodował, że to mnie rozczarowało. Chociaż opinie miało dobre na stronie. Plusem jest, że nazwy i opisy są także w j. polskim.

Wieczór w Iraklionie 

W sobotę wieczorem wybraliśmy się na wizytę do stolicy Krety, Iraklionu. Zawsze organizowaliśmy takie wycieczki w ciągu dnia. Ale polecono nam udać się tam wieczorem, bo w dzień jest więcej turystów i gorąco. Dlatego tym razem dla odmiany wybraliśmy się na zwiedzanie wieczorne. Dostaliśmy się tam za pomocą miejskiej komunikacji, która jak pisałam wcześniej, działa bardzo dobrze. Jechaliśmy stromą drogą, spoglądając na strome klify i ciemne, uderzające o nie fale. Podróż była wygodna i niezadługa. Wysiedliśmy na dworcu i udaliśmy się w stronę miasta- musiałam sprawdzić, w którą stronę iść, bo nie było to takie oczywiste. Polecam więc GPS albo kierować się za ludźmi, bo większość z nich idzie do centrum.

Zanim przejdę do szczegółów z wycieczki, kilka słów o stolicy. Iraklion został założony przez Arabów w IX w. i początkowo nosił nazwę Al Kandak. Jest to ponad 170 tys. stolica i centrum życia na wyspie. Historia jest burzliwa i nie oszczędziła wielu budowli. Miasto jednak wywarło na mnie przyjemne wrażenie i wycieczka mi się podobała.

Po drodze minęliśmy kilka eleganckich hoteli, oświetlone rondo, restaurace. Znaleźliśmy się w porcie weneckim. Ładne miejsce, z licznymi łodziami i jachtami. Port założony został przez Arabów. Znajduje się tam Arsenał. Służył on do napraw statków, chronił przed sztormami i posiadał zbiorniki z solą oraz z wodą. Do dziś przetrwało sześć łukowych konstrukcji z dziewiętnastu, które były budowane od XV- XVII wieku. Port wenecki jest przyjemy na wieczorne spacery. Nie było nam dane odwiedzić ładnej Chanii, ale podobno tam port jest bardziej malowniczy i kameralny. Port ma długą historię i był rządzony przez Arabów i wenecjan. Handlowano tu woskiem pszczelim, jedwabiem, winem, oliwkami, oliwą, winogronami i solą.

Wszędzie panował gwar. Na każdym rogu też wystawali nastolatkowie, ale tacy poniżej 18 roku życia i nie wyglądali na pijanych itp. Postanowiliśmy najpierw znaleźć jakieś miejsce, aby zjeść kolację. Na początku usiedliśmy w restauracji tuż obok morza. Ale nie do końca spodobało się nam menu. I wbrew temu, co mówił szef, nie było tego, co chcieliśmy. Przeprosiliśmy więc i ku złości kelnera, opuściliśmy miejsce. Maszerowaliśmy więc dalej i niedługo potem znaleźliśmy małą, fastfoodową tawernę i tam mieliśmy swoją kolację z piwem. Było tanio i smacznie. Po kolacji udaliśmy się w stronę samego już centrum.

Tam deptakiem spacerowaliśmy i zaglądaliśmy do co ciekawszych sklepików. Wszędzie było pełno miejscowych i turystów- miasto kipiało życiem. Trafiliśmy na głośny Lwi Plac z fontanną Morosiniego. Oczywiście miejsca te łączą się z historią Arabów i ich panowania. Fontanna powstała głównie, aby zapewnić mieszkańcom dodatkowe źródło wody pitnej. Znajdują się na niej postaci z mitologii greckiej i lwy- herb Wenecji. Tuż naprzeciwko fontanny znajduje się Bazylika św. Marka. Tuż niedaleko Loggi weneckiej zakupiliśmy sobie ogromne porcje lodów w pysznym waflu i usiedliśmy w jej wnętrzu, aby troszkę oddalić się od spacerujących tłumów. Loggia to dawniej miejsce zamożnych, lordów, szlachty i arystokratów. Podejmowano tu ważne decyzje dotyczące handlu i ekonomii. Tutaj także ważne osobistości wypoczywały i bawiły się. Loggia jest w stylu jońskim i doryckim. We wnętrzu budynku znajduje się atrium. Obserwowałam przez nie gwiaździste niebo. Obecnie znajduje się tam ratusz.

Następnie udaliśmy się z powrotem na dworzec autobusowy, by powrócić do hotelu. Wybraliśmy boczne drogi i podziwialiśmy co ciekawsze kamienice. Było gorąco i na każdym rogu czaiły się nieszkodliwe grupki młodych ludzi.

Miasto nam się podobało. Na pewno warto tam zajrzeć i trochę pozwiedzać. Zwłaszcza, że podobno coraz bardziej się rozwija i coraz lepiej wygląda. No i dla portu weneckiego.

Oczywiście każdego dnia cieszyliśmy się ciepłą wodą w morzyu greckim piwem, winem i przysmakami tj. baklavą, tzazikami, pyszną i łatwą w przygotowaniu sałatką grecką, souvlakami i oliwą. Sama przywiozłam sobie puszeczkę oliwy, baklavę i drobne pamiątki. Próbowaliśmy znaleźć jakiś ładny, grecki rysunek. Ale było to trudne, bo wszędzie gotowce made in china. Jednakże w jednym sklepie udało nam się znaleźć ładne, greckie malunki. Kupiłam jeden sobie, drugi mamie.

Nie zwiedziliśmy co prawda ruin pałacu w Knossos, bądź też innych, podobno często ciekawszych. I miasteczek wśród gór. Ale nigdy nie da się zobaczyć wszystkiego, jeśli się jedzie na wakacje połączone z relaksem na plaży. Zawsze jednak staramy się zobaczyć kilka ciekawych miejsc. I w większości nas one zachwycają. Zawsze też spędzamy tydzień w danym miejscu.

W Grecji spędzaliśmy wspólnie wakacje po raz drugi. Pierwszy nasz wyjazd, zresztą bardzo udany, był na wyspę Kefalonia. Pięknie tam było, naprawdę polecam. I to na pewno nie jest nasza ostatnia wyprawa do Grecji. Klimat, plaże, ciepła i jasna woda w morzu, jedzenie, wino, miasteczka, oliwki- chociażby dlatego warto odwiedzić kraj spod flagi biało- niebieskiej.