Być indywidualistą i na tym nie stracić

Każdy z nas chce być lubiany, doceniany i kochany. Jednak nie zawsze chcemy postępować tak jak ktoś nam zagra. Znacie to? I albo postawisz na swoim ( nie raniąc przy tym innych) albo będziesz robił jak inni chcą. Wiem z doświadczenia, że działanie wbrew sobie, okazywanie sztucznego zainteresowania, próba przypodobania się, na dłuższą metę bardzo męczą. Dusisz się w tym, czujesz się jak więzień. Z drugiej strony jednak wiem, że czasem działałam wbrew temu, czego chcą inni, bo nie raz zdarzyło mi się być odrzuconą. Byłam inna, chciałam być inna. Ale też bałam się tego, co powiedzą i pomyślą inni.

Oceniamy i jesteśmy oceniani na każdym kroku. Za wygląd, za jakieś postępowanie, za wyznanie i tak dalej. Nie lubimy, gdy ludzie różnią się od nas za bardzo.

Musimy pamiętać, że to, że będziemy się starać, okazywać komuś nadmierną uwagę, przynosić różne ładne rzeczy, nie gwarantuje, że ta osoba to doceni. Szczerze mówiąc, wolę osoby, które własnie potrafią postawić na swoim, nie poświęcać się za bardzo, ale też działać uczciwie i zgodnie z wartościami, które wyznają. Uległość nie jest fajna, a to drugie zachowanie właśnie świadczy o pewności siebie i sile charakteru. Do osób, które starają się za bardzo, można stracić szacunek.

Opinie potrafią być krzywdzące, nieszczere i złośliwe. Lepiej więc nie zaprzątać sobie tym głowy i robić swoje. Jako dziecko słyszałam wiele opinii na swój temat, zarówno od dorosłych jak i innych dzieci. Jednakże, jak sobie przypomnę tamte lata, zwłaszcza czasy podstawówki, to dochodzę do wniosku, że wcale nie było tak źle. Mogłam jednak wybrać inną drogę, bo miałam także wsparcie i jakiś autorytet wśród mądrych i dobrze życzących mi ludzi. Sama byłam dość dobrą uczennicą i miałam różne zainteresowania.

Najważniejsza rzecz to poczucie własnej wartości. I wielu z nas ma z tym problem, dlatego ciągle przejmujemy się tym, co pomyślą i powiedzą inni. Niska samoocena także wpływa na to, jak bardzo boimy się śmierci. Podobno, im bardziej jesteśmy pogodzeni z sobą, lubimy się i akceptujemy, tym śmierć wydaje nam się mniej straszna. Ciekawe to jest.

Grunt to nie uginać się pod presją i brać pod uwagę opinie innych, o ile są konstruktywne. Zareagować na krytykę i rozważyć jej zasadność; np. jeśli ktoś ci powie: ” Ty to zawsze musisz mieć ostatnie słowo”. Zastanów się, czy faktycznie tak jest, czy zawsze próbujesz być najmądrzejsza i wiedzieć wszystko najlepiej.

samoocena

No więc jak radzić sobie z opiniami innych? Jak pracować nad rozwijaniu w sobie poczucia własnej wartości? Poniżej siedem puntów, które mogą nam w tym pomóc.

