Drugi miesiąc nowego roku prawie za nami… Podsumowanie stycznia 2018.

Jak ten czas szybko leci. Miesiąc minął od ostatniego wpisu, nie wierzę. Jakoś tak mi zleciało i życie szybko się potoczyło. Pogoda czasami niewyraźna, ale dzisiaj mamy piękny dzień. Weekend się w końcu udał- słonko i ciepło. Znów dzisiaj na spacer trzeba wyjść!

Przechodzę do podsumowania- co tam działo się w pierwszym miesiącu nowego roku.

Powrót z urlopu

Na początku stycznia wróciliśmy z urlopu w Polsce. Nie załapaliśmy się tym razem na opady śniegu ( jaka szkoda, w samym Londynie nie widziałam go już ze 3 lata!). Ale był z nami przez chwilę, gdy opuszczaliśmy woj. śląskie. To był mój ostatni urlop w tym roku podatkowym, że tak powiem. Ale następny już niebawem, jak się zmienią pory roku i troszkę.

Nowy współlokator

Po przyjeździe pojechaliśmy po naszego nowego współlokatora tak jak było to zaplanowane. Nazywa się Scully i jest to uroczy, młody żółw grecki, inaczej Testudo Hermanni. Ma dopiero ponad 2.5 roku i myślę, że bardzo dobrą opiekę. Jest z nami już od ponad miesiąca. Nie wyciągamy go za bardzo, żeby się nie stresował. Tylko do kąpieli. Ale i tej ostatnio nie lubi za bardzo, chce wyjść z miski, więc ma przerwę na kilka dni teraz. Nie myślałam o posiadaniu zwierząt, zwłaszcza tych, co mają sierść, bo nie przepadam. A o żółwiu też bym normalnie nie pomyślała. Ale mój mąż zawsze się nimi fascynował i w końcu zdecydował takowego posiadać. I fajne to zwierzątko. Wbrew pozorom bardzo aktywne i dość sprytne. Często siadam i obserwuję jego wygłupy. Żółwie lubią kopać i się dużo wspinać, a następnie lądować na głowie, he he. Zrobiliśmy mu podstawowe badanie, wiosną pojedzie do weterynarza na sprawdzenie. I zapewniamy optymalne warunki.

IMG_1293
Poznajcie Scully 🙂

Filmy i książki

Kontynuujemy serial The Crown. Widzę, że jest on bardzo popularny tutaj jak i wśród polskich widzów. I nam się też podoba. Lubię klimat dawnych obyczajów, wnętrz i strojów. Także akcja jest ciekawa i osobowości. Polecam wszystkim. Może jeszcze dziś uda nam się oglądnąć wyczekiwane przeze mnie Morderstwo w Orient Expressie. Uwielbiam zagadki według A. Christie. Byłam tu już na kilku przestawieniach, dawniej zaczytywałam się w jej książkach i nadal lubię.

Powoli kończę czytać Bożonarodzeniowe Opowieści autorów wybranych. Bardzo fajna książka. Znajdziecie tam fragmenty książkę autorów polskich i zagranicznych. Dotyczą one świąt i ich okolic. Jest tam i A. C. Doyle i jego niezapomniany Sherlock Holmes rozwiązujący świąteczną zagadkę ze świąteczną gęsią w tle, smutne święta w obozie według S. Grzesiuka, Noc wigilijna Mikołaja Gogola czy święta Małych kobietek  Louisy May Alcot. Cudowna książka, która nie jest przesłodzona typowymi opowiastkami o świętach, gdzie wszyscy są szczęśliwi i ładni. I zawsze mają wszystko.

Powoli też czytam opowiadania słynnego Toma Hanksa, z maszynami do pisania w tle. Całkiem fajne te historie. Taka Ameryka dawnych lat i współczesna. Są lepsze i słabsze, ale czyta się dość płynnie. Książka ma tytuł Kolekcja Nietypowych Zdarzeń.

Ostatnio natomiast skończyłam czytać książkę pt. Prokurator Pauliny Świst. Na początku myślałam- ot, taki tam erotyk. Piękna pani, mega przystojny pan i ostry seks. Natomiast akcja się rozwinęła i nawet dużo się działo. Nie jest to może majstersztyk i książka była dość krytykowana za niespójne fakty i erotyczne sceny natomiast oceniam ją dość pozytywnie. Ale czy bym poleciła? Nie wiem.

Skończyłam także czytać książkę Mali Bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy dziennikarza Pawła Reszki. Są tutaj zebrane wypowiedzi lekarzy na temat ich pracy. Część z nich jest pozytywnie nastawiona do życia, ale większość wypowiada się o całym systemie negatywnie. Bo o system tutaj chodzi. O wymogi, ilość pieniędzy przeznaczonych na leczenie danego pacjenta, o warunki oferowane pacjentom. Władza decyduje, ile pieniędzy pójdzie na co. Są lekarze, którzy chwalą sobie pracę w danej placówce, są tacy co czują się totalnie wypaleni. Myślę, że często jest to kwestia podejścia. Jedni chcą mieć bardzo dużo pieniędzy, inni naprawdę chcą pomagać ludziom, chyba mniejszość. Są tacy, którzy po prostu są obrotni i się im udało trafić w fajne miejsce, a inni po prostu nie potrafią się dobrze zakręcić. Ogólnie, strach chorować. A najlepiej to najpierw leczyć się prywatnie, żeby mieć później jakiekolwiek przywileje.

IMG_1049
Polecam, piękna literatura.

Dieta i zdrowe odżywanie 

Wróciłam na dietę. Zgubiłam już ze trzy kilogramy. Ten weekend był bez diety, bo wybrałam się z przyjaciółką na lunch do restauracji i jadłam i piłam to, na co miałam ochotę. Ale ogólnie idzie mi całkiem o.k., bynajmniej gubię po trochu w każdym tygodniu. Wybrałam się na zajęcia jogi po dłuższej przerwie. Klimatyczna posiadłość, w centrum parku, czyli ładne otoczenie. Pisałam o tym miejscu już. Po zajęciach wybrałam się na spacer. Wspaniałe uczucie. Chcę regularnie uczęszczać na te zajęcia.

Moja dieta zawiera dużo warzyw, mniej owoców 1-2 porcje dziennie, owsiankę na półtłustym mleku, kanapki z serem albo zdrowymi, domowymi pastami, czasem przekąska w formie bez cukrowego batona Nakd ( słodzony owocami) i tak dalej. Dużo wody.

Moda i uroda

Jak wiecie, nie jestem za bardzo osobą, która goni za modą. Chodzę na zakupy rzadko i nie mam manii na punkcie ubrań i kosmetyków. Do wielu rzeczy podchodzę sceptycznie, bo uważam, że stan skóry często leży w genach i głównie dbaniu od środka. Sam krem, nawet drogi nie pomoże, jak palisz i pijesz czy unikasz warzyw. Nie inwestuję w drogie kosmetyki. Kupuję, jeśli podoba mi się skład, zapach czy konsystencja. Lubię kremy firmy Mixa, zwłaszcza natłuszczające na zimę. Odpowiada mi ich delikatny, neutralny zapach, skład i działanie. Cena też jest dość przystępna. Ostatnio na próbę kupiłam krem do twarzy różany  firmy Herbal Care, ale póki co kończę krem Soraya Aquacell, do którego dolewam po kilka kropel kwasu hialuronowego firmy The Ordinary. Kremy te tak wiadomo drogie nie są. A wyżej wymieniona  firma zdaje się jest pochodzenia kanadyjskiego. Posiada zróżnicowaną rangę kosmetyków do pielęgnacji twarzy. A ceny są bardzo przystępne. Za buteleczkę kwasu zapłaciłam około 6 GBP.

Po dziecięciu latach użytkowania bardzo dobrej prostownicy Braun zakupiłam sobie nową. Jest to Philips ProCare Keratin. Posiada opcję jonizującą, która pomaga w tym, aby włosy się nie elektryzowały. Posiada opcję powłokę ochronną z keratyną. Do prostownicy w zestawie dodane jest etui odporne na ciepło. W moim przypadku jest to bardzo przydatne, bo zabieram ją w podróże. I można nagrzaną prostownicę od razu wsadzić do specjalnego ochraniacza. Na początku ustawiałam temperaturę maksymalną, tj. 230 st. Ale jednak moje końcówki nie znoszą tego dobrze, więc teraz prostuję nastawiając na maksymalnie 200 st.

Ostatnio wybrałam się na masaż pleców, który bardzo lubię. Niestety trafiłam na bardzo gadatliwą panią, która opowiedziała mi swoje życie. Ale to moja wina, bo pozwoliłam jej mówić. I efekty były takie, że słabo pamiętam jakość masażu i nie zrelaksowałam się za bardzo. Tak że następnym razem muszę grzecznie ale stanowczo uprzedzić osobę masującą, aby robiła to w ciszy. Jestem zwolenniczką zabiegów w ciszy. Bo tylko wtedy mogę się porządnie zrelaksować i czuję, że niemałe pieniądze nie zostały wyrzucone w błoto. Lubię zabiegi kosmetyczne na twarz z masażem, ale pozwalam sobie na nie chyba za rzadko. Nie do końca też wierze w ich działanie, ale sama taka wizyta jest bardzo przyjemna. Stosunkowo rzadko chodzę do fryzjera. Tutaj znów- ciężko znaleźć takiego, który będzie ci do końca odpowiadała. Mam taką panią, ale w Polsce. Tutaj byłam w kilku miejscach. I tylko raz mi wszystko odpowiadało- począwszy od klimatu i wystroju, skończywszy na usłudze i kolorze. Także sam stylista jest ważny, bo znów- nie lubię gaduł! Nie lubię gadać o wszystkim i o niczym. I plotkować, po prostu. Usługi są też tutaj stosunkowo drogie, a ja włosy farbuję dość często.

