Noworoczne postanowienia

Święta, święta i po świętach. A ja tymczasem jeszcze dzisiaj odpoczywam, a jutro powrót do pracy. W sumie fajnie. Zjadłam dużo pysznego, czasem niegrzecznego jedzenia, odpoczęłam. I czas na codzienność. Brakuje mi w sumie rutyny i mojej zdrowej diety, którą naprawdę polubiłam. I oto kłaniają się zmiany w sposobie myślenia. Mam nadzieję, że wam święta też nie wyszły bokiem.

Czas na noworoczne postanowienia. I tutaj nadmienię, że nie zaliczam się do grupy osób, które to praktykują od 1 stycznia. Bo dla mnie każdy miesiąc, każdy dzień w roku są dobre. I zazwyczaj na lepsze mi to wychodzi, gdy zaczynam w dowolnym dniu w roku.

Ale chcę postanowić kilka rzeczy, nad którymi będę pracować przez kolejne miesiące i może lata. Część z nich zgrała się też z zamknięciem akurat teraz pierwszego etapu i rozpoczęcia kolejnego.

Oto moja lista:

  1. Kontynuować zdrowe nawyki w diecie– zauważyłam znaczną poprawę w wyglądzie, samopoczuciu i zdrowiu. Czuję się dobrze i lekko. Mam dobre ciśnienie i pójdę zbadać krew, żeby zobaczyć, jak wyglądają inne parametry.
  2. Regularne ćwiczenia– nie mówię o maniakalnym wysiłku fizycznym, ale o umiarkowanie intensywnych ćwiczeniach do trzech razy w tygodniu. I mogą to być: spacer, powrót na jogę, Nordic walking, nie za długie bieganie, w domu brzuszki itp. Na diecie nie przykładałam wagi do ćwiczeń. Cieszyłam się z tego, że trochę chodzę, że w pracy zaliczam 6 pięter. Ale teraz, ponieważ moja dieta już jest prawie skończona ( ale nie porzucam tego sposobu odżywania się, tylko dodam troszkę kalorii, a od czasu do czasu ulubione lody lubi ciasto!), chcę pracować nad sylwetką i tyle.
  3. Wprowadzać różne zmiany na blogu, szukać ciekawych tematów i pracować nad stroną graficzną, dodać coś ciekawego– nad tym zamierzam pracować przez kolejne dni i tygodnie. Rozwijać przy tym swoją wiedzę i umiejętności.
  4. Podróże– zwiedzać, zwiedzać. Świat jest piękny. Pojechać gdzieś dalej, doświadczyć czegoś niezwykłego.
  5. Próbować bardziej zrozumieć innych ludzi– wczuwać się w ich sytuację, wejść w ich buty. Dlaczego ktoś myśli tak, a nie inaczej? Jest to bardzo trudne w wielu sytuacjach, ale warto próbować. Oczywiście ciężko będzie zrozumieć kogoś, kto nagle zacznie bić ludzi na ulicy.
  6. Czerpać inspiracje z kontaktów z innymi ludźmi– i tak, nie jestem typem człowieka, który wychodzi zbyt często. Nie przeszkadza mi to, męczę się, gdy za długo przebywam w towarzystwie innych ludzi. Ale warto poświęcić czas na poznawanie kogoś, kto cię może zmotywować i zainspirować do zrobienia czegoś nowego. Powinni to być ludzie pełni pasji, pozytywni i otwarci. Smutasom ciągnącym w dół dziękuję. Znam też kilka naprawdę fajnych osób, z którymi warto się spotykać.
  7. Czytać więcej wartościowej lektury– poszukiwać nowych książek, czytać, uczyć się z nich. Więcej takiej literatury, mniej powieści. Czytać mądre czasopisma i praktykować to, czego się nauczyłam.
  8. Nauczyć się czegoś nowego, rozwijać się– spróbować czegoś nowego, zapisać się na kurs. Odnaleźć pasję i cel życia. Próbować, próbować itd.
  9. Kochać innych, próbować być wyrozumiałą, nie zazdrościć– zrozumienie, zazdrość, ale pozytywna, okazywanie miłości. Każdy nad tym powinien pracować. Bo wielu z nas leży w tym temacie.
  10. Nie dać się wciągać w zbędne dyskusje i rozmowy– mówię tutaj o plotkach, obgadywaniu, wspólnemu marudzeniu. Produktywne to nie jest wcale. A tylko pogorszy humor.
  11. Być bardziej asertywna– nie dać sobie wejść na głowę, umieć mówić nic, nawet bliskim. Bo czasem bywa to powodem ogromnej frustracji. Każdy ma swoje wartości, zdanie i powinien się go trzymać. Mam bardzo różne poglądy na wiele tematów niż reszta mojej rodziny i znajomych i powinnam się tego trzymać.
  12. Praca nad poczuciem wartości– każdy z nas posiada wiele niezwykłych umiejętności, talenty i coś do przekazania. A jednak niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę. Nie zostaliśmy nauczeni tego w dzieciństwie i teraz musimy sami pracować nad poprawą obrazu w swoich oczach. Mamy wiele do zaoferowania, trzeba to tylko uwolnić.
  13. Upiec ciasto- serio piszę. Daaawno nie piekłam. Wiele lat. Pora na upieczenie własnego, zdrowszego i pysznego ciasta.
  14. Inwestować w jakość, nie w ilość– nie można mnie ostatnio nazwać osobą rozrzutną, kupuję mało i umiem oszczędzać. Ale stwierdziłam, że teraz chcę kupować jeszcze mniej i lepiej. I inwestować w siebie i w podróże.
  15. Mniej się martwić– to zabija dobry humor. I naprawdę nie ma sensu. Żyć chwilą. Carpe diem! Co będzie, to będzie.