  1. Masz tylko jedno życie. Weź za nie odpowiedzialność. Robiąc to, zaczynasz ufać sobie i bierzesz działanie w swoje ręce. A nie wolno dryfujesz postępując jak inni chcą, albo co ci przyniesie życie. Jeśli chcesz być ogrodnikiem, a inni widzą cię w roli lekarza, zrób tak jak ty czujesz. Nie stawiaj się w roli ofiary, jeśli partner cię porzuci albo wybrałeś sobie nieodpowiednią pracę. Działaj, zmieniaj to, co ci się nie podoba. Biorąc sprawy w swoje ręce, staniesz się też bardziej wiarygodnym człowiekiem dla innych.
  2. Pracuj nad asertywnością. Myślę, że większość z nas ma z tym problem. Często bierze się to z tego, że jako dziecko ktoś z dorosłych próbował ciągle ci narzucić jakieś postępowanie albo obrywało ci się po głowie za wyrażanie własnego zdania. Niestety, wielu rodziców tak postępuje. Naucz się wiec mówić NIE. Nie przytakuj wszystkim, jeśli się nie zgadzasz. Odmów, jeśli coś jest nie po twojej myśli albo wbrew twoim wartościom. Nie czuj się winny. Tobie też później będzie łatwiej zrozumieć odmowę innych. Ćwicz zaczynając od podejmowania drobnych decyzji np. w sprawie wyboru sztuki w teatrze.
  3. Poznawaj siebie. Czyli stwórz instrukcję obsługi siebie. Pytaj siebie samego, co lubisz, czego nie lubisz, jaki kolor ci się podoba albo czego się bardzo boisz. Ty, twoje emocje, ubiór, rozumowanie tworzą wyjątkowy obraz ciebie i swoją odmiennością możesz stanowić cenny wkład w jakość grupy.  Instrukcja przyda się innym, ale głównie tobie.
  4. Żyj świadomie. Praktykuj świadome życie poprzez technikę mindfulness, jogę czy medytację oraz zmianę myślenia. Nie doszukuj się we wszystkim teorii spiskowych, tylko zmieniaj myślenie na pozytywne i działaj. Wtedy samoocena idzie w górę. Karm się pozytywnymi myślami i zadawaj pytania związane z daną emocją. Pozytywne podejście do życia i wiara w siebie powodują, że innym nie będzie tak łatwo uderzyć w twój czuły punkt.
  5. ” Gdyby nie marzyciele, Ziemia nadal byłaby płaska” czyli miej swój życiowy cel. Miej go, realizuj. I nieważne, czy to wydaje się innym głupie czy nierealne. Określ najważniejsze dla ciebie wartości. Fajne jest mieć cel, wiedzieć, po co się żyje. I dążyć do tego.
  6. Nie bądź swoim wrogiem, zaakceptuj siebie. Zakrywanie twarzy zbyt dużą warstwą makijażu, odstającego brzucha szerokimi bluzkami czy wycofanie się, gdy coś nie wychodzi. Znamy to. To odrzucanie siebie, brak akceptacji. Wtedy każdy żart i krytyka stają się raniące. Trzeba akceptować siebie, aby samoocena rosła.
  7. Przestrzegaj swoich własnych zasad. Gdy nie lubisz kłamać, pić alkoholu, nie rób tego, aby się nagiąć czy nie narazić otoczeniu. Nie rezygnuj z części siebie. Bądź wierna swoim zasadom, a uniezależnisz się od tego, co myślą o tobie inni.

Zdrowe poczucie wartości? Gdy jednocześnie nie zagarniasz całej przestrzeni, potrafisz słuchać i rozmawiać z różnymi ludźmi. Człowiek to istota społeczna. Powinien dobrze żyć z innymi poprzez bycie niezależnym, ale utrzymywaniem zdrowych relacji z rodziną i współpracownikami. Potrafić słuchać, ale i mieć swoje zdanie i żyć według swoich reguł.

Jeszcze jedno. Sprawdź, czy cierpisz na RS, czyli Rejection Sensitivity. Co oznacza niski poziom wrażliwości na odrzucenie, np. gdy za dużo analizujesz pewne zachowania, bywasz agresywna i kontrolująca. Co prowadzi do rozpadu relacji czy różnych chorób, np. nowotworów.

Do napisania tego posta wykorzystałam artykuł Joanny Godeckiej o budowaniu zdrowej niezależności ( Sens 07/2015).

Nowe słowa: lagom i ikigai

Mówi się, że lagom to nowe „hygge” tego roku, natomiast ikigai to radość życia po japońsku. Pamiętacie hygge? To po prostu tworzenie przytulnego nastroju- o, żeby było miło, swojsko, ciepło. Teraz pojawiają się nowe trendy i pewnie niedługo zobaczymy dodatkowe działy w sklepach o tych samych nazwach.

ikigai
Ikigai czyli powód, żeby być; coś, co sprawia, że chcesz wstać z łóżka każdego dnia. 