Znalezione obrazy dla zapytania molton brown london rosa
Molton Brown słynie z produkcji mydeł do rąk i balsamów oraz zapachów do domu i ciała.

Poszukuję pięknego zapachu. Na razie zaryzykowałam i kupiłam dwa online. Jeden jest dość mydlany jak dla mnie, ale go używam czasem. Drugi, ostatnio nabyty po przeczytaniu bardzo dobrych opinii, to różany zapach firmy Molton Brown London Rosa Absolute. Zapach jest ciekawy, dość mocno pachnie różą, ale posiada też inne nutki zapachowe tj paczula i geranium, które się mieszają. Jest to zapach ciekawy, codzienny i elegancki. Ale też nie do końca mój typ. Następnym razem definitywnie pójdę poznawać zapachy osobiście. Tutaj znów- nie jestem zwolenniczką wydawania na perfumy krocie, gdyż uważam, że płaci się głównie za markę. A skład jest często podobny.Czasem trafiam na mniej znane, ale piękne zapachy w ładnych butelkach. Mogłabym zapłacić więcej tylko za perfum stworzony  w perfumerii, specjalnie dla mnie i zgodnie z moimi preferencjami.

 

Nowy rok i podsumowanie grudnia

Powracam w nowym roku. Grudzień to był aktywny miesiąc. Pod wieloma względami. Pierwsze tygodnie to praca i czas przed urlopem, podczas którego starałam się zrobić jak najwięcej, żeby nie zostawiać ludzi z dodatkową robotą. Były lunche świąteczne, jarmark świąteczny w pięknym lokalnym parku, a tam choinki, rękodzieło, grzaniec, ciepłe posiłki, kolędowanie po angielsku. Odbyłam spory spacer wokół tego dużego terenu, nacieszyłam się lekko chłodną pogodą, zakupiłam drobne upominki i pączki do kawy. Na święta wybraliśmy się na urlop do Polski. Odwiedziliśmy nasze rodziny. I przy okazji załatwiłam kilka spraw.

Polskie święta

Zacznę od urlopu, który skończyliśmy na początku stycznia. Najpierw wybraliśmy się na Śląsk do rodziny męża. Po raz pierwszy miałam okazję tam spędzać święta, więc poznałam też nowe tradycyjne potrawy. Nie powiem, żebym była ich fanką. Ogólnie polskie potrawy typowe dla różnych części Polski zazwyczaj nie trafiają w mój smak, że tak powiem. Na Śląsku jadą się makówkę i moczkę. Pierwsza to masa złożona z maku, bułki pszennej, orzechów, migdałów. Skład się różni, w zależności od osobistych preferencji. Wszystkie składniki są odpowiednio przygotowane i układane warstwami. Nie przepadam ogólnie za makiem, może dlatego spróbowałam tylko odrobinę. Druga, moczka, to taki jakby gęsty kompot z piernikiem. Warto spróbować, jednak znów- jeśli mam do wyboru pierogi, piernik ciasto, to zawsze je wybiorę. Chociaż sam kompot lubię. Wigilia była miła, podobna jak w naszej części Polski- dzielenie się opłatkiem, prezenty, kolacja. Przez kilka kolejnych dni odwiedzaliśmy rodzinę męża. Zabrakło tylko jego ukochanej babci, ale na to niestety nie mamy wpływu…

IMG_1007 (edytowany)
W piernikowym domku 🙂

Sylwestra spędziłam już z moją rodziną. Było przyjemnie, ale powiem szczerze, że ten dzień jest dla mnie ostatnimi czasy dniem, który po prostu jest. Fajnie założyć ładne ubranie, zrobić fajny makijaż i spotkać się w miłym towarzystwie.  Następnie rozmawiać, pijąc smaczne drinki i zajadając się różnymi potrawami. Ale z wiekiem wszystko staje się dla mnie realistyczne i  czuję gdzieś, że robię się coraz starsza. Jest jednak rzecz, za którą w ten dzień warto być wdzięcznym- nowy rok i wciąż jestem na tym świecie, zdrowa i mam rodzinę. To są powody do radości i bycia wdzięczną.

IMG_1020
Śnieg miałam okazję oglądać tylko przez chwilę podczas całego pobytu w Polsce..

 

Badania okresowe

Zachęcam do badań okresowych. Zwłaszcza dorosłych ludzi. Raz do roku morfologię, raz na kilka lat badanie moczu i kału. Nie lubimy tego robić, ale czasem trzeba. Od kilku lat przynajmniej raz na dwa lata robię usg jamy brzusznej, tarczycy. Regularnie chodzę na usg piersi, do ginekologa i stomatologa. Robiłam też w międzyczasie inne badania, ale te uważam za istotne tylko wtedy, gdy coś się dzieje. Jednak usg jamy brzusznej, morfologia i usg piersi to podstawa. Na szczęście wszystko wydaje się o.k., na tyle, ile dało się sprawdzić. Miałam także szybkie usuwanie znamienia z twarzy, z czego jestem zadowolona, bo nie ma po tym śladu.

Książki

W temacie czytania trochę lepiej. Na razie postanowiłam odpuścić sobie temat motywacji itp. i wrócić na chwilę chociaż do powieści, bo jestem mocno w tyle. A że mam sporo książek zakupionych tutaj albo w Polsce i otrzymanych w prezencie, nie mogę więc narzekać na brak czytadeł.

Ostatnio przeczytałam książę Za zamkniętymi drzwiami napisaną przez B.A. Paris. To tak zwany bestseller, który zakupiłam podczas poprzedniego pobytu w Polsce. Książka mówi o życiu z psychopatą. I cóż mogę powiedzieć… Na pewno takich ludzi jest wielu na świecie, tylko dobrze się maskują. Pewnie też do czasu… Zazwyczaj są to bardzo błyskotliwi, uprzejmi i czarujący mężczyźni, którzy są totalnymi zwyrodnialcami. Opinie na temat tek książki są różne. Jednak moim zdaniem była nieco naciągana i mnie kompletnie nie zachwyciła. Łatwo i szybko się ja czyta jednak, więc przeczytałam ją w jeden dzień. Były ciekawe i wciągające wątki, ale na pewno nie jest to mistrzowska literatura. Podobne wrażenie miałam po Dziewczynie z pociągu innej autorki.

Aktualnie czytam trzy książki naraz. Tak, typowe dla mnie. Kryminał, opowiadania świąteczne i opowiadania T. Hanksa. Skończyłam czytać książkę Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy Pawła Reszki. Książka zawiera obserwacje dziennikarza, który zatrudnił się w jednym ze szpitali w roli sanitariusza, wywiady z lekarzami i ich wypowiedzi. Okazuje się, że wszystkiemu winien jest system. Wierzę, bo niestety, w medycynie jak i w każdym innym biznesie kolejny pacjent to tylko numerek. Albo na nim trzeba zarobić albo szybko się pozbyć, aby kasa lekarza i państwa się zgadzała. Smutne. Druga sprawa, to konsumpcyjne życie. Lekarze, jak i inne zawody, gdzie można dużo zarobić, żyją i pracują, aby mieć więcej. To normalne- im więcej pieniędzy masz, tym więcej chcesz. Tylko, że kupujesz kolejne auto czy piękny dom, a rodziny nie widzisz. I po co to w sumie?  Na szczęście są jeszcze lekarze, którym zależy na pacjentach. Lekarze z powołania. I tacy są zawsze jakimś promykiem nadziei. Innym problemem są pacjenci, jak np. starsi ludzie, którzy przychodzą do przychodni z nudów albo żeby się wygadać. W tej chwili stanowią oni dużo część i podobno zabierają miejsce tym, którzy faktycznie powinni się tam znaleźć. Z jednej strony to wkurzające strasznie, z drugiej ci ludzie powinni mieć miejsca, żeby iść się wygadać, bo mogę zrozumieć, że ktoś czuje się samotnie. No, a w ogóle to najlepiej nie chorować…

IMG_1059
Czytam…

Zdrowie i uroda

Obcięłam włosy, krócej znów. Większość życia noszę długie, ale teraz mam takie za brodę trochę. I je lubię. Pora iść na dietę. Och, to trzymanie formy. Byłam ponad pół roku na diecie z zeszłym roku i udało mi się zrzucić ponad 10 kg. Teraz znów nadrobiłam około sześciu kilo i moje BMI odbiega lekko od normy. Wracam więc na krótką dietę, mam nadzieję, bo chcę trzymać formę.

W Polce nie kupowałam zbyt dużo. Wydatki przed świętami mnie pochłonęły. No i chodziłam prywatnie do lekarzy. Poza tym staram się kupować mniej i mniej, bo uważam, że kupowanie wielu rzeczy nie ma sensu. Zrezygnowałam z zakupów w sieciówkach, gdyż uważam, że jakościowo często leżą. Chcę teraz inwestować w rzeczy dobrej jakości. Kosmetyków też za bardzo nie kupowałam. Chociaż muszę przyznać, że w Polsce jest duży wybór naturalnych kosmetyków i następnym razem chyba bardziej rzucę okiem. Przywiozłam sobie za to krem firmy Herbal Care Dzika Róża na dzień i na noc. Dzika róża jest ostatnio popularnym składnikiem, posiada podobno wiele właściwości. Krem przyjemnie pachnie, ale jeszcze go nie używałam. Jest on co prawda dla cery dojrzałej, ale postanowiłam go wypróbować. No i posiada 92% naturalnych składników. Jest też w dobrej cenie.