postanowienia_noworoczne_istock4ef309c86e760

Tyle mi na razie przyszło do głowy. I myślę, że to są dla mnie aktualnie najważniejsze postanowienia na najbliższą przyszłość.

A wasza lista jak wygląda? Może uchylicie rąbka tajemnicy?

Bajka świąteczna

Choinka do nas mrugała, a śnieg sypał za oknem. Wymarzone święta. Widok był niezwykły- szczyty gór, świerki, piękne, stylowe domy, drewniane płoty.

I my, w środku. Rodzina w komplecie. Rodzice, Ada, Kuba, Mikołaj i Zuzia. Cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Choinka była piękna i wysoka. Stała obok kominka, na którym zawieszone były czerwone, mieniące się skarpety. Zrobiła je babka Klara. W każdej skarpecie długie, słodkie laseczki i coś ciepłego do ubrania. W mojej były wełniane skarpety. Zrobiła je mama. Miały piękny, góralski wzorek i były niezwykle ciepłe. Przy oknie stał piękny, rzeźbiony stołek. Zrobił go dziadek Mili, naszej przyjaciółki. Dziadek Marcel był uzdolnionym artystą. Na stołek wskoczył kot Filemon. Spoglądał na opadające za oknem płatki śniegu. Było cudownie i przytulnie.

Stół- długi, dębowy- przystrojony był w piękny, haftowany czerwono- złoty obrus i czerwoną zastawę. Obok każdego talerza leżała malutka gałązka świerku, przyozdobiona czerwoną, ręcznie złożoną kokardką. Na środku stał złoty świecznik, a w nim trzy duże świece. Zapachy były niesamowite- cynamon, skórka pomarańczy, zupa grzybowa, ruski farsz, kruche ciasto. Czekaliśmy na gości. Miała się pojawić gromadka składająca się z dwunastu osób.

Nie było dużo prezentów pod choinką. W naszej rodzinie zwyczajem było obdarowywanie się czymś niewielkim i od serca. Rodzice nie uznawali kupowania nam zabawek wartych setki złotych. Nie widzieli w tym sensu. Ale pozwalali nam na nie uczciwie zarobić- w domu lub poza nim. Byliśmy do tego przyzwyczajeni. Naszą największą radością było dawanie i bycie razem. I pyszne dania świąteczne.

Tego roku mieliśmy dużo szczęścia i za to byliśmy wdzięczni  w te święta. Za to, że przywrócono nam tatę. U taty w styczniu wykryto raka. I mimo wielu miesięcy ciężkiej walki, udało mu się. Miał ogromną wolę walki. Chciał żyć, tak bardzo. Dla nas, być tutaj. Dla siebie. Wyleczył się. Może to był cud? Rokowania są bardzo dobre. A tato znów czuje się i wygląda świetnie. Wspaniale jest go wciąż widzieć tutaj z nami.

Tamtego dnia zrozumiałam, że liczy się tylko, że ich mamy. A cała reszta to dodatki. Zdecydowałam, że docenię ten fakt najbardziej jak się da. I zrozumiem innych, wejrzę w głąb siebie. Będę się cieszyła tym, co tu i teraz. Oszczędzała negatywne emocje i marudzenie. Nie warto, przecież tyle mam. Wspaniale ich mieć wszystkich tutaj razem, w Wigilię.

luxxmas

 

***********************************************************************

Wszystkim chciałabym życzyć Zdrowych, Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

Cieszcie się sobą i wspaniale spędzajcie ten świąteczny czas. ♥

Współczesne rodzicielstwo

Kiedy facet ciężko pracuje, robi karierę i ma rodzinę, to nikt nie zarzuci mu, że jest złym mężem czy ojcem. Kobieta automatycznie jest złą matką. Na pewno coś tracę ( w relacjach z dziećmi). Ale to coś zyskuje mój partner.

Maria Sadowska

Powyższe zdanie zainspirowało mnie do napisania na temat partnerstwa w związku. Wywiad jest bardzo mądry i inspirujący. To takie prawdziwe, co mówi Maria. Swoją drogą, w styczniu wchodzi do kin jej nowy film, Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej. Nie mogę się doczekać premiery.

Nie jestem matką i nie wiem, czy będę. Mówię o tym otwarcie. Nie interesuje mnie fakt, że mam ponad 30 lat, że kobieta musi czy powinna w pewnym wieku (niczego nie musi!). Na każdego przyjdzie czas albo i nie. Twój własny wybór. Ale każdy temat dotyczący relacji międzyludzkich mnie bardzo interesuje.