Słowo Lagom pochodzi ze Szwecji i oznacza tyle co ” umiar; nie za dużo, nie za mało”. Może to się odnosić do przedmiotów, którymi się otaczamy, czyli ograniczanie zakupów, kupowanie tylko tego, co potrzebne. Albo do zdrowia- wszystkiego po trochu. Powiemy też o pogodzie, że jest lagom gdy nie jest za ciepło, ani za zimno. Jest to też taki minimalizm w postępowaniu i posiadaniu po prostu. A co do lagom emocjonalnego? Można trochę pokrzyczeć, ale nie za dużo ;-)? No to czekamy na produkty lagom. Mi się własnie przydadzą te pomagające w wyważaniu emocji. Swoją drogą, praktykowanie tego jest jak najbardziej fajne. Potrzebujemy umiaru, we wszystkim. A wiecie, że swoją drogą Szwedzi podobno lubią przeciętność, nie wyróżnianie się z tłumu? Lubią harmonię. To przecież oni po raz pierwszy wprowadzili 6- godzinny dzień pracy.

Drugie słowo, Ikigai, pochodzi z języka japońskiego i oznacza ” pasję, jakiś życiowy cel”. Bycie stale zajętym. Wiadomym jest, że wielu Japończyków dożywa długiego wieku i to nie tylko dzięki odpowiedniej diecie, dobrych stosunków z innymi, aktywności fizycznej, ale dlatego, że mają po co wstawać każdego dnia. Świetnie jest mieć pasję w życiu i budzić się z celem każdego dnia. Chyba każdemu z nas by się to przydało. Codziennie wyskakiwać z łóżka z okrzykiem: ” Hurra! Nowy, ekscytujący dzień!”. Mimo wszystko, należy dziękować każdego dnia, że się żyje i być za to wdzięcznym. Komuś lub czemuś, w co się wierzy.

lagom
Lagom, czyli co za dużo to niezdrowo. 

 

Więcej:

  • H. Garcia, F. Miralles, Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia.
  • Lola A. Akerstrom, Lagom. The Swedish secret of living well. 

Ludzie z pasjami: Natalia Knopek simplife.pl

Dzisiaj pierwszy wpis z cyklu Ludzie z Pasjami. Będę regularnie je publikowała, żeby pokazać Wam, jakie pasje i ciekawy styl życia mają różni ludzie. 

Natalię odkryłam, gdy szukałam bloga o tematyce, która mnie interesuje. I tak trafiłam na  tutaj .  Spodobały mi się oprawa graficzna z pięknymi zdjęciami ( Natalia też je robi sama), tematy i podejście to życia. Natalia jest weganką, praktykuje jogę, do niedawna mieszkała w Danii. Teraz wróciła do pięknej Polski. Natalia regularnie publikuje przepisy na zdrowe, smaczne jedzenie. Wydała wirtualną książkę kucharską, którą polecam. Wystąpiła także z poradami o naturalnych zabiegach w programie ” Pytanie na śniadanie”. Natalia regularnie prowadzi warsztaty jogi i zajęcia prowadzi czasem na żywo. Miałam okazję poćwiczyć i mogę powiedzieć, że są to bardzo fajne, porządnie prowadzone zajęcia.

natalia
simplife.pl czyli Natalia Knopek

Poniżej Natalia opowiada Wam jak zaczęła się jej przygoda z jogą, co jej się podobało w Danii i czy ma plany na przyszłość.

1. Cześć Natalio, proszę powiedz kilka słów o sobie.

Kilka słów o mnie. Tego najbardziej nie lubię, bo nigdy nie wiem co powiedzieć. Nie przepadam za definiowaniem ludzi na podstawie tego, czym się zajmują czy kim są. Z drugiej jednak strony wiem, że przy takich krótkich spotkaniach czy prezentacjach nie ma innego wyjścia.

Jak już wiadomo, mam na imię Natalia. Z wykształcenia jestem architektem i planistą przestrzennym. Z zamiłowania nauczycielem jogi. Piszę gdzie się da, między innymi u siebie na blogu. Od czasu do czasu udzielam się również jako grafik. Robię zdjęcia, rysuję, planuję powrót do malarstwa. Poza tym uwielbiam jeść, gotować również. Mało znam się na filmie, zawsze wybieram książki. Cieszy mnie bliskość natury i staram się pozwolić sobie na to jak najczęściej.

2. Dlaczego postanowiłaś zacząć pisać bloga simplife.pl?

Dobre pytanie. I o ile chciałabym Ci na nie odpowiedzieć, o tyle nie mogę, bo absolutnie nie mam pojęcia. Wiele osób pyta o to skąd pomysł i dlaczego, a ja nigdy nie wiem, co odpowiedzieć.

