Londyn z mojej perspektywy

br mus
British Museum 

Londyn, w którym mieszkam od ponad siedmiu lat, to miasto wielu twarzy. A ja znam wiele tych brzydkich ;-). Coraz częściej odnoszę wrażenie, że jestem tu bo jestem. Pewnie dlatego, że łatwiej tutaj o pracę i w tym temacie nie mogę teraz narzekać. I to, że dopiero co zamieszkałam w bardzo przyjemnym mieszkaniu, nie wiem, czy bym tu dłużej była. Miasto dość przytłacza i stresuje.

Początki były fajne. Co prawda nie mieszkałam w pałacu. Raczej w domu bliskim rozpadu, he he, ale pracowałam w biurze, pięć minut od domu. W weekendy jeździłam do miasta i na zakupy. Oczywiście także na piwo i do restauracji. Czasy, gdzie dużo się działo, piło dużo wina i wiecznie z kimś było. Później różnie bywało z pracą, ale w końcu wszystko zaczęło się układać. I teraz mogę rzec, że jest dobrze.

Opiszę kilka rzeczy typowych dla Londynu, moim okiem.

  1. Domy– oj, tutaj można by mówić. Nie znam chyba ani jednej osoby, która nie żyła z: myszami, karaluchami, wilgocią, molami itp. Ja zaliczyłam wszystko! Nawet te pozornie ładne, wyremontowane, ale stare domy, miały defekty. Po prostu plaga. Czynsz jest wysoki, nawet za byle jaki pokój. Jak to w stolicach. No i okna brudne. Po części, bo wielu ludzi o nie po prostu nie dba, a po części dlatego, że ciężko je wymyć ze względu na specyficzny układ. Jeśli mogę, myję je co kilka miesięcy, czasem nawet przybierając wymyślne pozy, żeby tylko się gdzieś dostać. Yoga okienna ;-).
  2. Czystość– dużo by tu mówić. Co prawda w każdej dzielnicy jest ileś osób sprzątających, które wcześnie rano wyruszają ze swoimi wózeczkami, aby oczyszczać ulice, ale wciąż to za mało. Wiąże się to niewątpliwie z tym, że ciężko ogarnąć miasto, w którym na co dzień wychodzą duże tysiące czy miliony ludzi. I niestety, różnego pokroju. Tak, że miasto pełne jest różnego rodzaju nieczystości, na które natkniesz się każdego dnia, od śmieci po różne ludzkie wydzieliny. To mnie do tej pory poraża. Spacery więc bywają mało przyjemne. No i problem z gołębiami, które potrafią ” narobić” i oszpecić nawet najładniejszy budynek. Nikt się też nie kwapi, żeby to sprzątać, bo to kosztowne i problemu samo w sobie nie rozwiązuje. Zresztą to problem wielu miast na całym świecie.
  3. Ludzie– nawiążę do nich. Bardzo dużo imigrantów, którzy kompletnie nie przestrzegają zasad współżycia. Na co dzień wyczuwasz wrogość, tzw. wkurw i inne tego typu emocje. Niestety. Co jeszcze bardziej uprzykrza podróż do i z pracy. Szkoda, że nie ma więcej serdeczności. W codziennym życiu i podróżach to by naprawdę pomogło. A tak to każdy to JA JA JA. Mi wszystko wolno. Zagłuszę twoje myśli moją głośną rozmową telefoniczną/muzyką itp. Popychanie i klnięcie na porządku dziennym.  Anglicy też bywają różni. Środowisko pracy z Brytyjczykami jest inne od tego, w którym są mocno wymieszani ludzie. Owszem, są często uprzejmi, ale też obgadują za plecami, nie są bezpośredni, mają dużo czasu na wszystko i za mało wymagają. Oczywiście zależy od rodzaju pracy. Jednak to mi odpowiada średnio. Wolę, gdy więcej się wymaga, szczerze mówi o oczekiwaniach, nie owija w bawełnę, jednocześnie robiąc to w stanowczy, ale uprzejmy sposób. Dużo ludzi tutaj pali marihuanę też, czuć na każdym kroku. Można posiadać minimalne ilości. Nie wyobrażam sobie palić w drodze do pracy i pracować. Ale każdy ma inaczej! W ogóle to ja narkotyków nie lubię.