Dobrze, że czasy się zmieniają. Bardzo lubię ideę partnerskiego związku. I nie tylko, gdy ma się dzieci. Partnerzy powinni dzielić się obowiązkami. Praca, gotowanie, sprzątanie domu. A jeśli jedna osoba nie chce/ nie lubi gotować czy sprzątać- o.k. Niech pomoże w innej dziedzinie. Zawsze się coś znajdzie.

tata
Tata w domu, to tak samo ważne. 

Pamiętam opowieści babci o wychowaniu, słowa matek i ciotek. I moje osobiste obserwacje. To sławne ” Zobaczysz, jak będziesz miała własną rodzinę”. I co? Nie potrafiłabym żyć z facetem, który by żądał ode mnie ugotowania mu, podstawienia pod nos, prania i ogólnie usługiwania. Albo takiego, co w temacie pracy się nie umie ogarnąć. Na szczęście trafił mi się ktoś, kto umie dobrze o siebie zadbać. I o resztę.

To samo z posiadaniem dzieci. Nie wyobrażam sobie urodzić i poświęcić całego mojego czasu dla dziecka. A partner przyjdzie z pracy, zje, odpocznie i pójdzie spać. Nie pozwoliłabym na to. Dla własnego zdrowia potrzebny jest czas dla siebie. Poza domem potrzebujemy rozrywki, nauki, pracy, podróży itp.

Wydaje mi się też, że wiele kobiet świadomie zgarnia wszystko dla siebie gdy są matkami. Nie lubią dopuszczać faceta do dziecka. Myślą, że są we wszystkim lepsze. A okazuje się, że nie. Faceci potrafią się świetnie sprawdzić w roli ojca. Myślę, że nawet pod wieloma względami potrafią być delikatniejsi i bardziej solidni. Tylko się im czasem nie pozwala. Albo nie próbują. Ale oczywiście jest część taka, która uważa, że kobieta powinna  siedzieć w domu i wychowywać dzieci. Dlaczego? Przecież to ich wspólny obowiązek.

Bardzo lubię takie nowoczesne, rozsądne kobiety. Które nie zachowują się jak ” Matki Polki” czy „matki-kwoki”. Nie widzą świata poza dzieckiem i nie mają innego tematu poza nim. Wtedy uciekam gdzie pieprz rośnie. Inne za to potrafią być opiekuńcze, kochające a jednocześnie nowoczesne. Nie myślą tylko o dzieciach, ale i o sobie. Wyglądać pięknie, wyjść z kimś na kawę, spotkanie i rozwijać się. A w tym czasie mężczyzna przejmuje pałeczkę.

Kobiety i mężczyźni powinni dzielić swoje obowiązki po równo. Dlaczego nie? W końcu oboje zazwyczaj pracują, zrobili te dzieci, mają ręce, nogi i rozum. Poza ty matka jak siedzi w domu z dziećmi, to też tak naprawdę ciężko pracuje. Wiem, jak to wygląda. Byłam nianią przez kilka lat. Przywieźć, zawieźć, nakarmić, pomóc w odrobieniu lekcji, wykleić piękne laurki, pocieszyć, porozmawiać, pobiegać za piłką. I tak przez 8 h przynajmniej. Zmęczenie, ale i duma, że dobrze wykonałaś swoją robotę. A bycie rodzicem to dodatkowo zmartwienia, wydatki i bycie z dzieckiem 24 godziny na dobę. Powinni oboje je wychować. Żeby dziecko rosło zdrowe na umyśle, czuło się kochane i zauważane przez dwoje rodziców. Gdy nie ma jednego z nich, dziecku czegoś brakuje w życiu.

Wydaje mi się, że wszystko jest do zrobienia. Tylko do tanga trzeba dwojga. Coraz częściej na urlop wychowawczy idą ojcowie. Co też jest fajne. I wielu facetów uwielbia tę nową rolę. Odnajdują się w niej świetnie.

 

 

Książki na święta :-)

Polecę Wam dzisiaj książki, które warto przeczytać w okresie świątecznym. I nie tylko o tematyce świątecznej. Są to ciepłe, piękne książki o tym, co ważne. To takie książki z przesłaniem.

Złocista Droga, L. M. Montgomery– zaczyna się od świąt, jednak zawartych jest w niej kilka miesięcy z życia dzieciaków z Wyspy ks. Edwarda. Wciąż uwielbiam książki tej kanadyjskiej autorki. Są cudowne, ciepłe, świetnie napisane. I te opisy przyrody…

zlocista-droga

 

Opowieść wigilijna, C. Dickens– jako dziecko co roku przed wigilią zasiadałam na godzinę z tą książką, aby poczytać o życiu Scroodge’a. Książka z dobrym zakończeniem. No i dawny Londyn, pełen śniegu.

scroodge

 

Świąteczny Sweter, G. Beck– książka, która pokazuje, że rodzina jest ważniejsza od najlepszego prezentu. Powieść o żalu, miłości, przemijaniu i przemianie. Główny bohater może irytować, ale warto po tę pozycję sięgnąć.

sw-sweter

 