Do wypróbwania… / źródło: wizaż.pl

Nowości

W tym roku planuję założyć nowy dział, ale jeszcze zastanawiam się nad treścią i tematyką. Chcę nowych wyzwań i nową wiedzę. Więcej szczegółów niebawem. W następnym miesiącu o tym, co przeczytałam w styczniu, o nowym lokatorze i inne.

Tymczasem życzę Wam szczęśliwego, nowego roku, dużo zdrowia i nadziei!

Moja Opowieść Wigilijna

  • A teraz zaśpiewam wam moją ostatnią kolędę, drodzy państwo. Będzie to moja ulubiona- Przybieżeli do Betlejem. Jest szybka, wesoła i bardzo ją lubię- mówi mała P. do swoich wyimaginowanych widzów zza drugiej strony szklanego ekranu.

Siedzi obok wysokiej, błyskającej światełkami choinki, na dużym fotelu. Obok leżą różne książki o zwierzętach, stare japońskie legendy oraz książeczka z kolędami. Jest piąta po południu, za oknem ciemno. P. umościła się pod kocem i zaczyna śpiewać. Młody głosik niesie się po pokoju. Mama jest w kuchni i coś przygotowuje. Jeszcze dwa dni i prawie dwa tygodnie wolnego dla małej P. Tymczasem każdego dnia po szkole siada z książkami i książeczką pełną nabożnych piosenek, włącza podkład do kolęd i zaprasza widzów do programu. Czuje się tak ciepło i bezpiecznie. Za oknem nawet troszkę śniegu. Ale nie wiadomo, czy na święta spadnie. Cóż, taki klimat. Raz jest, raz nie ma. Ale nie szkodzi- i tak będzie cudownie jak zawsze. Rodzina, ona, prezenty, pyszne dania u babci w małym mieszkanku. Mała P. na samą myśl już czuje się taka szczęśliwa i podekscytowana. Jeszcze tylko trzy dni!

  • Na dzisiaj będziemy kończyć, drodzy państwo. Dziękuję, że byliście ze mną. Jutro i pojutrze znów się spotykamy. W finałowym programie mam dla was niespodziankę. – mówi powoli i poważnie. I lekko uśmiecha się do kamery.

Idzie do swojego pokoju i odkłada książki. Chyba pora na odrobienie lekcji. Chyba nie za dużo ich ma. W końcu nauczyciele nie są bezlitośni, i przed świętami nie zadają dużo, często wcale. Mała P. odrabia lekcje, trochę czyta i później bawi się lalkami. Uwielbia te zabawy. Niedługo potem mama woła ją na kolację. Mała P. jest już spakowana do szkoły, idzie do kuchni. Dzisiaj chlebek z twarożkiem i kawa inka. Całkiem smacznie.

**

Nastał dzień wigilii. Wczoraj z zagranicy wrócił tata. Są więc w komplecie. Obudziła się z rana. Pada śnieg! Ale później będzie raczej deszcz. Trudno! Nie pierwszy raz deszczowe święta. Raz na kilka lat zdarzają się takie białe, piękne. Najważniejsze, że są święta, będzie z rodziną, będzie miło, wesoło i smacznie. I będą prezenty. Później pójdzie do babci pomóc jej z ubieraniem choinki i w kuchni. Najpierw troszkę posiedzi w domu. Może wpadnie na chwilę do koleżanki, która mieszka dwa domy dalej. Złoży jej i rodzicom życzenia. Pewnie spotkają się po świętach, na podwórku. Jak spadnie śnieg, to może ulepią wspólnie bałwana. A z rodzicami i siostrą pójdzie na rodzinny spacer. Ale będzie fajnie!

Babcia krząta się po kuchni. Zaczyna robić ciasto na pierogi. Mała P. patrzy i chce pomagać. Wsadza farsz, a babcia opowiada jej ciekawe historie i pokazuje, jak poprawnie skleić pierogi. Mała P. skleja, ale babcia dla pewności poprawia. Po pomocy przy pierogach mała P. idzie pomóc z choinką. Dziadek wraca ze sklepu i przynosi z dużej szafy choinkę. Razem wyciągają ją z kartonu, prostują gałązki, a dziadek zawiesza światełka. Mała P. przystraja ją w ozdoby. Choineczka jest gotowa, błyska i świeci. Zrobiło się już całkiem miło w mieszkanku dziadków. Dziadek obiera ziemniaki i mała P. wraca do babci. Już się nie może doczekać, kiedy dostanie troszkę placuszków z resztek pierogowego ciasta. Babcia zawsze tak robi- bierze resztę ciasta, formuje z niego małe placuszki i smaży w głębokim oleju. Takie to proste i zarazem smaczne. Mała P. je uwielbia. Siada z placuszkami i ciepłym, domowym kompotem babci. Zajada i popija. Dziadek obiera kartofle i opowiada o tym, jak był we Francji. Jest tak miło i ciepło. Przyjeżdża tata i zabiera małą P. Chce się przygotować do Wigilii, rozpakować prezenty od rodziców ( już za duża na Mikołaja!) i wrócić odświętnie ubrana na rodzinną wigilię u babci.

**

Już wszyscy ładnie ubrani. Mała P. ma ciepłą czerwoną sukieneczkę i rajtuzy. Prawie gotowi do wyjścia. Ale najpierw dzielą się opłatkiem, składają życzenia, całują w oba policzki. Ona, siostra i rodzice, każde z osobna. Uśmiechnięci udają się w stronę choinki. Otwierają prezenty- dzieci od rodziców, rodzice od siebie i od dzieci. Każdy jest zadowolony, siostrzyczki piszczą z radości. Jeszcze jedno spojrzenie, każdy idzie położyć prezenty do swojego pokoju i udają się w drogę do babci i dziadka. Wychodzą, jest już ciemno, idą nie za szybko. Zajmie im to około dwudziestu minut. Miga im gwiazdka. Jest tylko troszkę zimno, ale śnieg nie pada.

**

Są już u babci. Stół rozłożony przez dziadka. Mama z babcią krzątają się, przynosząc rzeczy z kuchni na stół. Dzieci też trochę pomagają. Mężczyźni rozmawiają. Nie ma jeszcze reszty rodziny, ale niebawem przyjdą. Najpierw pojawia się ciocia z kuzynem. Niosą prezenty. Na razie nikt więcej się nie pojawi. Zaczynają więc składać sobie życzenia i dzielić się opłatkiem. Wszyscy poruszają się wokół po malutkim pokoju. Na środku stół. Życzenia, uśmiechy, buziaki w policzki. Dziadek i babcia życzą swoim wnukom pięknie. Prosto z serca. Koniec życzeń, siadają do stołu. Już gorące jedzenie na nich czeka. Jest biały barszcz, uszka, pierogi, ziemniaczki z cebulką, ryby i kompot. Wszystko pyszne jak zwykle. Jedzą ze smakiem. Pora na prezenty. Tym razem mała P. wychodzi na środek robić za osobę przekazującą prezenty. Odczytuje imiona i wręcza każdemu upominek. Wszyscy się uśmiechają, wymieniają uwagami. Radość i gwar. Mała P. wraca na miejsce. Wszyscy rozmawiają, mała P. zagaduje kuzyna. Przychodzi pora na zimne ognie. Ona i kuzyn uwielbiają tę część. Babcia wyciąga pudełko, dziadek bierze zapałki. Podpalają, a dzieci zawzięcie kręcą patyczkami. Idą do ciemnego pokoju zobaczyć lepiej światełko ogni. Zabawa się kończy. Wracają do stołu. Pora na ciasta. Są makowiec, piernik i keks. Wszystkie pyszne, ale mała P. nie lubi keksa, więc zajada się jej ulubionym piernikiem. Później bierze kawałek makowca. Są jeszcze inne słodkości. Kawa dla dorosłych i herbatka z syropem malinowym dla dzieci. Po słodkiej części, gdy na stół wjeżdżają zimne przekąski, np.  babci pyszny szczupak w occie, naleweczka zrobiona przez dziadka i wino, jak sobie kto z dorosłych życzy. Robi się jeszcze gwarniej i weselej, bo pojawiają się kolejni goście-  fajna i dowcipna siostra babci, jej syn i zabawna synowa, wujek z żoną i kuzynami. Są dowcipy, opowieści, wszyscy zajadają się. Jest malutko miejsca, ale każdy się zmieści. Brzuchy pełne, wszyscy zadowoleni. Jest tak miło i rodzinnie. Dzieci czują się bezpiecznie i dobrze z rodziną. Robią się też troszkę senne. Dzień powoli dobiega końcowi. Dochodzi dwudziesta pierwsza. Pora się zbierać. Ciocia będzie później szła na pasterkę, mała P. z mamą może też. Wszyscy więc serdecznie dziękują, całują się w policzki, żegnają ciepło i wychodzą. Za dwa dni znów się zobaczą, jak fajnie. Znów będzie się dużo działo.

