Mody w jedzeniu- hit czy kit?

W każdym roku zmienia się moda na jedzenie. I myślę, że jest to popularne głównie w Europie i różnych tzw. rozwiniętych krajach. Myślę, że np. taki mały kraj gdzieś w Himalajach czy samotna wysepka na oceanie nie zna za bardzo tego trendu. Ale my, ludzie zachodu, umiemy podłapać każdy temat. No i znów będziemy się zastanawiać intensywnie, co wrzucić na ruszt.

wakecake
Ciasto na śniadanie? Dlaczego nie! ( źródło: newsweek.pl)

I nie ma w sumie w tym niczego złego. A to dlatego, że takie chwilowe mody uczą nas też czegoś nowego i dzięki nim poznajemy różne kuchnie świata. Pojawiają się przecież produkty, których używa się w danym kraju, przyprawy, egzotyczne owoce. I dania z całego świata. Oczywiście nie może taki przysmak być za bardzo zmodyfikowany ( często się to robi, bo ludzie z różnych krajów mają różne preferencje), bo traci swoją wyjątkowość.

W skrócie przedstawię, co był modne na talerzach ostatnimi laty. W 2015 modny był cukier kokosowy ( nie próbowałam jeszcze), kuchnia azjatycka i  herbata Matcha. No i prodykty sugar- i glutenfree, czyli bez cukru i bez glutenu. Rok 2016 to jarmuż ( lubię!), owsianki, ryby i jagody acai ( próbowałam suszone, smaczne). Pamiętam też, że popularne były tak zwane super foods, czyli super zdrowe produkty np. acai, awokado czy kiwi; dania wegańskie, organiczne, mleko sojowe, chipsy z warzyw wszelkiego rodzaju, sałatki z buraczków.

Nową modą śniadaniową jest wake and cake. Czyli zjeść kawałek ciasta na śniadanie. Ale raczej będzie to coś zdrowszego, np. gorzka czekolada czy zdrowsze owsiane ciasteczko.

Mieszkam w Wielkiej Brytanii od ośmiu lat. I dzięki za to, że mieszkam za granicą. Oczywiście pomijając kilka minusów tego stanu. Ale właśnie tutaj ( jak też i wcześniej w USA) nauczyłam się lubić inne smaki. To własnie w Anglii polubiłam steki, jagnięcinę ( polecam raczej spożywać w dobrej restauracji, gdyż mięso to ma intensywny, specyficzny zapach i w domu ciężko go pozbyć po przyrządzeniu), ostrzejsze smaki ( kuchnie wschodu) i kilka innych rzeczy. Mój smak się wyostrzył i lubię potrawy dobrze doprawione, ale nie przesolone. Mięsne i bezmięsne. No cóż, jednak wciąż nie przekonałam się do uwielbianego przez wielu Brytyjczyków Mermaite, czyli pasty z drożdży kładzionej na tosty. W Stanach znów nie nauczyłam się nigdy jeść masła orzechowego, mimo, iż orzechy te  naprawdę lubię.

Nie śledzę trendów żywieniowych na tyle, żeby próbować wszystkiego, co akurat modne. Jem to, co uda mi się ciekawego znaleźć i mi posmakuje. Nie unikam jednak nowych produktów. Ale też nie mam czegoś takiego w sobie, że jak się pojawia moda- lecę to kupić.

A co z modą na jedzenie mniej? Wśród wielu może istnieje, ale wciąż jednak ludzie pchają w siebie za dużo, torturując swoje biedne żołądki. Jak może wiecie, ostatnimi czasy skończyłam kilkumiesięczną dietę. Jestem dość zadowolona z efektów, bo udało mi się zrzucić ponad 10 kg tego, bo było zbędne. No, oczywiście mogłabym ważyć jeszcze może ze 3 kg mniej, ale już nie szalejmy. Jest szczupło. Teraz tylko to utrzymać, ha. Powiem Wam, że może dłuższa dieta to większe poświęcenie, ale jedno jest pewne- nawyki się trochę zmieniają. Dietę skończyłam kilka tygodni temu. Ale przyzwyczaiłam się do kilku posiłków dziennie, regularnego gotowania i wiem na oko, co ma ile kalorii i jak je rozkładać w ciągu dnia. Ale nie oszukujmy się- człowiek ma też inne potrzeby. Jakie sałatki i inne tego typu rzeczy nie byłyby smaczne, kawałek pysznego ciasta, kieliszek dobrego wina- są od czasu do czasu potrzebne ludziom. Mam kilka swoich słabości, np. smak solony karmel.

Teraz o umiarze. Warto chociażby po to, żeby się dobrze czuć. O.k. Napychanie się pysznymi ciasteczkami, wypicie trzech piwek pod rząd, później kebab w mieście. Na krótką metę jest o.k. Ale z doświadczenia wiem, że kończy się to u mnie: bólem żołądka, brzuchem, jakby mi ktoś ciężki kamień włożył na sam dół i niestrawnością. Nic przyjemnego.

Myślę, że fajna moda to ta na dzielenie się jedzeniem, czyli tzw. foodsharing. Czyli zarazem coś dobrego dla świata. Za jego twórcę uważa się Raphaela Fellmera z Niemiec. W Polsce powstaje coraz więcej punktów, do których można przynosić produkty. Zasada jest taka, że przynosimy rzeczy, które sami byśmy chcieli zjeść albo coś, co akurat nam nie przypadło do gustu, ale nadaje się do jedzenia, jest zdrowe czy ekologiczne. Data ważności to też jeden z głównych warunków.  Fajny pomysł i warto go promować.

Rok 2017. Domowe sosy (jestem za!), jak pisałam wyżej- wake and cake, jogurty z warzywami, poke czyli nowe osobno podane składniki do sushi, drinki o zapachu sławnych perfum, bezmięsne kiełbasy i wędliny ( tzw. bezmięsny rzeźnik), woda arbuzowa, drinki bezalkoholowe na bazie kawy, soków czy wód roślinnych ( tzw, mocktajle), niskoalkoholowe piwo ( moda hipsterów), kurkuma w zdrowym, leczącym napoju czy paście. Trzeba przyznać, że ciekawe propozycje. Swoją drogą, lemoniadę arbuzową robiłam i polecam.

 

 

2 odpowiedzi na “Mody w jedzeniu- hit czy kit?”

  1. Ja pije kurkume z cytryna I imbirem. Mowia, ze to oczyszcza I dziala przeciwzapalnie. Fajne kombinacja to mieta, tymianek I trawa cytrynowa. Pycha.

    Polubienie

  2. Pewnie tak, ale jakoś nie mogę się przekonać do takich smaków, chociaż zapach imbiru czy jego dodatek do jogurtów, shake’ow itp- jak najbardziej. Wybiorę chyba jednak wodę z cytryną, która ma podobne działanie :-). Natomiast zioła i miętę lubię.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s