Oskar i pani Róża, Eric- Emmanuel Schmitt– cudowna, mała książka. Ale wielka w formie. Wzruszająca książka o odnajdywaniu sensu w życiu, stracie, miłości i przyjaźni. Jest piękna, polecam.

osakr-i-pani-roza

Morderstwo w Boże Narodzenie, A. Christie- a tutaj mniej przyjemne święta w wykonaniu angielskiej królowej kryminałów. Książki Agathy Christie bardzo lubię i cenię. Ostatnio nawet wybrałam się na spektakl ” Pułapka na myszy” w Londynie. Natomiast książka dla wielbicielu nietypowych świąt, angielskiego klimatu z ozdobami świątecznymi i starymi rezydencjami w tle.

morderstwo

 

Seria Jeżycjada, M. Musierowicz– cała seria, szybko i przyjemnie się czyta. ” Noelka” to pozycja na święta. Jak macie dużo czasu, można czytać jedna książka za drugą- wciągają. Ciepłe, zabawne, swojskie. Jak to u pani Musierowicz.

noelka

 

Dziewczynka z zapałkami, H. C. Andersen- bajka smutna, ale piękna i z przesłaniem. Warto czytać dzieciom.

dziewczynka-z-zapalkami-3

 

Pacjentka z sali numer 7, B. Beaulieu– i znów niełatwy temat śmierci i przemijania. Ale książka piękna, wzruszająca i momentami zabawna. O lekarzach, powołaniu, rozmowach z pacjentami. Książka z humanitarnym przesłaniem.

pacj

Chciałabym sięgnąć po książki, które opisują święta z perspektywy historycznej. Dla fanów filozofii- Jostein Gaarder i jego Tajemnica Bożego Narodzenia. Planuję przeczytać :-).

Miłej lektury!

Po co nam edukacja

Jako dziecko nie raz się zastanawiałam, po co mi to wszystko. Rzeczy, których uczę się w szkole. Statystyka, rozmnażanie, reakcje chemiczne, historia, czasy prehistoryczne, nauka o innych państwach i tak dalej.

Nawet niektórzy dorośli, widząc, czego się uczyłam, kiwali głowami i mówili: ” Po co wam taka szczegółowa wiedza o historii jakiejś Afryki? Albo rozmnażanie się pierwotniaków?”. Myślałam w podobny sposób, ale głównie dlatego, że mimo, ze lubiłam czytać, byłam ciekawa świata i kochałam ortografię i gramatykę- nauka do szkoły bywała udręką. Po prostu nie lubiłam wkuwać. Zwłaszcza czegoś, co było całkowicie poza sferą moich zainteresowań. Najlepiej jest uczyć się tego, co się lubi i pogłębiać wiedzę w tej dziedzinie.

edukacja

 

Wracając do edukacji. Patrzę na naukę dzieci z zachodu, na ich pojęcie o świecie, wiedzę, umiejętności. Tutaj się nie przywiązuje wagi do nauki o wszystkim i wszystkich. Poziom też bywa różny. Dzieci np. w Polsce mają dużo wiedzy do opanowania. Powiem szczerze, że czasem jednak żałuję, że nie przykładałam się bardziej do nauki. Fajnie jest się wypowiadać na wiele tematów. Ale prawda jest też taka, że póki masz przydatne do pracy umiejętności, czyli np. podstawowe: pisanie i czytanie, bardziej rozwinięte matematyczne, znasz jakiś język i obsługę komputera, to sobie poradzisz. Oczywiście, obok osobowości. A w innych dziedzinach możesz się później sam dokształcić.

Szkoły nie uczą życia w praktyce. Szkoda. Bo to chyba dzisiaj ważniejsze od nie wiadomo jak ogromnej wiedzy. W pracy, jak wszędzie, jeśli nie będziesz umiał się dogadać z szefem, współpracownikami, nie będziesz empatyczny itp. to nawet mimo wielu zalet i umiejętności może być ci ciężko. Wystarczy rozejrzeć się wokół jak wielu z nas ma problemy z własną samooceną, utrzymaniem agresji itd. I ja nad tym ciągle pracuję. Uczę się życia, sama. I jest to o wiele trudniejsze niż teoria z podręczników.

No więc po co nam właściwie edukacja?