***

Duża P. wraca zmęczona z pracy. Jest daleko od rodziny, mieszka za granicą. Jest już dorosłą kobietą. Mieszka z mężem w ładnym mieszkaniu. Są szczęśliwi, ale nie mają dzieci i zbyt wielu znajomych. A rodzina jest daleko. Duża P. jedzie pociągiem, jest głośno. Nie może się doczekać, gdy będzie już w swoim ładnym, spokojnym mieszkanku. Kilka dni zostało do świąt. Cieszy się na samą myśl, że w tym roku spędza święta z rodziną męża, a później będzie ze swoją. Jest zmęczona, czuje się średnio, ale jest szczęśliwa. Pije kawę z mężem i idzie wziąć prysznic. Później włącza swoją metalową choineczkę i siada przy laptopie. Myśli o wszystkim, o świecie, o nadchodzących świętach. Wszystko gotowe, prezenty zapakowane, ubrania będzie pakować za kilka dni. Myśli o wyjeździe, o bliskich. Nie ma już babci i dziadka. Duża P. uśmiecha się ze smutkiem. Ale reszta rodziny jest w komplecie, jak dobrze. I nowi członkowie- siostrzeńcy, już dość duzi. Jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Naturalne. Święta już nie wyglądają jak dawniej, ale co zrobić. Nic nie trwa wiecznie. Duża P. już zna inny świat, jest inaczej niż dawniej. Kiedyś wydawał jej się magiczny i bajkowy, teraz widzi jego piękno i brzydotę zarazem. Wie, jacy są ludzie. I jak wygląda życie. Jednakże cieszy się tym, co ma. Można powiedzieć, że w czepku urodzona. Żyje dobrze, spotkała na swojej drodze wielu dobrych i fajnych ludzi. Były sukcesy i porażki, ale jest dobrze. Mimo, że gdzieś tam pojawiła się melancholia i tęsknota, jest szczęśliwa. Męża ma dobrego i kochającego i zdrowie jej dopisuje. Już za kilka dni zobaczy znane twarze, będzie w kraju. Może trafi się śnieg, kto wie. Będą chodzić po mieście, spożywać wigilijną wieczerzę z rodziną, rozmawiać i odwiedzać resztę rodziny. Będzie fajnie mimo, że dwie babcie w tym roku odeszły. To zawsze zostawia dużą ranę w sercu. Jedną z wielu.

 

Wesołych świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego 2018 Roku!

Bawcie się, cieszcie bliskimi, spędzajcie święta w zdrowiu i spokoju oraz powitajcie w cudownym nastroju nowy rok. Uściski.

 

Podobny obraz

Prezenty na święta, troszkę inne

Nie, nie będę wam przedstawiać towarów ze sklepów. Eleganckich zegarków, ładnie oprawionych książek, luksusowych perfum czy innych tego typu rzeczy.

Dzisiaj zaproponuję prezenty troszkę inne, te niematerialne, którymi warto obdarzać nie tylko w święta, ale i w całym roku. Bądź sam/a sobą wyczekiwanym prezentem i dawaj od siebie.

Buziaki

Daj buziaka, no daj. Pocałuj swojego ukochanego/ ukochaną mocno i z miłością. Założę się, że rzadko się całujecie. Większość z nas robi to za rzadko. A całowanie ma tyle zalet, że warto. Pomaga też w zwalczaniu depresji podobno. No to do dzieła!

Nie zapomnij o buziaku dla rodziców, brata, siostry itp. Rodzina to rodzina, najważniejsze osoby w życiu. Warto z nimi dobrze żyć.

No i przyjaciele. Też im czasem daj buziaka. Są też mega ważni.

Nie zapomnij wysłać sobie buziaka do własnego odbicia! Masz kochać siebie, bo wtedy możesz kochać innych :-).

wall-2794567_640

Przytulasy

Przytul żonę, męża, narzeczonego, mamę, tatę, siostrę. I swoje ukochane zwierzątko. Jeśli masz, ukochaj babcię i dziadka. Oraz siostrzeńca czy bratanicę. Czasem uściśnij kogoś znajomego.

Osobiście miewam z tym problemy. Jestem introwertyczką, nie jestem zbyt wylewna. Ale wiem, że warto to robić, chociażby z narzeczonym. W domu dla ukochanej osoby jestem totalną przytulanką ;-).

Trochę wygłupów

W domu czy na śniegu. Powygłupiaj się. Pobaw się ” w smoka” w łóżku, dużo śmiej. Na dworze, gdy jest śnieg, zbuduj bałwana. I nie ważne, czy masz 5 czy 30 lat. A nawet 60. Rzuć w kogoś śnieżką, ale nie za mocno. Ostatnio w parku przeskakiwałam przez rzeczkę. Troszkę źle wyliczyłam odległość, noga się prawie ześlizgnęła, ale dałam radę ;-).

Wspólnie ugotujcie świąteczne posiłki

Czy to z mamą, czy z teściową, czy z ukochaną osobą. Próbujcie, mieszajcie, eksperymentujcie. Zabawa w kuchni jest super, przez cały rok. Próbowanie nowych przepisów, mieszanie rękoma itp.

Odwiedź dawno nie widzianą osobę

Zazwyczaj gdy przyjeżdżam do Polski, mam mało czasu na wszystko. Też dlatego, że oczywiście często się prywatnie badam. Odwiedzam też babcię, dziadka. Pojadę też gdzieś. Dużo czasu staram się spędzać z rodziną. Jednak czasem lubię zobaczyć się z kimś, kogo dawno nie widziałam. I często się okazuje, że wracam zadowolona i radosna. Kontakty pomagają w byciu szczęśliwszym.

Posprzątaj

Fajnie komuś, kto szykuje dla nas święta zaproponować jakąś chociażby małą pomoc- czy to poodkurzanie mieszkania, czy ugotowanie jakiejś potrawy, czy podanie do stołu. I tej osobie będzie przyjemnie i my się przydamy.

Bądź miły i dużo się uśmiechaj

W święta naprawdę nie warto dyskutować na tematy mało neutralne- polityka, wojny, poglądy religijne itp. Warto mówić o fajnych rzeczach, wspólnych zainteresowaniach, wspomnieniach, zabawnych historiach. Warto wspominać ukochane osoby, które już od nas odeszły. Wymiana poglądów religijnych czy politycznych nie jest wskazana- i tak osoby, która ma twarde stanowisko na dany temat, nie przekonasz. Cieszcie się swoim towarzystwem… i życiem.

Pomagaj

Jeśli widzisz, że ktoś jest w opałach, nie odwracaj się. Pomóż. Pokaż, że masz serce i dbasz o świat wokół. Wesprzyj potrzebujących i dzieci w domu dziecka. Nakarm głodnych.

Dawaj czas sobie i innym

Odpocznij, zrelaksuj się. Zadbaj o siebie i później o innych. Daj im swój czas. Słuchaj z uwagą, uśmiechaj się, zadawaj pytania. Daj czas rodzicom, dzieciom. Zamiast zajmować się interesami czy trzymać nos w telefonie i komputerze.

Zaproponuj wspólną wycieczkę w jakieś fajne miejsce czy świąteczny quiz. Albo grę.

Komplementuj innych 

Powiedz coś miłego napotkanym osobom- że ładnie wyglądają albo mają piękne włosy, oczy czy świetnie się na czymś znają. Zrób to też na ulicy. Zdarzyło mi się kilka razy, że jakaś kobieta powiedziała mi coś miłego- zupełnie obca. Na początku jest zaskoczenie, a później dziękujesz z uśmiechem. Miłe i szczere słowa działają cuda. Czasem też mam ochotę komuś coś powiedzieć. Zazwyczaj się powstrzymuję, ale czasem moment wydaje się odpowiedni.

Dobry uczynek każdego dnia

Najlepszym prezentem jest pomoc innym. Zrób coś miłego każdego dnia, wspomóż kogoś. Czy to poprzez kupienie ciepłej herbaty, czy przez udzielenie wsparcia, czy pomoc przy przeprowadzce, czy pomocy osobie zranionej. Tylko dzięki takim czynom jeszcze jakoś funkcjonujemy w tym świecie. Staram się wyłapywać dobre informacje, a nie tylko te złe. Unikam więc drugich, a czytam o tych, co robią coś fajnego.

armchair-2526977_640

Pamiętaj, miłe słowo, czas dla siebie i innych, uwaga i okazywanie uczuć nie kosztują. Nie wydasz na nie ani grosza, a uszczęśliwisz siebie i innych. I zostanie to na długo w pamięci, w przeciwieństwie do kupionego za ciężkie pieniądze zegarka.

Co warto zrobić przed świętami, w święta i przez cały rok?

Idą święta. To już za tydzień! Bardzo się cieszę, że spędzę je rodzinnie. Będą znajome twarze, choinka, pyszne jedzonko i może nawet śnieg. Uwielbiam budzić się, gdy za oknem biało. Czuję się wtedy jak mała dziewczynka, a nie ponad trzydziestoletnia kobieta. Hmm… Naprawdę tyle mam?? 😉

Jak zwykle szaleństwo na całego. Zwłaszcza w UK jest to trochę śmieszne- praktycznie mają tutaj jeden dzień świąt, a przygotowania jak na cały rok. Do tego drugi dzień świąt to bieganie po wyprzedażach. Nie dziękuję, to nie dla mnie. Mnie nawet Black Friday itp. nie ruszają. W tym roku kupiłam zaledwie kilka prezentów, ale z sercem zostały kupione. I rozłożone to wszystko było w czasie. Zamierzam zapakować je w papier i ozdobić kokardami. Lubię tę kreatywną zabawę w pakowanie prezentów.

Wszystko oczywiście toczy się wokół pieniędzy. Najlepsze i najdroższe prezenty. Nie wyobrażam sobie brać kredytu na prezent dla kogoś, serio. A niektórzy naprawdę tak robią. Zwłaszcza, jeśli chodzi o dzieci. A dzieciaki niewiele potrzebują, oprócz czasu i miłości od bliskich. A nie, jak to my myślimy, kolejnych mega wypasionych prezentów. Jako dziecko

Co więc warto robić w święta, przed świętami i w ogóle przez cały rok?