  4. Ceny– czynsz jest drogi, transport też ( jednakże ceny biletów zostały póki co zamrożone do 2020), natomiast żywność i środki czyszczące w przyzwoitych cenach. Nie wydaję dużo na dobre jedzenie. I zakupy ogólnie. Natomiast dużo pieniędzy idzie na przejazdówki i mieszkanie. Czynsz za mieszkanie jednopokojowe to 1000f wzwyż plus rachunki; przejazdówka strefa 2-3 to prawie 100f miesięcznie.
  5. Atrakcje– jest ich dużo. Zarówno płatne, jak i bezpłatne. Dawniej sporo chodziłam. Teraz już tego nie robię. Ale pierwsze dwa lata spędziłam na wizytach w Tate Modern, małym muzeum C. Dickens’a, British Museum, Science Museum, V&A Museum, kilku niezależnych i wielu innych. Większość darmowa. Fajnie jest to wszystko zobaczyć. Teraz głównie chodzę raz na jakiś na musicale do West End czy sztuki. Oczywiście byłam w Harrods’ie, ale nie byłam w Muzeum Figur Woskowych, co ciekawe.
  6. Klimat– umiarkowany, brytyjski, że tak powiem. Lato nie za gorące ( i całe szczęście!), chociaż zdarzają się upały. Zimy dość ciepłe. Rzadko zdarzają się mrozy, a w porywach jest -4. W ciagu dnia zazwyczaj do +10. Czasem nawet więcej. Śniegu dawno tutaj nie widziałam. Ale pamiętam, że zdarzały się biale zimy, tzn napadało dość dużo śniegu, który utrzymywał się kilka dni. Tak było w moim pierwszym roku tutaj, zaraz po ciepłej jesieni. Woda w morzu, podobnie jak w Bałtyku, dość zimna.
  7. Jedzenie– dzięki Londynowi polubiłam różne dania i smaki. Teraz lubię i umiem zjeść coś bardziej pikantnego, lubię kuchnię indyjską, curry i angielskie kiełbaski np. cumberland. Angielskie śniadanie jadam rzadko albo w wersji skrojonej, bo ma bardzo dużo kalorii. Anglicy lubią ciasta biszkoptowe, czekoladowe i marchewkowe. I ja też. Ale już np. Christmas Pudding to nie moja bajka. Tutaj także nauczyłam się jeść jagnięcinę, której z początku nie ruszałam. Teraz chętnie jem to mięso. Tutaj też zaczęłam jeść kaczki, gęsi i inne ptaki częściej. Także wieprzowinę z sosem jabłkowym- angielski przysmak dla mięsożernych.
  8. Napoje– herbatki z mlekiem wciąż nie pijam. Wolę zabieloną kawę. Herbaty w ogóle mało pijam, a jeśli już, to zieloną z cytryną albo jakieś ziółka. Natomiast nie lubię herbat korzennych. A Anglicy lubują się w herbacie miodowo- imbirowej. Imbir lubię, zwłaszcza starty bądź rozdrobniony w koktajlu owocowym. Wielu Anglików lubi pić tonik i swoje mieszane z wodą napoje owocowe, tzw. squash. Z alkoholu oczywiście piwo, i też cydr. Lubię cydr, zwłaszcza latem.
  9. Transport- o tym jeszcze. W mieście są dobre połączenia i dużo pociągów. Jednak wciąć coś nie domaga. Albo pociąg nie dojedzie, albo się zepsuje. Autobusy jeżdżą często, ale długo. A jak jest strajk w mieście, to panuje dziki chaos. Na szczęście nie mam aż tak daleko do pracy, jak na warunki londyńskie, ale kilka dobrych km jest. Jak coś siada, to albo mogę iść na pieszo do domu po mało atrakcyjnych dzielnicach albo próbować dalej, wepchnięta w zatłoczony autobus jak sardynka z wk… ludźmi. Ciężko ogarnąć wszystko w tak dużym mieście, ale jednak mogłoby to czasem odrobinę lepiej działać. A nie jest łatwo znaleźć fajną pracę w okolicy. Chociaż mi się kilka razy zdarzyło pracować blisko domu. Ale prace były średnie.