  1. Trenuje nasz mózg– szare komórki pracują, gdy czytamy, myślimy, zastanawiamy się nad zadaniem, liczymy. Trening mózgu jest niezwykle ważny, aby długo go utrzymać w zdrowiu. Obok spacerów na świeżym powietrzu.
  2. Ułatwia radzenie sobie w życiu– po latach doszłam do wniosku, że wiedza ze szkoły się przydaje, np. matematyka. Nierzadko na rozmowach kwalifikacyjnych dostajemy zadania do rozwiązania, żeby sprawdzić, czy będziemy sobie radzić w zawodzie księgowego czy osoby często pracującej z liczbami.
  3. Pozwala odkrywać pasje i zainteresowania– gdy uczysz się różnych przedmiotów, może okazać się, że np. kochasz biologię i chcesz coś w tym temacie zrobić. To może doprowadzić cię do zawodu lekarza, biologa, weterynarza czy projektanta ogrodów. Moim konikiem w szkole podstawowej był język polski. I zawsze lubiłam pisać.
  4. Z pewnego etapu możesz startować na kolejny– czyli szkoła podstawowa, później liceum mogą doprowadzić cię do studiów, które chcesz ukończyć. Oczywiście nie zawsze studia są konieczne. Można robić fajne i rozwijające rzeczy bez nich.
  5. Możesz przekazać innym swoją cenna wiedzę– jeśli siedzisz głęboko w danym temacie, możesz później się tą wiedzą dzielić bądź na niej zarabiać, np. wiedza z zakresu dietetyki, zwrotu podatku czy nawet jak się zajmować danym zwierzęciem. Każda wiedza jest bardzo potrzebna.
  6. Im bardziej człowiek wyedukowany, tym bardziej pozytywnie nastawiony do ludzi z różnych stron świata– czytam często wywiady z socjologami, profesorami na tematy społeczne i muszę przyznać, że ludzie ci są zazwyczaj bardziej otwarci na ” inność” bo znają fakty i nie raz mieli do czynienia z różnymi ludźmi. Przeciętny człowiek na co dzień myśli stereotypami. I często nie próbuje się dowiedzieć czegoś o innych. Wymiana międzykulturowa pozwala nauczyć się bycia otwartymi na innych, różnic między społeczeństwami, umiejętności współpracy z ludźmi, dialogu itp.
  7. Pomaga uratować zdrowie i życie lub zapobiec niepożądanym sytuacjom– przykład to lekarze czy edukacja kobiet i mężczyzn na temat niechcianej ciąży. Im więcej wiedzą o zabezpieczaniu się, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że kobieta zajdzie w ciąży albo że zachorują na chorobę weneryczną.
  8. Życie na wyższym poziomie– im więcej wiesz, tym bardziej dajesz sobie sprawę z pewnych zjawisk, które mają miejsce. Łatwiej ci wykorzystać tę wiedzę do polepszenia komfortu twojego życia. Uczysz się każdego dnia, w jaki sposób można go poprawić.

Źródła wiedzy? Mamy ich całe mnóstwo, nie tylko nudne podręczniki. Dzienniki, dobre książki, powieści, inni ludzie, Internet, magazyny, doświadczenie własne, encyklopedia i tak dalej. Pobyt w innym państwie.

Edukacja dzieli się na formalną, czyli typowa nauka w szkole; nieoficjalna– organizacje pozarządowe kluby sportowe; edukacja nieformalna– kształtowanie się postaw, umiejętności itp. na podstawie doświadczeń i wychowania oraz wykłady, filmy, gry symulacyjne itp.; samoedukacja– czyli, gdy zaczynamy się czegoś uczyć na własną rękę, gdy dana wiedza nam nie wystarcza oraz edukacja akcydentalna czyli niespodziewane, codzienne doświadczenia za pomocą których zdobywamy cenną wiedzę.

Można zauważyć, ze edukacja to nie tylko wkuwanie. To także codzienne doświadczenia, nauka przez zabawę i czytanie. Chodzenie na wykłady i kursy. I wiele innych form. A wszystko równie ważne. Warto przebywać wśród ludzi, którzy mają otwarte umysły i dużą wiedzę na jakiś temat.

Znacie inne cele edukacji? Lubicie się uczyć czegoś nowego każdego dnia?

Życie z autyzmem

Wczoraj byłam na ciekawym wykładzie dotyczącym autyzmu. Bardzo lubię się uczyć nowych rzeczy. Praca w angielskiej służbie zdrowia bardzo mi się przydaje, bo lubię rozwijać swoją wiedzę na tematy zdrowia, psychologii, chorób i diety. Wykład ten, prowadzony przez sympatyczną i elokwentna panią z The National Autistic Society, okazał się jednym z ciekawszych, na których byłam do tej pory w ramach nauki podczas pracy.

Autyzm to nie choroba, to coś, z czym się rodzisz i musisz żyć całe życie. W UK jest około 700,000 ludzi z autyzmem. Najczęściej są to mężczyźni, proporcje 5:1. Ciekawostką jest to, że mężczyźni są częściej diagnozowani bo dziewczynki z autyzmem się szybciej rozwijają i nie widać po nich tego tak szybko. A po drugie, potrafią się z tym kryć przez wiele lat. Dopiero wnikliwe obserwowanie, wizyta u terapeutów, pediatrów i psychologów pozwoli na postawienie diagnozy. Czasem kobiety z autyzmem same rozpoznają u siebie tę przypadłość.

autyzm-fot-obywatelska-fundacja-pomocy-dzeciom-w-w-wie
Fot. Obywatelska Fundacja Pomocy Dzieciom W Warszawie

Schorzenie nazywa się na wiele sposobów. Autystyczni ludzie preferują różne nazwy. Chorobę nazywa się syndromem Asperger’a, autyzm klasyczny, zaburzenie spektrum autyzmu itp. Są jego różne odmiany np. schizofreniczny czy wczesnodziecięcy.

