Mizofonia, tiki i inne choroby

stres
Nie zniosę tych dźwięków!! Czy mizofonia to choroba?

Przyznam się, że ostatnimi czasy nie znoszę kilku rodzajów dźwięków. Zawsze kilku nie lubiłam, ale ostatnio zwłaszcza nie lubię. I po prostu mam za to ochotę kogoś udusić. Włącza mi się czerwony guzik i chcę zabić lub uciec. Należą do nich: mlaskanie, głośne żucie gumy, chrupanie i pociąganie nosem. Nie lubię też cmokania po jedzeniu. Jest też wiele odgłosów, które jednak mi nie przeszkadzają. W sumie większość.

O tyle, o ile toleruję niektóre z powyższych na kilka minut, inne mnie doprowadzają do białej gorączki. Mi samej też przecież zdarza się chrupać orzeszki czy wydawać inne tego typu odgłosy, to gdy ktoś robi to przy mnie nagminnie… pojawia się mega problem.

Zastanawiałam się ostatnio, co to jest. Czy to normalne? I znalazłam w Internecie pojęcie mizofonii, czyli nadwrażliwości na dźwięki. Jest to swego rodzaju choroba i do tego raczej niewyleczalna. Ale nikt jej nie rozumie. Ludzie myślą, ze jesteś upierdliwa i masz sobie odpuścić.

Na domiar złego ostatnio w moim biurze pojawiła się osoba, która non stop przez 8 h dziennie, pięć razy w tygodniu pociąga nosem. Kilka razy dziennie nasila jej się ten tik na maxa i robi to baardzo intensywnie przed ponad 15-20 minut. Nie bardzo sobie z tym faktem radzę i widzę też, że jest to temat tabu u nas. Ludzie po prostu udają, że tego nie słyszą ( nie da się) i podejrzewam, że głupio im poruszyć ten temat. Zwłaszcza, że pracuję z Anglikami. A tutaj czasem trudno o szczerość i zwracanie komuś uwagi. A na pewno każdemu to przeszkadza. Czy jest ktoś, komu nie przeszkadza pociąganie nosem? Ten dźwięk jest naprawdę mega niefajny. No nic. Rozumiem, że też jest to swego rodzaju choroba- alergia, sucha śluzówka albo kolejna z chorób psychicznych. Bo normalne to nie jest na pewno… I powinnam być wyrozumiała. Ale ja jako osoba z inną przypadłością po prostu mam ochotę się tam pociąć. Jesteśmy wszyscy zamknięci blisko siebie w jednym biurze. I o tyle, ile dość lubię moją pracę, atmosfera jest fajna, miejsce też, to po prostu tej jednej rzeczy póki co znieść nie mogę. Bardzo mi to utrudniło pracę ostatnio. I zastanawiam się, czy da się ten problem chociaż jakoś zminimalizować. Myślę, że jak ktoś chce, to może chociaż trochę to wyleczyć, tzn. tiki. Spróbuję może jakoś jednak zagadnąć. Inaczej chyba zostają stopery w uszach. Nie widzę bowiem innego miłego rozwiązania w tej sytuacji.

Prawie każdy z nas ma COŚ. Zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Bardzo bym chciała mieć wyrąbane na różne odgłosy, ale niestety póki co, nie udaje mi się to. I fajne to wcale nie jest. Zauważyłam też, że coraz więcej osób ma nerwowe tiki. Czy to w postaci odgłosów, czy nerwowego obgryzania paznokci i dłubania w zębach. U mnie za to przejawia się to w nadwrażliwości na ##$$%$##.

Czy też cierpicie na taką przypadłość? Jak sobie z tym radzicie?

 

3 odpowiedzi na “Mizofonia, tiki i inne choroby”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s