Londyn to miasto i ładne i brzydkie. Ma wiele twarzy. W centrum, gdzie możesz trafić do ładnych, czystych miejsc i poza, gdzie są tłumy ludzi i brud. Oczywiście większość zarabia mało albo średnio, a to nie wystarczy, żeby trafić i zamieszkać w  naprawdę fajnym miejscu. Dlatego z wielu powodów w Londynie fajnie jest być bogatszym lub bardzo bogatym. Masz wyrąbane na ten cały syf. Wsiadasz do swojej czarnej taksówki i omija cię cała fatyga związana z podróżami transportem miejskim. Tak że jeśli przyjedziesz do Londynu, niech cię nie szokują różne zachowania i brudne ulice, na których znajdziesz wszystko. To norma. My ludzie to takie zwierzątka, tylko, że często ładnie ubrane i niby takie cywilizowane.

Pozdrawiam ;-).

 

Mizofonia, tiki i inne choroby

stres
Nie zniosę tych dźwięków!! Czy mizofonia to choroba?

Przyznam się, że ostatnimi czasy nie znoszę kilku rodzajów dźwięków. Zawsze kilku nie lubiłam, ale ostatnio zwłaszcza nie lubię. I po prostu mam za to ochotę kogoś udusić. Włącza mi się czerwony guzik i chcę zabić lub uciec. Należą do nich: mlaskanie, głośne żucie gumy, chrupanie i pociąganie nosem. Nie lubię też cmokania po jedzeniu. Jest też wiele odgłosów, które jednak mi nie przeszkadzają. W sumie większość.

O tyle, o ile toleruję niektóre z powyższych na kilka minut, inne mnie doprowadzają do białej gorączki. Mi samej też przecież zdarza się chrupać orzeszki czy wydawać inne tego typu odgłosy, to gdy ktoś robi to przy mnie nagminnie… pojawia się mega problem.

Zastanawiałam się ostatnio, co to jest. Czy to normalne? I znalazłam w Internecie pojęcie mizofonii, czyli nadwrażliwości na dźwięki. Jest to swego rodzaju choroba i do tego raczej niewyleczalna. Ale nikt jej nie rozumie. Ludzie myślą, ze jesteś upierdliwa i masz sobie odpuścić.

Na domiar złego ostatnio w moim biurze pojawiła się osoba, która non stop przez 8 h dziennie, pięć razy w tygodniu pociąga nosem. Kilka razy dziennie nasila jej się ten tik na maxa i robi to baardzo intensywnie przed ponad 15-20 minut. Nie bardzo sobie z tym faktem radzę i widzę też, że jest to temat tabu u nas. Ludzie po prostu udają, że tego nie słyszą ( nie da się) i podejrzewam, że głupio im poruszyć ten temat. Zwłaszcza, że pracuję z Anglikami. A tutaj czasem trudno o szczerość i zwracanie komuś uwagi. A na pewno każdemu to przeszkadza. Czy jest ktoś, komu nie przeszkadza pociąganie nosem? Ten dźwięk jest naprawdę mega niefajny. No nic. Rozumiem, że też jest to swego rodzaju choroba- alergia, sucha śluzówka albo kolejna z chorób psychicznych. Bo normalne to nie jest na pewno… I powinnam być wyrozumiała. Ale ja jako osoba z inną przypadłością po prostu mam ochotę się tam pociąć. Jesteśmy wszyscy zamknięci blisko siebie w jednym biurze. I o tyle, ile dość lubię moją pracę, atmosfera jest fajna, miejsce też, to po prostu tej jednej rzeczy póki co znieść nie mogę. Bardzo mi to utrudniło pracę ostatnio. I zastanawiam się, czy da się ten problem chociaż jakoś zminimalizować. Myślę, że jak ktoś chce, to może chociaż trochę to wyleczyć, tzn. tiki. Spróbuję może jakoś jednak zagadnąć. Inaczej chyba zostają stopery w uszach. Nie widzę bowiem innego miłego rozwiązania w tej sytuacji.