Objawy są bardzo różne. Nie ma drugiego takiego samego przypadku osoby z autyzmem. Jedni mogą mieć nadwrażliwość na dotyk, na światło i odgłosy. Inni mogą nie lubić przebywać w dużym gronie. Dla innych nauka w szkole może okazać się zbyt dużym wyzwaniem. Wielu prowadzi dość normalne życie, mieszkają sami, mają różne zdolności, tylko mogą radzić sobie gorzej np. z ogarnianiem mieszkania. Nie są to ludzie mniej inteligentni, po prostu inaczej odczuwają świat. Generalnie, większość lubi rutynę. Nie lubią zmian, zaskoczenia. Nie rozumieją też często żartów, sarkazmu i przenośni.

Nie ma leczenia dla osób z autyzmem, ale można nauczyć się z nimi żyć i pomóc im przystosować się do świata. Chociaż często są to osoby słodkie,  bywają też bardzo trudne. Trzeba wiedzieć, jak do nich podejść. Uczyć, ale nie zmuszać. Respektować ich przestrzeń i upodobania. Powoli wyciągać z nich to, co najlepsze. Otwierać nie za szybko na świat, jeśli się boją wychodzić z domu. Bo oni nie lubią zmian, ale wprowadzane powoli będą akceptowane. Niektórzy są całkiem samodzielni ale np. mogą nie lubić spotkań twarzą w twarz i tzw. rozmów o pogodzie. To może ich skutecznie zbić z tropu. Osoby z autyzmem, z racji tego, że często nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, mogą np. wybiec nagle na ulicę. A ponieważ często wyglądają zupełnie ” normalnie”, zareagujemy z wiadomą złością

Postępowanie z takimi ludźmi to przede wszystkim cierpliwość i zrozumienie. Ciągłe edukowanie siebie i innych w rodzinie. Otwartość i tolerancja. Poznawanie swojego dziecka. Każdy człowiek z autyzmem ma inne potrzeby i zdolności, więc praca z nimi wygląda inaczej w każdym przypadku. Ważne są jednostajność i rutyna np. spożywanie posiłków o tej samej porze każdego dnia czy kąpiele. Dzieci szybko wpadają w gniew albo odczuwają silne lęki. Dlatego jednostajność jest ważna, żeby to zminimalizować.

Jest to temat ciekawy i rozległy. Żeby dowiedzieć się więcej, możesz zajrzeć tutaj autyzm lub na stronę angielską The National Autistic Society.

Chętnie poczytam o Waszym doświadczeniu :-).

O diecie, czyli jak zrzucam balast

Nastał ten dzień, że w końcu zmobilizowałam się do pójścia na dietę. Chciałam wrócić do mojej wagi sprzed kilku lat. Przełom nastąpił w połowie lata.

Nie lubię diet z założenia, bo od razu kojarzą się z wieloma ograniczeniami albo głodem. Ale moja polega na tym, że nie głodzę się i mogę jeść wiele rzeczy. Chleb, owsiankę, owoce, warzywa, kurczaka, indyka, mleko, kawę, ser, masło itp. Oczywiście wszystko w odpowiednich ilościach. No i chleb nie każdy. Wybieram te najmniej składnikowe i raczej ciemne albo mieszane np. graham, razowy.

Wracając do lipca, zaczęło się od nastawienia. Chciałam wyglądać lepiej, czuć się dobrze w różnych ciuchach, lepiej prezentować w stroju na plaży, nie czuć się ciężka. I być zdrowsza. Następnie udałam się po raz pierwszy w życiu do dietetyczki i powiedziałam, jakiej pomocy potrzebuję. Wizyta wyglądała mniej więcej tak: sprawdzenie wagi i zawartości tkanki tłuszczowej w ciele, ustalenie, które produkty lubię, których nie bardzo, wywiad zdrowotny. Plan diety gotowy był po kilku dniach. Wydanie kilku stówek na wizytę i plan dietetyczny zapewne były kolejnym bodźcem do zmian. Wróciłam z wakacji i ostro zabrałam się za robotę.

Pierwsze dni, a właściwie tygodnie były lekką męką- zakupy, liczenie, ważenie, ciągłe gotowanie. Marnowanie części produktów, bo nie byłam przyzwyczajona do takich zmian i ilości warzyw ( chociaż zawsze je zawsze kupowałam). Ale zaczęłam się uczyć i dochodzić do wprawy: lekka modyfikacja posiłków, kupowanie mniejszej ilości produktów; kupowałam to, na co akurat w tej chwili miałam ochotę. Kroiłam warzywa i układałam w plastikowych pudełkach, obiad gotowałam na 2-3 dni i mroziłam. Kaszę w woreczku jadłam dwa dni pod rząd, zamiast tylko w jeden dzień. Posiłki moje miały liczyć ok. 1400 kcal dziennie.

desktop1
Spodnie z zeszłej zimy. Rozpięte- spadły.

Po pierwszym tygodniu ponad 1 kg mniej. Jaka radość! Kolejne tygodnie były równie efektywne. Traciłam ok. 1 kg tygodniowo, czasem nawet 1200 gramów. Później miałam ponad tydzień przerwy na wakacje na ciepłej wyspie, nie żałowałam sobie niczego. To niestety dość spowolniło dietę, bo na wakacjach nabyłam aż dodatkowe 4 kg (!), a wcześniej udało mi się już zejść poniżej pierwszej wytyczonej granicy. Dobra wiadomość była jednak taka, ze po pierwszym tygodniu zeszły ze mnie już ponad 2 kg. Czyli te nagromadzone kilogramy były też wynikiem takiego sztucznego napompowania i zatrzymania wody w organizmie. No więc miałam kolejne dodatkowe 2 kg do zrzucenia i dalszą pracę.