Bądź miła i pomagaj

Czasem naprawdę mi ręce opadają jak mierzę się z codziennością. Dojazdy i powroty z pracy- trafiasz na naprawdę różnych ludzi. I wydaje się, że większość myśli tylko o własnej końcówce nosa. Ile to razy spotykam się z popchnięciem, pasywną agresją ( ba, zdarzyła się kilka razy ta prawdziwa), ogólną nieuprzejmością. I myślę- czy nie dałoby się inaczej. Co jakiś czas wracam do domu i mam dość ludzi i świata. Jak fajnie by było wsiadać do pociągu pełnego miłych, uśmiechniętych ludzi, którzy ustępują ci miejsca albo nie przesuwają. Ale nie- panowie wpychają się przed tobą i jeszcze cię zbluzgają.

Czasem mi się zdarza pomagać, ot tak. Czy to wózek ponieść jak nie ma mężczyzn w pobliżu. Chociaż staram się unikać już tego typu sytuacji, bo plecy nie te same i poza tym te kobiety nie wiem czym zawsze mają wypchane wózki, bynajmniej ważą one bardzo dużo.

Ostatnio zdarzyła się taka sytuacja, że kobieta została uderzona przez kilka aut i żaden kierowca się nie zatrzymał. I pomyślałam sobie- co to za świat? Co za ludzie? Kobieta niestety nie przeżyła trzech czy czterech uderzeń. Ale jeszcze żyła jakiś czas i na pewno nie było jej miło z uczuciem, że ludzie ją olali i umiera. Dobrze, że chociaż znalazł się ktoś, kto zadzwonił na pogotowie.

Tłumaczę sobie zawsze- nie ważne co, uśmiechaj się, zagryź zęby i rób swoje. Nie wdawaj się w słowne potyczki z innymi. Niech oni sobie żyją w tym swoim smutnym świecie, ty się im nie daj. A wprost przeciwnie- pokaż, że nie jesteś taka jak oni. Bywa trudne, znów, ale możliwe. Może to ty własnie będziesz potrzebował pomocy od ludzi, których przed chwilą zbluzgałeś.

Nie zwracaj uwagi na zaczepki tych nieszczęśliwych ludzi, czyń dobrze i bądź miła dla siebie. Tyle. I tak nie zmienisz ludzi i świata.

Codziennie coś miłego

Dla poprawy swojego samopoczucia i powodowania, że świat jest dla nas lepszym miejscem, ustal sobie, że każdego dnia robisz coś fajnego. Poniżej przykładowy kalendarz. Na przykład dzisiaj mówię jak najwięcej ( szczerych!) komplementów innym, jutro uśmiechnę się serdecznie do jednego nieznajomego, pojutrze przytrzymam drzwi komuś, a za trzy dni zaoferują koleżance miłą rozmowę i kawę. Zamierzam to wprowadzić. Każdego dnia, bez wyjątku, czynić to miejsce lepszym. Chociaż troszkę.

 

 

Pomoc domowa

Zaproponuj pomoc przy porządkach czy przygotowaniu jednego dania. Będzie miło i poza tym fajnie jest coś robić razem. Wymyj okna ( chyba, że jest naprawdę zimno, to lepiej nie), poodkurzaj mieszkanie, wytrzyj kurze- cokolwiek. A potem zrób sałatkę czy barszcz na wigilię.

Wspomóż innych

Wybierze sobie jakąś akcję i wesprzyj ją. Podarunki dla dzieci z domów dziecka, wpłata na obiad świąteczny i nocleg dla bezdomnego, wpłata na rzecz schroniska dla psów. Cokolwiek. Pomóż. W święta odstawia się prywatne poglądy, a pomaga innym, aby ich czas podczas nich był chociaż trochę przyjemny.

A może, jeśli możesz i masz w sobie dość chęci, udziel komuś potrzebującemu na chwilkę noclegu i nakarm go.

Święta to nie tylko pierogi i choinka

To czas przemyśleń. Śnieg, choinka, pyszne dania, rodzina, piękne ozdoby. To jest cudowne, ale powinien być też czas na przemyślenia, dzieleni się. Na podsumowanie roku i swoich czynów. Warto sobie usiąść, gdy już wszyscy pójdą. Zastanowić się nad sobą, mijającym rokiem. Zapytać się, czy byłam dobra dla siebie i innych. Co robiłam dobrze, a co źle. Jak się poprawić? Jak być lepszym człowiekiem? Co zmienić w następnym roku? Jak pomóc innym? Najlepiej odpowiedzi zapisać i do nich zaglądać.

Wspólne kolędowanie

Nawet, jeśli tak jak ja, nie jesteś jakąś mocno religijną czy wierzącą osobą, warto udać się na jakiś świąteczny koncert, nawet do kościoła. Sztuka bowiem wzbogaca duszę, uwrażliwia. Można też razem coś zaśpiewać. Lubię kolędy i zagraniczne piosenki. Często ich słucham zarówno przed i jak podczas świąt.

Podobny obraz

Przeczytaj coś motywacyjnego

I rozwijaj siebie i swoje mocne strony. Podczas świąt lubię czytać zarówno piękne przypowieści jak i książki ludzi, którzy zrobili coś naprawdę fajnego- czy to pomogli innym, czy opłynęli cały świat, czy założyli super biznes. Takie historie czyta się fajnie i później też masz ochotę coś zmienić. W ludziach tkwi siła.

Powspominaj bliskich, których nie ma

Niedawno odeszli od nas babcia i dziadek ze strony mamy. Kiedyś wydawało mi się, że babcia i dziadek i święta z nimi będą zawsze. Niestety, tak nie jest. W tym roku odeszło kilka osób w naszych rodzinach i będą to pierwsze święta bez nich. Warto dlatego znaleźć chwilę na wspomnienia, na podziękowanie im za wszystko. Dzięki nim jesteśmy na świecie. Należy im się pamięć.

Przypomnij sobie historię

Święta to nie tylko choinka i prezenty, ale przede wszystkim długa historia. O Jezusie, który leżał w niezwykle chłodnym żłobie. To historia, która dotyczy chrześcijan, Żydów i Muzułmanów. Nawet nie trzeba być wierzącym, żeby to czytać. Z punktu literackiego jest to też ciekawe. Warto dowiedzieć się, po co właściwie obchodzimy święta.

Na koniec- idź na spacer

Po sytej kolacji idź na spacer. A jeśli następnego dnia rano zobaczysz śnieg- ubierz się szybko i wyjdź i ciesz się zimą. Przejdź się, ulep kilka śnieżynek, poszalej na śniegu. Codziennie się wyprowadź. Nawet w piżamie! 😉

A na koniec myślę, że:

Lepszy jeden dobry uczynek, niż cały dzień spędzony w kościele.

 

Pamiętajcie. 🙂

(Aż) 14 typów niefajnych współpasażerów w Londynie.

Niemałym wyzwaniem bywa dla mnie przebywanie wśród tłumów, a na pewno już wśród ludzi, którzy kompletnie nie liczą się z innymi. Nie znoszę godzin szczytu i podróżowanie w czasie ich bywa dla mnie prawdziwą udręką. Najchętniej wynajęłabym sobie prywatną taksówkę i codziennie jak taka pani dojeżdżała i wracała nią z pracy. Ale bogata nie jestem i zostaje mi podróżowanie publicznymi środkami transportu. Same w sobie nie są złe, nie mam nic przeciwko. Poza tym w tym roku mogę powiedzieć, że jest naprawdę nieźle, jeśli idzie o frekwencję- w listopadzie ani jednego anulowanego pociągu w mojej godzinie powrotu, więc bardzo dobrze. Zeszły rok to była udręka- przynajmniej dwa razy w tygodniu wracałam autobusem w mega korkach. I chociaż, jak na londyńskie warunki, mam stosunkowo niedaleko, to taki spacer z buta zająłby mi minimum 2 godziny w jedną stronę ;-).

Przejdźmy do sedna więc- jaki typ pasażerów wkurza najbardziej. I czy sami czasem nimi nie jesteśmy? No to zaczynamy wyliczanie.

Szukający miejsca od wejścia

Bardzo irytujący nawyk blokowania ludziom wejścia. Wchodzą ludzie i zaraz się zatrzymują, żeby polować na miejsce. Może lewo, albo prawo? A może zostać? To pójdę. A nie, może lepiej się zatrzymam. I wchodzisz takiej osobie w d… przypadkiem, bo nagle staje i się nie rusza. Denerwuje mnie to ostatnio niesamowicie. No i kolejny krok- powolne siadanie, blokowanie przejścia, bo przecież plecak najpierw muszę zdjąć itp. A w tym czasie ty mogłeś zająć wolne jeszcze miejsce pięć razy. Dobrze, że wolę stać, bo mam pracę siedzącą i staram się chodzić i stać poza pracą, na ile to możliwe. Jednak plecy, zwłaszcza te starzejące się już powoli, potrzebują ruchu i zmian pozycji.

Blokujący przejście sobą i swoją komórką

Ostatnio coraz częściej trafiam na takich typów. Pełno ludzi, a ten/ta siedzi bokiem do przejścia, zamiast normalnie ” jak człowiek”, co zajmuje pół metra. A następne pół jego wyciągnięta ręka z telefonem komórkowym. Takim oto sposobem zajmuje sobą całe przejście. Ale to nic- wchodzą ludzie do pociągu i taki oto osobnik nie raczy się na ten czas chociaż z drogi usunąć. Rzadko bywam złośliwa, ale ostatnio takiego pana delikatnie kolankiem i niegrzecznym ” Sooryy” potraktowałam. Bardzo byłam poirytowana.