Prawie każdy z nas ma COŚ. Zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Bardzo bym chciała mieć wyrąbane na różne odgłosy, ale niestety póki co, nie udaje mi się to. I fajne to wcale nie jest. Zauważyłam też, że coraz więcej osób ma nerwowe tiki. Czy to w postaci odgłosów, czy nerwowego obgryzania paznokci i dłubania w zębach. U mnie za to przejawia się to w nadwrażliwości na ##$$%$##.

Czy też cierpicie na taką przypadłość? Jak sobie z tym radzicie?

 

Jak być dobrym sąsiadem? 5 sposobów.

Dzisiaj temat na czasie, jako że ostatnio się przeprowadziliśmy do nowego, przemiłego mieszkania, stąd ta przerwa w pisaniu. Byliśmy ostatnio padnięci po kilku dniach intensywnej pracy przy ogarnianiu mieszkanka, ale już można zająć się innymi sprawami. Póki co- ostatnia na razie szafka zbudowana.

Przyszło mi na myśl, że fajnie by było napisać o współżyciu z sąsiadami. A z tym, jak wiadomo, bywa różnie. Miałam to szczęście, że nigdy nie miałam problemów z sąsiadami, ostatnio mieszkałam w cichym domu. Słyszałam jednak opowieści wywołujące ciarki na plecach. Od głośnych sąsiadów, poprzez bardzo ciekawskich, kończąc nawet na sąsiadach, którzy potrafią cię napaść, bo po kilku upomnieniach zadzwoniłeś na policję. To są ekstremalne historie, ale niestety się zdarzają. Mam znajomych, którzy mieli takich sąsiadów, że przebywanie w domu było dla nich niezłym stresem i zmorą. I woleli zostać dłużej zostać w pracy, niż wrócić do swojego własnego domu. Na szczęście już tam nie mieszkają. Są też sytuacje, że tak bardzo się zakolegujesz z sąsiadem, że będziesz w stanie zrobić nawet coś wbrew sobie,bo głupio ci będzie odmówić. Nie polecane. Oczywiście najlepsza jest harmonia- jak we wszystkim. Mieć dobre stosunki, ale nie dać sobie wejść na głowę. Zamierzamy wkrótce wybrać się, tutejszym zwyczajem, przedstawić się sąsiadom zza ściany. Jednych już poznaliśmy.

  1. Spróbuj zrozumieć punkt widzenia sąsiada– każdy jest inny, każdy pochodzi z innej kultury i ma inny rodzaj myślenia. Jeśli chodzi o współżycie z ludźmi, tutaj zawsze kłania się zrozumienie i empatia. Bycie w skórze drugiej osoby. Ciężka rzecz do wykonania, ale możliwa. Zastanów się, dlaczego dana osoba zachowuję się w ten sposób, co to powoduje. Dlaczego wykleja drzwi kwiatkami? Może jest ich fanem/ fanką?  Dlaczego to nas irytuje?
  2. Akceptuj różnice– niech te kwiaty na drzwiach staną się symbolem tolerancji. Tego, że każdy jest inny, ma inne upodobania i zwyczaje. Ucz się bycia elastycznym i wyrozumiałym. Pomyśl o tym, że każdy jest inny i ma do tego prawo.
  3. Porozmawiaj ze swoją „stroną cienia”– to taka strona, którą ma każdy z nas. Strona lęków i obaw, które przerzucamy na innych, bo boimy się z nimi skonfrontować. To, czego się boimy i nie lubimy u siebie, nie podoba nam się u innych. Może właśnie ta inność u sąsiadów nam się podoba, ale boimy się do tego przyznać. Może dlatego powinieneś się odważyć na wyrażenie siebie i czerpać z pomysłów innych inspirację.
  4. Znajdź przyjazny dystans– rozróżniaj przyjazne podejście do innych od przyjaźni. Nie każdy chce się przyjaźnić ze swoim sąsiadem, ale można taktować go z szacunkiem i w przyjazny sposób. Ale na pewien dystans. Jeśli nie masz ochoty na spoufalanie się, niekończące się rozmowy, spotykając sąsiada, powiedz miłe ” Dzień dobry, jak się masz?” ciągle idąc. Nie sposób jemu/ jej nie będzie odpowiedzieć, gdy tak miło ją czy jego zaczepisz. A jednocześnie dalej będziesz iść w swoim kierunku.
  5. Naucz się mówić NIE– czyli bycie asertywnym się znów kłania. Jeśli nie czujesz się na siłach, aby co tydzień spędzać czas z sąsiadami na grillu albo łowieniu ryb, od początku im to zakomunikuj. Ucz się mówić „nie”. Większość problemów z sąsiadami jest do rozwiązania, bo są to zwykle problemy niskiej rangi. I stanowczą, asertywną i przyjazną rozmową można z sąsiadem dużo zdziałać.