Od powrotu z wakacji ( czyli już od dwóch miesięcy) chudnę w każdym tygodniu, ale moje spadki wagi wahają się w granicach od 400- 1200 gramów tygodniowo. Czyli raz pół kilo, a raz ponad 1 kg. Oczywiście wpadam w euforię jak widzę -1 kg. Idzie mi to znacznie wolniej, bo organizm się przyzwyczaja. Plus jest taki, że w każdym miesiącu jestem lżejsza chociaż o dwa kilogramy, i to się liczy. Mogłabym wprowadzić zmiany, żeby chudnąć szybciej, ale póki waga idzie w dół, nie potrzebuje tego w obecnej sytuacji.

W taki oto sposób od lipca mam ponad 12 kg mniej. Zostało mi jeszcze tylko kilka. Ponieważ teraz chudnę wolniej, planuję ( z przerwami) skończyć w połowie zimy. Czyli za ok. 2 miesiące.

I jeszcze dwie rzeczy. Nie ćwiczę. Dawniej chodziłam na jogę, ale po jakimś czasie mi się znudziło. Chociaż uważam, że to dobra aktywność dla całego ciała. A ostatnio nie mam coś motywacji. Wiem, że czasem po prostu trzeba wyjść i zacząć to po prostu robić, jak w przypadku diety. Jednak staram się chodzić więcej, czasem ćwiczę w domu chwilę i w pracy wchodzę na 6. piętro i z powrotem. Jednakże od nowego roku mam zamiar wprowadzić trochę zmian w temacie ruchu.

Mogę powiedzieć, że nie jestem święta i nie przestrzegam diety w 100% od początku, a raczej w ok. 90%. Ale jednak jestem dość stanowcza w tej kwestii i wiem mniej więcej jak operować kaloriami i produktami, żeby było o.k. Do niedawna nawet nie jadłam wołowiny, tylko kurczaka i indyka. Teraz nawet mi się przytrafi jedno ciasteczko w sobotę czy mała latte. Zdarzyło mi się też w ciągu tych kilku miesięcy wypić może ze 4 kieliszki wina. Ostatnio obchodziłam swoje urodziny i też sobie nie odmawiałam. Poza tym na co dzień trzymam się rygorystycznie zasad.

Moja dieta jest zbilansowana. Jem dość dużo cukrów złożonych w kaszach, owsiance itp. Owoce 1-3 dziennie, zazwyczaj do dwóch razy dziennie. Kilka porcji warzyw, pieczywo 2-3 razy dziennie ( najczęściej chleb Kołodziej, bo mi pasuje i ma mniej kalorii, czasem razowe i graham), dwie niesłodzone kawy z mlekiem półtłustym dziennie. W weekend dozwolone są raz: banan z miodem, crumble z owocami, kisiel, toasty z dżemem. Ale teraz rzadko to jadam.

A po diecie… Cóż. Utrzymać wagę! Starać się uważać. I zacząć ćwiczyć, żeby wzmocnić mięśnie. I uelastycznić ciało.

Zrobiłam też porządki w szafie. Porządkuję średnio co 3 miesiące. Pozbyłam się całkiem sporej ilości ciuchów. I teraz mam dużo miejsca na nowe. Jednak moim nowym celem jest- kupować mniej a lepiej. Chcę jeszcze bardziej inwestować w jakość i wygodę. Jaka to duma i radość, gdy zakładasz spodnie, które nosiłaś jeszcze tak niedawno….. A one ci po prostu spadają z pupy! Kolejny powód, żeby pracować nad sobą. Zapakowałam ubrania do torby i oddam je innym ludziom.

I jeszcze jedna kwestia. Planuję iść niedługo, z ciekawości, na badanie krwi. Mogę powiedzieć, że im bardziej moja waga idzie w dół, tym lepsze mam ciśnienie. Zawsze miałam dobre, ale teraz mam po prostu takie jak trzeba. Podejrzewam też, że mój podwyższony nieco poziom glukozy znacznie spadł do bardziej bezpiecznych parametrów. A i pewnie inne zmieniły się na lepsze.Sprawdzę to z czystej ciekawości. Teraz wierzę, że to, ile ważysz i co jesz, ma naprawdę duże znaczenie. No i czuję się lżej i lepiej. Dieta pomaga także w zrozumieniu, ile tak naprawdę dziennie powinno się jeść, aby utrzymać wagę, np. teraz wiem, ile oleju powinnam wlać na patelnię, aby nie przesadzić; albo ile orzechów dziennie, żeby nie przytyć. Bo orzechy są podobno zdrowe, ale kalorii mają bardzo dużo.

Jak tam wasze diety? Czy stosujecie jakieś??