Blokujący wyjście 

Zdarzyło mi się nie wcisnąć do pociągu, bo całe przejście było zastawione ludźmi, a alejki nie. I na prośbę wsiadających tamci mimo wszystko się nie przesuwali. No masakra jakaś i totalne samolubstwo jak dla mnie. Smutne. Czasem naprawdę ludzi trzeba po chamsku przesunąć. Bo jak próbujesz grzecznie, to nie zawsze działa.

Halooo, halooo

Czyli ci, co wydzierają się do telefonu. Słyszysz każde słowo. Na dodatek niektórzy podczas rozmowy się nakręcają i mówią coraz głośniej i głośniej, aż w końcu zaczynają krzyczeć. Jeśli już raz na tysiąc zdarzy się taki odważny, co zwróci im uwagę to albo: będzie jeden totalny bluzg w kierunku zwracającego uwagę; a często w przypadku zwrócenia uwagi osobie o innym kolorze skóry oskarżenia o rasizm. I bądź tu mądry.

Hej Mr DJ 

Uwielbiam też tych, co od rana bawią się w dj’ów. A co. Niech cały pociąg posłucha, co mam na liście ulubionych utworów. Albo jak wyglądają msze w moim kościele. Przecież to fajna rozrywka. Niech każdy słucha, co jest na rzeczy. Pff, nie znoszę.

Siedzący w rozkroku

Czasem to bardzo mali panowie z małą wagą, ale zajmują dwa siedzenia. Bo lubią siedzieć w rozkroku. Siadasz obok nich i zero reakcji. Ani na centymetr nie zsuną nóg. Bo po co? Zostaje ci zwrócenie uwagi albo siedzenie jednym półdupkiem w powietrzu.

Wpychający się „na chama”

Jedno z najgorszych też- nie wyjdziesz, bo ci nie pozwolą. Drzwi się otwierają i jeden wielki atak na wagon. Najlepsze jest to, że jak ja grzecznie stanę z boku, żeby zrobić miejsce wychodzącym, to zawsze ktoś i tak mi się wepchnie, żeby być przede mną, a do tego zablokować wysiadających.

public tr time out
Żródło: Time out

 

Zabierający twoją przestrzeń

Pół pociągu czy autobusu pustego, ale ktoś akurat ma potrzebę stania tuż, tuż obok ciebie. Niemalże wchodzi na ciebie. Ale po co? To niezdrowe. Rozumiem przy ścisku w godzinach szczytu- tutaj to nieuniknione. Ktoś może lubi bliskość…

Usiądę właśnie obok ciebie

Podobne do poprzedniego, ale jeszcze bardziej niepokojące. Słyszałam wiele razy o takiej historii, i też mi się zdarzyło. Pociąg itp. prawie pusty, a tu nagle obok ciebie ktoś siada mimo tylu wolnych siedzeń. Ale po co? To nie jest normalne. Nie dla mnie. Niestety, czasem taka osoba okazuje się po prostu zboczeńcem. Najlepszą metodą jest czasem ostatecznie zmiana miejsca, jeśli się da.

Frytki z vinegarem

Zapaszki, zapaszki. Ktoś siada obok ciebie i zaczyna się cały pokaz- pachnąca rybka, mlaskanie, chrupanie i oblizywanie palców. Super, po prostu ekstra. Zapachy w całym autobusie czy przedziale.

Wypchane plecaki i rowery

Nie ma to jak zahaczać co chwilę kogoś swoim mega wypchanym plecakiem czy zajmować miejsce innym osobom dużym rowerem. A przecież można w nogach postawić go na czas podróży, tzn. plecak. A w pociągu są półeczki. Rozumiem, że podróże z rowerem są legalne i można to robić, ale serio- w godzinach szczytu. I dość odważne. Ale po co ci na rowerach używają pociągów?

Uwaga brzydko pachnę

Niektórzy pachną co najmiej brzydko. Wczorajszy albo przed, przedwczorajszy pot. Ubrania pachnące olejem albo niepraniem. Tłuste włosy. Wydaje mi się, że jednak większość z tych ludzi ma łazienkę i wodę. Ale jednak brak tej podstawowej potrzeby jaką jest mycie… Ja uwielbiam się kąpać za to! I chyba robię to czasem za takich trzech.

Nogi na siedzeniu

Zmorą jest widywanie ludzi w bardzo brudnych ubraniach. A już nie znoszę butów położonych na siedzeniach. Jaka to oznaka braku szacunku dla innych.. Kłaść nogi na czymś, na czym ktoś później usiądzie. Niestety, częste to tutaj zjawisko i praktykowane zwłaszcza przez młodych ludzi. Ale nie tylko.

Na koniec bonus- pociągający nosem!

Niestety, to bardzo częste. I u mnie w pracy co druga osoba pociąga nosem. W środkach transportu to prawdziwa plaga- ludzie chyba uwielbiają wciągać swoje wydzieliny. Czasem sobie stoję i orkiestra gra- na głosy. Serio? Dorośli ludzie i nie potrafią przed wejściem do pociągu oczyścić nosa? Zawsze to robię, a później mam spokój i nie muszę innych drażnić tym nieprzyjemnym dźwiękiem. Rozumiem dziecko, ale dorosła osoba? Czasem taka niby elegancka i porządna, ale jednak…

 

Nie jestem święta, też mi się zdarzają potknięcia. Ale zazwyczaj staram się jakoś ułatwić życie i podróż innym, bo sama wiem, jakie to nieprzyjemne jak inni się tak zachowują. Szkoda, że wiele osób żyje tak głęboko w swoim ja i nie zwraca uwagę na innych. A podróże byłyby o niebo przyjemniejsze, gdyby ludzie się szanowali i uśmiechali czasem do siebie. A tych jest stanowcza mniejszość. Szkoda, że jest nas tak wielu nieszczęśliwych i po prostu samolubnych.

 

Podsumowanie listopada- nowości, książki, filmy

Święta się zbliżają- jak cudownie. Zwłaszcza, że w tym roku spędzamy je z rodziną męża. To mój pierwszy raz z nimi przy świątecznym stole. I jak się cieszę! Nie latam za często do Polski na święta, jednak są one zupełnie inne, niż tutaj. Mają inny klimat. A jak już śnieg spadnie, to w ogóle czad… Apropos śniegu, kilka dni temu nawet w Londynie padał przez chwilę. I znów, jak ten dzieciak, gęba mi się cieszyła i nie mogłam skupić się na pracy. Niemalże przykleiłam się do okna. Wiem, że nie tylko ja jako dorosła tak mam ;-). Niedługo znów ma troszkę popadać.

Tymczasem nowości. Co nowego się działo w mijającym miesiącu, wyjścia, książki i inne ciekawe rzeczy.

Teatr

W prezencie urodzinowym kupiłam sobie bilet do teatru na sztukę kryminalną na podstawie książki A. Christie ( znów ona!) pt. Morderstwo odbędzie się…. Po angielsku brzmi to A Murder Is Announced… Wybraliśmy się do lokalnego, jak się okazało, bardzo fajnego teatru. Mieliśmy zabukowane miejsca blisko sceny, więc dobrze widzieliśmy aktorów. Obsada bardzo fajnie dobrana, kilku aktorów z popularnych angielskich seriali (np. Eastenders) . W tej powieści główną rolę grała znana starsza panna Marple. To taka trochę wścibska angielska pani, ale jednak z bystrym umysłem. Potrafi niezwykle dobrze rozwiązywać kryminalne zagadki. Akcja była dość wartka, postaci wyraziste, wystrój sceny w stylu salonu angielskiej klasy średniej. Końcówka zaskakująca jak to w przypadku wielu powieści A. Christie. Spędziliśmy miły wieczór w teatrze. Oprócz upierdliwego pana obok, który miał nieodpartą chęć komentowania całego przestawienia. To nasza druga i nie ostatnia sztuka tego typu. Wiem, że niedługo kolejna będzie wystawiana w tym samym teatrze. Wolę teatr niż kino, nie powiem. Choć to drugie też lubię, ale bez popcornu ;-).

Podobny obraz
Plakat z Ani

Książki

Czytanie o drzewach idzie mi wolno, ale czytam. Bardzo ciekawe jest, ile czują drzewa. I nie czyta się tej książki może szybko, ale warto. Za to wciągam moje ulubione tematy. No i przeczytałam książkę Żółwie Lądowe D. Boruszkowskiej. Planujemy bowiem od nowego roku zaprosić do naszego mieszkanka nowego współlokatora. Dlatego też ostro, zwłaszcza mój mąż, się edukujemy. Książki, strony internetowe, fora. Mój znajomy, który lubi gady i ma na ich temat sporą wiedzę, specjaliści itp. Terrarium naszego przyszłego żółwia jest przygotowane oraz na bieżąco ulepszane i cała reszta też. Teraz tylko powitać małego mieszkańca. Mam nadzieję, że okaże się to ciekawym i fascynującym doświadczeniem. Zwłaszcza, że mój mąż zawsze chciał mieć żółwia.

Fajna piosenka 🙂

Film

Zaczęłam oglądać serial Ania, nie Anna. Byłam bardzo podekscytowana i zaciekawiona, co z tego wyjdzie. I nie zawiodłam się. Wyraziste postaci, piękne zdjęcia, ciekawa akcja. Podczas oglądania pierwszego odcinka, wiele razy ściskało mnie w gardle ze wzruszenia, czyli jest dobrze. Polecam i zabiorę się za kolejny odcinek. Chyba wykupię w tym celu Netflix znów.