Naprawdę większość z nas jest naprawdę dobrymi sąsiadami. I, o ile nie masz sąsiadów, co imprezują co tydzień i żadna rozmowa nie pomaga albo takich, co zrobili z domu metę dealerów, to większość można załatwić przez rozmowę i  odpowiednie nastawienie. Czasem, jak się mieszka koło fajnych ludzi, którzy jednak mają jakiś zwyczaj ( a kto go nie ma!), którego nie lubimy a nie robią tym nikomu krzywdy, może po prostu warto się tylko uśmiechnąć i wzruszyć ramionami. I dziękować za to, że trafili nam się całkiem fajni ludzie za ścianą.

Życzę Wam dobrych stosunków międzysąsiedzkich. Póki co, u nas na razie cisza i spokój. I mam nadzieję, że tak będzie :-).

 

Źródło: https://www.psychologies.co.uk/five-ways-be-good-neighbour

 

 

 

 

 

 

 

 

 

10 pomysłów na udaną niedzielę

herbatka
smakizycia.pl

Niedziela to dzień, który oznacza powolny koniec weekendu i początek kolejnego tygodnia. Kolejny tydzień życia, pracy, szarpania się z życiem co dla niektórych i wielu obowiązków.

Ten dzień powinien spowodować, że z radością i ochotą będziemy wchodzić w nowy tydzień. Dlatego tak ważne jest, żeby była miła, spokojna i motywująca.

Poniżej podaję dziesięć pomysłów i czynności, która mogą spowodować, aby dzień ten był przyjemny:

  1. Zacznij od pysznej kawy/ herbaty i sycącego śniadania– nic tak nie poprawia humoru jak pyszna, gorąca kawa z rana. Najlepiej z ukochaną osobą. No i sycące śniadanie. Moje niedzielne śniadanie to zazwyczaj kromka zdrowego chleba, dwa jajka na miękko, szczypiorek i odrobina mniej tłustego majonezu. Uwielbiam też owsianki, tosty i jajecznicę.
  2. Wyjdź na chwilę na zewnątrz, weź kilka głębokich wdechów, posłuchaj odgłosów natury– uwielbiam ten rytuał. Zajmuje tylko kilka minut, a poprawia humor. Nie wstaję późno, więc o tej porze powietrze jest rześkie, a na dworze panuje cisza. Dzień budzi się do życia. I nieważne, czy na dworze jest 20 stopni, czy 2. Warto wyjść.
  3. Spacer? Yoga o poranku? Czemu nie?- w zeszłym tygodniu blogerka Natalia zorganizowała w niedzielę rano zajęcia yogi na żywo. Było to bardzo fajne doświadczenie i bardzo dokładnie prowadzone zajęcia. Starałam się jak mogłam przez ponad godzinę i faktycznie odczułam różnicę w samopoczuciu i w ciele. Było super. Także spacer czy Nordic walking to fajne aktywności z rana.
  4. Wybierz się na warsztaty motywacyjne– czy to przeznaczone dla kobiet, czy to dla poszukiwania pasji. Zaczniesz nowy tydzień z nową energią. Wybieram się na takie za jakiś czas. Przydatna strona to eventbrite.
  5. Albo po prostu zostań w łóżku z dobrą książką i magazynem– też lubię. Czytanie wartościowych książek i inteligentnych magazynów wiele daje i poprawia humor. Jest duży wybór na rynku. Wybieram głównie te, z których dowiem się czegoś nowego.
  6. Przygotuj ładne ubranie wyjściowe na poniedziałek– skompletuj fajny zestaw, wyprasuj bluzkę. Powieś na wieszaku i ciesz oko. Ułóż ładnie włosy. Po prostu zadbaj o siebie. Kobieta zadbana to kobieta szczęśliwsza.
  7. Weź przyjemną, długą kąpiel- świeczki, pięknie pachnące sole do kąpieli i ewentualnie uspokajająca muzyka w tle. Koniecznie wymasuj ciało- dobrze wpłynie na krążenie no i na pomarańczową skórkę. Osoby, które mają problemy z krążeniem, skórą, powinny unikać gorących kąpieli. Są także inne przeciwwskazania. Warto dodać mleka bądź oliwy. Dzięki temu skóra będzie przyjemna w dotyku i odżywiona.
  8. Naucz się czegoś nowego– jest dużo stron z darmowymi kursami. Na youtube też można znaleźć filmiki o różnej tematyce. Czy to o gotowaniu, czy z serii Zrób To Sam, nauka języka itp. Nauka to fajna zabawa.
  9. Obiad w przytulnej knajpce– najlepiej lokalnie, żeby nie marnować czasu i nerwów na dotarcie. Wiadomo, w dużych miastach o wiele więcej czasu zajmuje dotarcie do pewnych miejsc, bo odległości są duże. Wybierz więc miejsce, które sprosta Twoim wymaganiom, a zarazem będzie przyjemne do spędzenia tam czasu. W dużych miastach jest duży wybór restauracji dla każdego- wegetariańskie, wegańskie, z organicznymi produktami, kuchnie świata itp.
  10. Popołudniowa herbatka– po angielsku Afternoon Tea. Zwyczaj ten bardzo mi się podoba i jest niezwykle fajną formą spędzenia czasu po południu. W Anglii podaje się kanapeczki, słodkie ciasteczka i bułeczki, czy makaroniki. Serwuje herbatki do wyboru lub kawę. Do tego można także zamówić za dodatkową opłatą szampana ( mówię o Afternoon Tea w kawiarni czy restauracji). Elegancki i przyjemny zwyczaj.

Proste i miłe czynności, które uprzyjemnią niedziele. Oczywiście wszystko można robić zamiennie, bo cotygodniowe wyjścia mogą być dość kosztowne.

A co Wy robicie, żeby mieć przyjemne niedziele i z radością wejść w nowy tydzień?

Damą być

Czy są jeszcze prawdziwe damy? Zastanawiam się każdego dnia. Na co dzień często widzę byle jak ubrane kobiety, przeklinające, wpychające w siebie tony jedzenia, wyzywające mężczyzn na ulicy, chorujące na środku ulicy po alkoholu. I brakuje mi prawdziwych dam.

Znam jedną damę albo osobę, która prawie damą jest. Zawsze elegancka, ładnie się wysławiająca, czysta, posiadająca czysty dom. Osoba silna, elegancka i na poziomie. Miło się na nią patrzy i jej słucha. Ciocia ma ponad siedemdziesiąt lat i trzyma się świetnie. Podobno nie ma łatwego charakteru, ale jest to kobieta na poziomie. Nie pije, nie pali i dobrze się prowadzi. Jest błyskotliwa i subtelna. Znam też kilka kobiet, które przejawiają sporo cech dam.