Nie daj się świątecznej presji

stres
Nie musi tak być 🙂 Fot. Shutterstock

 

Święta powinny być miłe i przyjemne dla każdego. Nie jedną wielką nerwówką i gonitwą, żeby dogodzić innym i wypaść idealnie.

Pełen harmonogram, sprostanie ogromnym oczekiwaniom, ciągłe stanie w kuchni i opanowanie nerwów innych może zepsuć każde święta. Każdy chce wypaść jak najlepiej i czuje ogromną presję. W sumie po co? Może tak mówię, bo nie mam osobiście tego problemu. Nie mam własnej rodziny, święta zazwyczaj spędzamy ze znajomymi, a raz na kilka lat odwiedzamy naszych rodziców i rodzeństwo w Polsce. Wtedy może odczuwam lekkie napięcie, ale raczej nie swoje. Tutaj przebiega to całkiem inaczej. Odwiedzamy znajomych, przygotowujemy dobry obiad, deser i drinki dla siebie i cieszymy się sobą oraz czasem wolnym od pracy. Myślę, że moje święta jednak nie byłyby takie stresujące, dlatego, że ja do wielu spraw już mam inne podejście, mniej tradycyjne. A i mój ukochany jest dobrym kucharzem.

Jednak wielu ludzi w grudniu jest jeszcze bardziej zestresowanych i nerwowych niż zwykle. Większość z nas ogólnie słabo radzi sobie ze stresem. Często dlatego, że na co dzień nie próbujemy napięcia rozładować no i nie ćwiczymy jak go efektywnie opanować.

Poniżej przydatne wskazówki jak radzić sobie ze świąteczną gorączką.

  1. Zapomnij o byciu perfekcjonistą. Coś takiego nie istnieje. Cały dzień nie będzie idealny no i ludzie nie są perfekcyjni. Myśl o tym, żeby być wystarczająco dobrym podczas tych wyjątkowych dni. Nie trać niepotrzebnie energii na stworzenie idealnego dnia dla innych, niech oni też zdecydują o tym, co chcą robić.
  2. Zaplanuj z partnerem, co będziecie robić. Każdy ma inne zwyczaje. Ty możesz lubić spędzać święta będąc bardziej aktywna, a on po prostu odpoczywać. Porozmawiaj z nim z dużym wyprzedzeniem, co będziecie robić i jakie macie tradycje. I wybierz kilka swoich ulubionych aktywności, podobnie on. I kilka nowych, które zrobicie wspólnie.
  3. Sporządź elastyczną listę obowiązków. Nie trzymaj się każdego punktu z dokładnością, ale zmieniaj ją i bądź elastyczny. Modyfikuj, gdy trzeba. Nie da się wszystkiego zrobić, a i zawsze coś dochodzi do listy.
  4. Spróbuj czegoś nowego. Bądź kreatywny. Niech święta nie będą takie same co roku. Może odwiedzić urocze miasteczko, które znajduje się niedaleko? Albo długi spacer. Czy nowa gra wymyślona przez ciebie po obiedzie. A może dobry uczynek? My kiedyś poszliśmy w Wigilię do pubu i na spacer. Ot, coś nowego.
  5. Czasem powiedz „Nie”. Asertywność, wielu z nas ma z tym problem. Ja też. Jeśli jesteś typem człowieka, który nie lubi zbyt wielu bodźców i spotkań, za duża ich ilość cię po prostu przytłacza, daj innym o tym znać. Nie musisz brać udziału w każdym przyjęciu i zabawie. Wybierz najważniejsze dla ciebie wydarzenia i trzymaj się tego. Ważne jest spędzenie czasu z rodziną, ale trzeba być też szczerym. Zwłaszcza, jeśli posiadasz lęk społeczny. To ważne dla twojego zdrowia.
  6. Znajdź cichy kąt dla siebie. Jeśli czujesz napięcie przy stole, albo ktoś zaczyna dyskutować na tematy, których nie chcesz poruszać- znajdź w domu przestrzeń tylko dla siebie. I posiedź sobie np. na krześle odpoczywając i oddychając głęboko. Osobiście, nie lubię tematów politycznych i nie interesują mnie one, więc jak zaczyna się robić gorąco z powodu różnicy zdań, po prostu idę sobie pobyć jakiś czas w drugim pokoju. Zwłaszcza, że nie jestem przyzwyczajona do domu pełnych ludzi ostatnio i też potrzebuję chwili dla siebie.

Grunt to spędzić święta przyjemnie i rodzinnie. Cieszyć się sobą i tym, że wciąż spotykamy się razem. Nawet jeśli nie lubisz świąt, całego tego klimatu i nie jesteś wielbicielem dekorowania, ciesz się chwilą z innymi. Nie każdy ma taką możliwość.

Jeśli wszystko zawiedzie, pomyśl o tym, że za jakiś czas to minie. Gdy wszystkie emocje opadną i zrobi się cicho i pusto. Wszystko wróci do normy. I będzie znów tak normalnie.

A jak Wy panujecie nad świąteczną gorączką? Czy w ogóle czujecie tai stres? Czy jest bardziej na luzie? Dajcie znać w komentarzach.

* Post opracowany częściowo na podstawie artykułu w angielskim wydaniu magazynu sieci Tesco.