Blog narodził się sam z siebie, bez żadnego pomysłu. Przez pierwsze trzy miesiące działał pod innym adresem na innej platformie. Bez Facebooka i innych dodatków. Później po prostu się wciągnęłam, chciałam, żeby wszystko było bardziej po mojemu, a darmowe szablony niestety nie dawały takich możliwości. Dlatego teraz jestem tutaj.

3. Jak zaczęła się Twoja przygoda z jogą i zdrowym odżywianiem?

Mam wrażenie, że jogą interesowałam się od zawsze. A przynajmniej od czasów kiedy można się zainteresować czymś ponad grzechotki i lalki Barbie. Ciekawił mnie człowiek, przepływ energii, połączenie między ciałem a tym, co niewidzialne. Niemniej jednak nic nie robiłam w tym kierunku – pochodzę z małego miasta, gdzie o jodze nadal nie mówi się wcale 😉

Działać zaczęłam dopiero na studiach, kiedy, zupełnie przypadkiem, wylądowałam na zajęciach jogi i po prostu dałam się wciągnąć. Teraz sama uczę, czując się w obowiązku przekazania dalej tego, co mnie cieszy.

A zdrowe odżywianie? Chyba po prostu w pewnym momencie dorosłam do tego. Kiedyś nie lubiłam gotować, jako nastolatka zawsze mówiłam, że po prostu znajdę sobie męża który dobrze gotuje. Co mi się akurat udało ;). Teraz sama lubię pichcić, cieszy mnie również sprawianie innym przyjemności, bazującej po prostu na tym, co smaczne. I jednocześnie zdrowe.

4. Mieszkasz w Danii. Co możesz powiedzieć o  kraju Andersena?

Już nie mieszkam, ale powiedzieć oczywiście coś mogę :).

Dania na pewno nie jest taka piękna jak ją malują. Próbowałam ten obraz trochę odczarować tutaj hygge i tutaj duński przepis na szczęście wcale nie z jakichś osobistych pobudek, bo tak naprawdę zdanie innych na temat obcego kraju mało mnie interesuje. Wpisy były odpowiedzią na nawarstwiające się pytania czytelników o to, czy naprawdę Dania to kraj idealny, albo wiadomości mówiących o tym, jak bardzo zazdroszczą mi mieszkania w takim miejscu.

Parafrazując mistrza – powiedziałam jak jest. Z mojej perspektywy. A każdy ma prawo wyrobić sobie własne zdanie. I co ciekawe – najprężniej działają na tym polu osoby, które w Danii nigdy nie były ;).

Nie doceniamy Polski, a to mnie jednak trochę boli.

6. Jaka jest najlepsza porada, jaką w życiu usłyszałaś?

Trochę tego było. Z radami jest zawsze tak, że muszą trafić na odpowiedni grunt. Muszą odpowiadać na nasze aktualne potrzeby i być tym, czego szukamy.

Na pewno jako taką radę cyklicznie powtarzaną, mogę uznać słowa mojej mamy, która zawsze powtarzała mi, że muszę mieć własne zdanie. I robić wszystko zgodnie ze sobą. Nawet jeśli 100% ludzi będzie szło w lewo, a ja będę czuła, że chcę iść w prawo – to właśnie tam powinnam pójść.

To, co jeszcze teraz przychodzi mi do głowy, to moja prababcia, która miała bardzo mądre podejście do wykształcenia, pracy czy zawodu. Mówiła, że studia, czy to czego się nauczyliśmy jest mało istotne. Liczy się to, co jest naszą pasją i co robimy z sercem. Zawsze powtarzała, że cokolwiek robisz, musisz robić to najlepiej jak potrafisz. I że lepiej sprzątać z powołania, niż być szanowanym prawnikiem, który nienawidzi swojej pracy.

7. Jakie są Twoje plany zawodowe na najbliższą przyszłość, uchylisz rąbka tajemnicy? 

Może to zabrzmi jakoś tak szczeniacko i bezmyślnie, ale nie mam planów. Jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się, że to nieludzkie, bo przecież trzeba mieć plany, trzeba być człowiekiem dorosłym i odpowiedzialnym. Ale ja ich nie mam.

Doszłyśmy do porozumienia na tym polu z moją obecną nauczycielką jogi. Obie mamy rzeczy o których myślimy, ogólnie ustalone kierunki w których zmierzamy. Ale nie mamy planu. Pozawalamy, by życie się nami zaopiekowało.