Chciałabym być jedną z nich. Ale tego trzeba uczyć się od dziecka, no i pracować nad swoją stroną emocjonalną itp. A to wszystko to wielka sztuka. Dla wielu nieosiągalna. Chociaż podobno jak się bardzo chce…

Czym się charakteryzuje dama? Jej szczególne cechy to:

a. w kwestii wyglądu:

  • schludna sylwetka- nie musi być jakaś super szczupła, ale nie powinna być „zapuszczona”,  estetyczny makijaż,
  • porządek nie tylko na sobie ale i wokół siebie,
  • nie epatowanie nagością, opanowana sztuka ładnego siadania i chodzenia na obcasach,
  • nie upija się i nie słania na nogach, wie na ile alkoholu może sobie pozwolić albo w ogóle nie pije,
  • wyprostowana postawa, elegancki chód,
  • schludny strój, odpowiedni do okazji, raczej klasyczny,
  • uśmiech na twarzy, życzliwość i szczerość.

b. cechy werbalne:

  • unikanie paplaniny czyli powściągliwość,
  • błyskotliwość,
  • podejmuje przemyślane decyzje w życiu osobistym. Nie zmienia facetów jak rękawiczki,
  • perfekcyjne wysławianie się w języku ojczystym,
  • brzmienie głosu- ładny, przyjemny,
  • nieużywanie brzydkich słów,
  • poczucie pewności siebie płynie z posiadanej wiedzy, a nie próżności,
  • szanuje innych, uznaje i podziwia osiągnięcia innych i okazuje troskliwość,
  • ma poczucie humoru i wie, kiedy pośmiać się z innymi, ale nie z innych,
  • ma pasje i zainteresowania, dzięki temu potrafi rzeczowo wyrażać swoje opinie, nie krzywdząc przy tym innych,
  • zna zasady etykiety towarzyskiej, wie jak się zachować w różnych sytuacjach np. kto komu pierwszy powinien podać rękę itp.

Wszystko musi być spójne. Dama nie może wyglądać pięknie i elegancko i przy tym nie zachowywać się jak jedna. Wydaje mi się też, że współczesna dama niekoniecznie musi posiadać wyżej wymienione cechy. Ale jednak kultura osobista, nienaganny ubiór, panowanie nad emocjami i utrzymywanie porządku to jedne z tych ważniejszych.

Z okazji Dnia Kobiet życzę wszystkim przedstawicielkom płci pięknej dużo radości, uśmiechu, zdrowia, szczęścia i przyswajania cech damy :-).

dama

Podsumowanie roku 2017 do tej pory

Nowy cykl, w którym będę robiła podsumowania z cyklu: co, gdzie, kiedy. Raz na miesiąc bądź raz na dwa miesiące.  Mam nadzieję, że dzięki temu zainspiruję Was do poszukiwań i poznania czegoś nowego.

Czytadła

Ostatnimi czasy skupiłam się głównie na inspirujących lekturach, dzięki którym nauczę się czegoś nowego o sobie, innych i o życiu. Powieści czytam rzadziej. Mój ulubiony temat to oczywiście psychologia.  Aktualnie kończę książkę pt.

Jakość życia. Jak być w zgodzie z samym sobą. Praca zbiorowa.

Książka o tym, co się składa na jakość naszego życia. Ciekawostki naukowe. Jak polepszyć jakość życia. Ciekawa książka. Podsumowanie już wkrótce na blogu.

Odkryj siebie. Robert Zagożdżon. 

Troszkę cięższa lektura. Trzeba mieć ciszę i spokój wokół siebie, aby w pełni móc się skupić na słowach tej książki. Autor pisze jak doszedł do punktu, w którym jest. O podejmowaniu decyzji, odrywaniu siebie, medytacji, rzeczach ważnych w życiu. Inspirujące.

okladka-odkryj_siebie_duza
Wykorzystaj swój potencjał.

Oraz oczywiście standardowo wspaniały magazyn: Uroda życia, w którym znajdziecie wspaniałe artykuły, inspirujących ludzi, cudowne przepisy Agnieszki Maciąg, wraz z pięknymi zdjęciami oraz mój ulubiony dział o ludziach, którzy tworzą rękami. Zachęcam też do lektury cięższych już Charakterów, jeśli lubicie tę tematykę. I Zwierciadło oczywiście.