Ostatnio przyjaciółka poleciła mi także ciekawą serię, którą można oglądać na youtube- Very British Problems. Występują w nim różni znani ludzie i popularny ostatnio James Corden, którego lubię i cenię za wiele talentów i fajne programy. Interesują mnie ludzkie obyczaje, zachowania i w ogóle ludzie- więc oglądam to z wielkim zainteresowaniem. Zwłaszcza, że mieszkam własnie tu, w Wielkiej Brytanii.

Kuchnie świata i nowe smaki 

Odkryliśmy ostatnio lokalną hinduską knajpkę. Lubię ich jedzenie, a i miejsce okazało się fajne. Smaczne jedzenie, uprzejmy kelner, przyjemny, ciepły lokal i fajny klimat. Zamówiliśmy przystawkę: pierożki momo z kurczakiem ( nie mój smak, ale przynajmniej spróbowałam), chlebek paratha, danie uliczne z warzywami z sosami oraz grillowaną jagnięciną jako danie główne. Smaczne i świeże dania. Na pewno tam w następnym roku wrócimy. Uważam, że takie wyjście chociaż raz na miesiąc jest jak najbardziej polecane. Londyn oferuje tyle różnych kuchni- cały świat tu jest, więc trzeba korzystać.

Moda i uroda

Dalej szukam sweterka kaszmirowego. Ale na razie przerwałam poszukiwania i sprawiłam sobie dwa ładne swetry z jasnych kolorach, które też mają lekką domieszkę kaszmiru. Od dawna czaiłam się na ubrania tej marki, a i częściowo skorzystałam z wyprzedaży, bo tanie nie są. Mint Velvet ma ubrania w jasnych kolorach i ładne buty. Także skorzystałam z karty upominkowej od przyjaciólki do White Company i zakupiłam sobie mini perfum ( zapach o.k. ale nie do końca mój typ) i piękną, czarną wełnianą sukienkę. Jestem zadowolona. I nie wiem, kiedy znów skorzystam, bo ceny mają z kosmosu tam. Jedyne, co mnie denerwuje w tych droższych markach to jest to, że nie zawsze cena jest na równi z jakością niestety. Kilka razy już się o tym przekonałam. Trzeba szukać i najlepiej, jeśli jest możliwość, mieć okazji sprawdzić najpierw na żywo.

Im starsza też jestem, tym mniej podobają mi się ubrania marek dla młodzieży, gdyż powoli zaczynam stawiać na jakość, nie ilość oraz subtelne kolory i bardziej klasyczny styl. Ostatnio widziałam reklamę polskiej marki Solar i byłam zachwycona kolorami, stylem i klasą. Ceny też mają mega, nawet jak na warunki angielskie. Ale byłam w ich sklepie, oglądałam, dotykałam materiałów i myślę, że jednak warto w takie ubrania inwestować. Do biura osobiście polecam spodnie marki Monnari– ceny są często o.k., bardzo duży wybór spodni i dobra jakość. Miałam kiedyś piękne, granatowe, eleganckie ale własnie w takim luźnym eleganckim stylu jak lubię i ciągle je nosiłam. Niestety, po diecie spadły mi z tyłka. Zdaje się, że się ich pozbyłam, chociaż nie pamiętam. Ale przecież można też zmniejszyć.

IMG_0692
Szykuję się do świąt 🙂

Idą święta

To już niedługo. Postaram się przygotować jakiś fajny wpis na ten temat z działem prezenty, pomysły i przepisy. Póki co, już na początku grudnia wystawiłam moją ozdobę, w następnym tygodniu więcej. Planuję też wybrać się niedługo na świąteczny market, których jest tutaj mnóstwo oraz koncert świąteczny.

Konferencja o przemocy

Teraz na przełomie listopada i grudnia udałam się na konferencję dotyczącą przemocy w stosunku do kobiet, napaści na tle seksualnym, obrzezania kobiet i wymuszonych małżeństw.

Przemocy doświadcza w życiu 1 na 4 kobiety. Często się one nie przyznają natomiast czasem sami możemy dostrzec, że coś jest nie tak. A już na pewno jak kobieta ma widoczne ślady przemocy na ciele. Gorzej z przemocą psychiczną, ale tutaj też można zaobserwować zmiany w zachowaniu kobiety lub np. częstych telefonach od prześladowcy. Jeśli chodzi o mężczyzn, to oni także są ofiarami przemocy. Tutaj jest to stosunek 1 na 6. Są osobne organizacje, a także infolinia, gdzie mogą dzwonić.

Gwałty zdarzają się często. I nigdy nie można oskarżać kobiety o wyzywający strój czy za dużą ilość wypitego alkoholu- zdrowy na duchu i umyśle mężczyzna nigdy z tego powodu nie dopuści się gwałtu, nawet jak kobieta stanie przed nim w samej bieliźnie.

Zjawisko o nazwie FGM, czyli z angielskiego Female Genital Mutilation, czyli zabieg obrzezania kobiet (klitoridektomia) to okrutne i niebezpieczne zjawisko. Każdego roku, zwłaszcza wśród plemion afrykańskich i w niektórych krajach środkowego i dalekiego wschodu, a także Ameryki Południowej, miliony kobiet zostaje okaleczonych na całe życie. Są cztery etapy tego zabiegu i ten ostatni jest najgorszy- wycięcie łechtaczki, warg i częściowe zszycie wejścia do pochwy. Robi się to w prymitywny sposób- najczęściej żyletką, nożem lub kawałkiem szkła, bez uwzględnienia podstawowych zasad higieny. Kobiety są okaleczane na całe życie. A później każe im się współżyć i rodzić dzieci, co nie raz kończy się śmiercią, a co najmniej okropnymi cierpieniami. W krajach rozwiniętych tj. UK, USA itp. dalej się to stosuje wśród wyżej wymienionych ludów, które wyemigrowały na zachód. I podobno, często wykonawcami są same kobiety.

Ostatni temat, który dotyczy zarówno mężczyzn i kobiet, to małżeństwa wymuszone. Jest to absolutnie zakazane w naszej kulturze. Także mężczyźni bywają zmuszani do małżeństw, często geje albo starsi panowie z problemami z demencją.

Są liczne organizacje i infolinie, które pomagają w wyżej wymienionych przypadkach. Można się do nich udać lub zadzwonić. A także zgłosić na policję. Jest to utrudnione, ale także możliwe z zagranicy ( ważne jest, aby kogoś zaufanego o tym powiadomić albo zebrać informacje o organizacji zanim cię ktoś np. wyśle do innego kraju w celu przymusowego zawarcia małżeństwa). Działają także specjalne, chronione domy dla ofiar przemocy, do których można się udać.

Warto sobie zdawać sprawę, nawet jeśli bezpośrednio się tego nie doświadczyło, że takie rzeczy dzieją się na świecie. I w razie czego wiedzieć jak postąpić. Może to nawet uratować komuś życie. I rozwinąć naszą świadomość.

Tymczasem kończę nasze comiesięczne podsumowanie i życzę wszystkim miłego końca weekendu i nadchodzącego tygodnia.

Być czy mieć? Co jest ważniejsze?

MIEĆ jest tylko o tyle istotne, o ile wzbogaca twoje BYĆ.  Jan Paweł II

 

Tyle się dzieje na tym świecie. Ostatnie wydarzenia mnie zmusiły do rozmyślań po raz kolejny. I zrozumiałam smutną prawdę nie pierwszy raz- wiele zależy od przypadku, człowieka, który stanie ci na drodze, czy będziesz tutaj dalej.

Znalezione obrazy dla zapytania byc czy miec
Źródło: Zaraz wracam

Mieć i żyć

Jestem na dobrym etapie życia. Mam wszystko, czego potrzebuję i więcej mi nie potrzeba. Owszem, rozwój osobisty, ciekawsza praca itp. się przydadzą i będę nad tym wciąż pracować. Ale całą resztę- zdrowie, rodzinę, miłość, ukochaną osobę, smaczne jedzenie, dach nad głową, fajne ubrania, książki itp. mam.

I tyle się planuje. Kupuje piękne ubrania, nowe rzeczy do domu. A później nachodzi mnie taka refleksja- po co, na co. Co mi to da? Dzisiaj jestem, jutro może mnie nie być. Dom ma być ostoją, a nie zawsze w domu jest bezpiecznie. Nachodzą mnie lęki, złe myśli i dupa.

Zamach w Egipcie

Nie mogę pojąć, jak można uśmiercić taką liczbę niewinnych ludzi. Po prostu kilka setek ludzi wysadzić w powietrze. Czy życie każdego nie jest bezcenne? Dlaczego inni o tym decydują, czy je ci zabrać? Gdy dzieją się takie rzeczy w naszej Europie czy nawet w USA, przeżywamy to mocniej. O Azji, Afryce itp. nie myślimy za dużo. O.k. Daleko, inny świat itp. Ale jednak- po co to, na co? To też ludzie jak my.

Naokoło klimat świąteczny niemalże już. Dzwoneczki, piękni ludzie w reklamach, eleganckie ubrania, cudowne wnętrza domów, mrugające do ciebie choinki. A życie jakby na przekór- nie, to wszystko to syf. Nie może być za pięknie. Chociażby dlatego, że idąc na świąteczny targ może w ciebie wjechać w rytmie kolęd wielka, do tego wyładowana bronią ciężarówka. Trzask, prask i nie ma. Zgasło kolejne ja.

Życie to nie je bajka jak mówią. Szkoda, że nie jest jak z tych pięknych zdjęć i świątecznych kartek pełnych śniegu i bajkowych widoków- pięknie, kolorowo, spokojnie, sielanka po prostu. Świat jest piękny, ale tak wielu ludzi nieszczęśliwych i pragnących śmierci drugiego.