Więcej o Natalii, przepisach, jodze i naturalnej pielęgnacji na jej stronie tutaj.

Nowości, przepisy, książki czyli podsumowanie

Kwieceń plecień bo przeplata- trochę zimy, trochę lata. Zgadzam się w pełni. Pogoda w kratkę. Jednego dnia wychodzę ubrana w trzy warstwy i jest o.k. Innego wracam i połowa ludzi w krótkich spodenkach. Taki urok wiosny! Teraz jest troszkę chłodniej znów, ale słońca nie brakuje.

Tak jak ostatnio pisałam, miesiąc zmian. Wyprowadzka- mieszka się bardzo fajnie, tylko gołębie lubią nasz dom. Oo, i dziś jeden złożył jajo na naszym balkonie. Nie mam fioła na punkcie zwierząt, a już zwłaszcza na punkcie owych ptaków, które nauczyły się, podobnie jak wielu współczesnych ludzi, wygodnego życia bez próby starań. Nie przepadam także za szczurami, myszami, wiewiórkami, lisami ( chociaż te w sumie są urocze). Jest ich dużo w mieście i szkodzą. I także no po prostu nie lubię ich sposoby bycia.

Rafaello fit
Rafaello jaglane według Natalii Knopek czyli simplife.pl 

Kończę dietę. Co prawda wciąż mi zabrakło 2 kg to upragnionej wagi. Ale ponieważ jest ona od dawna prawidłowa, BMI w normie, wyglądam dobrze, na diecie byłam od lipca zaszłego roku ( łącznie z ok. 1- mies. przerwą) i powiem szczerze, że już chcę dodać lekko kcal i urozmaicić nieco menu- przestałam. Póki co nawyki zostały, pilnuję się dość i fajnie. Teraz wolę postawić na ruch i przywiązywanie wagi do tego, co jem oraz unikania gotowców i sklepowych słodyczy. Planuję wiele rzeczy piec/ robić sama. Dlatego też wkrótce planuję skorzystać z przepisów na zdrowe desery z kaszy jaglanej ze strony simplife. Chociaż sama mega fanką tej kaszy nie jestem, ale desery wyglądają bardzo zachęcająco. Polecam bloga swoją drogą-ciekawe posty, joga, weganizm, fajne przepisy i ładna szata graficzna.

Idą święta. Nie planuję ich jakoś szczególnie obchodzić, bo raczej tego nie robię. Ale znów- jest to dobra okazja do spotkań, ugotowania czegoś dobrego, napicia się kieliszka wina i przyozdobienia mieszkania pięknymi kolorami i wiosennymi kwiatami. Za tydzień będę robiła ciasto i dwa, trzy zdrowe dania.

Aktualnie czytam Fitness Umysłu ze Skalską i podoba mi się. Szybko i przyjemnie się czyta. Do ulubionych czasopism dołączył magazyn Sens. Jednak lubię tę psychologię. W sumie to chyba jedyna tematyka, po którą sięgam tak często. Poza tym przyznam się szczerze, jestem trochę w tyle z czytaniem. Jakoś ciężko mi się porządnie zabrać za to, ale próbuję.

Postanowiłam też sobie robić poranną rozgrzewkę. To znaczy wstawać 10-15 minut wcześniej niż zwykle i ćwiczyć. Brzuszki, mostek, przysiady, pompki itp. Rezultat taki, że już nie czuję się senna, jest mi ciepło i humor jednak się trochę od lekkiego skoku endorfin poprawia. Postaram się tę czynność zrobić moim nowym nawykiem. Podobno ten nawyk plus spacery w tygodniu z powodzeniem zastępują karnet do siłowni, tak mówił jeden lekarz. Jestem za!

Czeka mnie kulturalny tydzień. W sobotę idziemy do teatru na polską sztukę. Z pewnością zamieszczę recenzję z tej wizyty. Przed świętami czeka mnie też koncert chóru, w którego składzie jest jedna z naszych byłych pracownic. W ładnym, eleganckim kościele. Zobaczymy, czy mi się spodoba.

Na koniec. A poniżej, przerobiłam wieszak na drzwi na wieszak na biżuterię. Nie mogłam znaleźć odpowiedniego na swoje przedmioty- albo za krótkie albo za małe. A tutaj mam idealny.

diy
Mój DIY wieszak na biżuterię.