Zmiany

Wyprowadzka tuż tuż. Wspaniale, trochę na to czekaliśmy. Przygotowania trwają. Będzie ładniej i więcej miejsca dla dwóch osób. I sami.

Życie też pisze różne scenariusze. Ściskam wszystkich i wysyłam dobre słowo.

Dieta i zdrowie

Dieta i wynik minimalnie -12 kg do tej pory. Kończę ją najpóźniej 02.04 . Jest dobrze. I jeszcze zostały jakieś 3 kg. Warto było. Jestem z siebie dumna. I planuję wprowadzić regularne ćwiczenia. Już zaczęłam w tym temacie. A po diecie podobny sposób odżywiania jak teraz, z tymże więcej kalorii i czasem pozwolenie na „grzeszek”.

Filmy

Polecam serial Korona, jeśli  interesujecie się brytyjską monarchią. Mi się spodobał, mimo, że to nie do końca mój typ filmu. Oglądam także  Dziewczyny, które są bardzo specyficznym serialem i nie dla każdego. Bawi mnie też nieustannie Teoria Wielkiego Podrywu. Aktualnie też oglądam  Dziewczynę z pociągu i podobnie, jak książka, nie zachwyca mnie. Ale nie powiem, że są złe.

Pogoda

Śniegu tutaj nie uświadczysz raczej, ale zgodnie tęsknimy za ciepłem. Byłam ostatnio na spacerze w poszukiwaniu wiosny. Znalazłam ładniutkie krokusy. A dzisiaj za oknem niebo było różowe i śpiewały do niedawna ptaki. Pięknie.

Marki

Ostatnio odkrywam modowe nowinki. Nie jestem typem faszionistki, ale staram się wyglądać schludnie. Zwolenniczkom stylu, prostoty i elegancji polecam marki  Wrap London i druga, piękniejsza Mint Velvet. Uwaga, ceny też niezłe, więc często sprawdzam promocje. Mają też ładną, prostą biżuterię.

Ostatnio apropos artykułu w Urodzie zajrzałam na stronę Anny Orskiej (orska.pl). Podoba mi się jej wyszukana biżuteria, robiona z róźnych materiałow. Pewnie pewnego dnia skuszę się na jeden z jej pięknych wyrobów ręcznej roboty.

Zwolennikom kolorowych bransoletek i pięknych instalacji polecam prace znajomej Aggashe. Link do strony tutaj .

Polecam także etyczną biżuterię i torby z made.uk, wyrabiane w Kenii link tutaj .

I wegańskie torby i kopertówki Z Matt and Natt link tutaj .

eak36-kolczyki_1
Kolczyki Anny Orskiej z kolekcji Etno. 

Kawałek świata

W styczniu mieliśmy urlop w Polsce. Wybraliśmy się do Warszawy. Chcemy tam wrócić o innej porze roku, gdyż wysoki mróz nie bardzo pozwolił nam na zwiedzanie. Czas głównie spędzaliśmy we wnętrzach. Ale za to jak przyjemnie- teatr, dobra kuchnia, starzy znajomi, dobra kawa i piękne wnętrza.

Czeka nas dość zajęty rok. Polska kilka razy,  w tym wesele. Grecja ponownie- już się cieszę. Piękna jest. I kto wie, może coś jeszcze. W Polsce uwielbiam podróżować, bo nie da się ukryć, ze polskie góry są piękne. I zabytki.

Rozwój

Oprócz książek, planuję nadal w praktyce pracować nad samorozwojem zarówno w temacie emocji jak i poszerzania wiedzy. I wciąż będę szukać pomysłu na życie. Chcę stworzyć coś  naprawdę swojego. Miejmy nadzieję, że uda mi się to znaleźć. Wiem jedno, że lubię pisać.

Dzisiaj to wszystko. Mam nadzieję, że powyższe informacje i Wam się przydadzą. Sugestie? Komentarze? Zapraszam. Następny wpis o jakości życia.