Panika na Oxford Street

W piątek byliśmy świadkami eskalacji paniki w samym centrum Londynu. Wiadomo- turyści, sklepy, godziny szczytu i do tego Black Friday. Tam jest zawsze pełno ludzi. Kiedyś wybrałam się na początku grudnia i byłam na Oxford Street około godziny 9. I co? Było o.k.- Londyńczycy pędzili do pracy, a turyści jeszcze spali w swych białych, hotelowych łożach. Ale godzinę później już tak pięknie nie było. Zaczęła się turystyczna bieganina. Unikam tego miejsca raczej.

Piątkowe wydarzenie pokazuje, jak mało potrzeba, aby wywołać panikę. Strach, bieganina, taranowanie innych. Przez bójkę dwóch znerwicowanych życiem ludzi i prawdopodobnie jakiś przy tym dziwny odgłosem, który zmusił tę masę ludzi do ucieczki. Jesteśmy znerwicowani, spanikowani i taka jest prawda. Mało potrzeba, aby wyrwać się do ucieczki. W centrum o tej porze bywam ostatnimi czasy nie za często- zazwyczaj tylko wtedy jak jest to związane z pracą albo spotkaniem z koleżanką. Generalnie unikam centrum, chociaż Londyn jest fajny i ma co pokazać. Oczywiście są też jego brzydkie strony, ale to było w starszym wpisie.

To mieć czy być?

Chyba wszystko naraz. Mieć, żeby się tym cieszyć, póki można. I być- doświadczać, kochać, poznawać, smakować itp. Nie znaczy to, żeby nabywać milion zbędnych dupereli, ale żeby kupić tę piękną, ukochaną sukienkę, cudowny perfum, wspaniałą książkę i napić się pysznej herbaty. Małe rzeczy, a cieszą. I róbmy to, póki tu jesteśmy. Mamy okazję.

I jak mówił JPII- warto mieć, ale żeby wzbogacić twoje być. Czyli mieć środki, zasoby, możliwości, które pozwolą na rozwój twojego być. Nie negujmy więc bogactwa. Tylko korzystajmy z niego rozsądnie. I bądźmy bogaci wewnętrznie.

 

Staram się patrzeć przez różowe okulary, chociaż bywa to ciężkie. Ale też z taką myślą powstał ten blog- aby spojrzeć na świat innym okiem, walczyć z własnymi słabościami, cieszyć się z chwil i małych rzeczy oraz unikać jak się da nadmiaru złych wiadomości.

Październik- podsumowanie. Książki, nowości, uroda.

Nastał czas na podsumowanie października. Był to dość spokojny miesiąc, ale kilka nowości się uzbierało. Jesień okazała się łaskawa prawie do ostatnich dni miesiąca- słońce, ciepło i te piękne, złote liście. Cud, miód i orzeszki. Dopiero pod sam koniec miesiąca się znacznie ochłodziło. Ale wciąż dni są dość ładne i zazwyczaj pogodne.

IMG_0403
Jesienny, lokalny park.

 

Muzyka

Nie słucham jej bardzo dużo, ale często sięgam po klasyki z przeszłości. I tak o to na mojej liście znalazły się stare piosenki zespołu Offspring, bardziej rockowa Pink ( kobieta ma głos, charakter i obycie!), w pracy spokojnie- cudowne, gitarowe utwory Jacka Johnson’a. W domu trochę starego, polskiego punku. No i trochę chill outu. Słuchałam też piosenki do filmu La La Land oraz Nosowskiej. Polecam też muzykę w filmu Wielkie Kłamstewka jak i sam film.

Film

Wciąż kilka czeka w kolejce. Zaczął się drugi sezon serialu Belfer i oglądnęliśmy pierwszy i drugi odcinek. Sezon drugi rozpoczął się dość spokojnie, jednak ostatnia scena trochę podgrzała atmosferę. Drugi odcinek to akcja i zabijanie. Natomiast momentami tak nieprofesjonalnie nagrane- policja, skok z okna i napisy w szybach, że nie wiedziałam, czy się bać czy śmiać.

IMG_0569
Moja październikowa ozdoba balkonu.

 

Moda i uroda

Zima nadchodzi, więc zakupiłam sobie kilka bluzek grzejących, podkoszulkę i mega wygodny biustonosz firmy Uniqlo. Jest to japońska marka. Ich sklep można znaleźć  między innymi na londyńskim Picadilly. Ceny nie są wygórowane. Bluzki wypróbowałam, ale ciężko mi się jeszcze o ich jakości wypowiedzieć, gdyż nosiłam lekkie doły i to nie pomagało. Chyba najlepiej kupować całe zestawy grzejące- bluzka+ legginsy.

Ręce o tej porze roku szybko stają się wysuszone. I niestety, usta zaczęły pękać. Warto więc stosować 1-2 w tyg. peeling np. z cukru. I natłuszczać jakąś dobrą, naturalną pomadką ochronną. Inna metoda, lecz kusząca- miodem posmarować na noc. Dłonie natomiast smarować dobrym kremem, stosować maseczki i rękawice nawilżające oraz okład z oliwy. To samo paznokcie. Moje lubią się rozdwajać, ale zazwyczaj dzieje się to z nimi, gdy za często je maluję. Dlatego robię sobie dłuższą przerwę między malowaniem i moczę paznokcie w  podgrzanej oliwie z wit. E i z sokiem z cytryny.  Wiemy, że witamina E jest bardzo potrzebna. Dodaje jej się ją także do kosmetyków nawilżających i przeciwzmarszczkowych.

To samo ze stopami- zimą robią się bardziej suche. Ostatnio użyłam po kąpieli skarpet nawilżających. Miałam je ubrane ok. 20 minut. Stopy były przyjemne w dotyku i bardziej miękkie.  Kupiłam je w drogerii Superdrug, są tej samej marki.

Książki

Niby czytam, ale czasem jakby nie czytam. Musze w końcu skupić się na konkretnej pozycji i dokończyć to, co nie dokończone. Planuję kilka ciekawszych i wartościowych książek zakupić przy najbliższej wizycie w Polsce i na poważnie zabrać się za inwestycję w przyszłość w postaci czytania. Dużo czytam magazynów o tematyce psychologicznej i społecznej, ale z książkami gorzej. Ostatnio też czytałam kilka interesujących blogów, które znalazłam przy okazji szukania pewnych informacji, np. Kameralna. Blog kobiecy z pięknymi zdjęciami i przydatnymi informacjami dla pań. Mam kilka ciekawych ebooków, których też jeszcze nie skończyłam. Mało inspirujące, wiem, he he.

Dieta i zdrowie

Cały październik praktycznie zrzucałam kilogramy po urlopach. No i udało mi się schudnąć prawie 3 kg. Też dobrze. Od zeszłego roku się naprawdę pilnuję i co nadrobię- zaraz zrzucam, żeby zachować odpowiednią sylwetkę. Chudnę trochę mniej niż zwykle, bo moja dieta nie jest prowadzona przeze mnie jak dawniej. Przede wszystkim nie ograniczam się do produktów z tamtej listy, a jem dodatkowo inne, ale okazjonalnie i w nie za dużych ilościach. I jest o.k. Pozwalam sobie nawet czasem, w ramach moich tygodniowych kalorii, na jakiś nie do końca dietetyczny przysmak np. croissanta i jeśli przestrzegam ogólnie diety, nie powoduje to większych zmian. Oczywiście wiem, nie jest to zbyt zdrowe i nie nisko tłuszczowe. Ale jakie pyszne! 😉

Kuchnia

Dla mnie jesień to czas gorących zup- kremów, ciepłych owsianek z: bananem, orzechami i ewentualnie odrobiną miodu, herbaty imbirowej ( domowej roboty!), której dawniej nie lubiłam i eksperymentowania z różnymi daniami. Bardzo lubię też gorącą czekoladę, ale chwilowo wybieram także pyszną kawę Inkę po kolacji. Zawsze też można wpić gorącą czekoladę w wersji light- kakao gorzkie bądź z dodatkiem ksylitolu.

Planuję też więcej zmian, nauki, rozwijania się. W końcu człowiek powinien dla własnego dobra się uczyć czegoś nowego każdego dnia. Codzienny trening mózgu na pewno się opłaci zarówno przy szukaniu fajnej, ambitnej pracy jak i dla zdrowia za ileś  tam lat.

 

Kreta- relacja z wakacji.

Nasze coroczne, długo wyczekiwane wakacje tym razem odbyły się na pięknej Krecie. Udaliśmy się tam na przełomie sierpnia i września. I już, już pragnę nadrobić spore zaległości w relacji z tej cudownej podróży. Czeka was także druga część- informacje ogólne o Krecie. Miała być ona jako pierwsza, ale cóż… Wolę chyba jednak pokazać fotorelację jako pierwszą.

IMG_0046
Wyspa Spinalonga

Przyjazd na Kretę

Do hotelu z lotniska mieliśmy niedaleko. Zawsze staramy się wybierać hotele blisko niego. Na Lanzarote byliśmy tuż koło lotniska. Chodziliśmy na spacery, aby stawać tuż pod lądującymi samolotami. Niesamowite wrażenie. Te maszyny są fascynujące.

Dzień przylotu był bardzo gorący. Powitały nas jak zwykle cykady. To takie pluskwiaki, które każdego dnia dają niezły koncert na greckich wyspach. Już wcześniej je słyszałam w Kefalonii i zastanawiałam się, co to takiego. Nie widać ich, ale za to mocno słychać. Oczywiście oprócz tego, na greckich wyspach znajdziesz stada psów i dużo kotów. Psy niestety nie zawsze okazują się przyjazne. Grecy chyba mają zamiar coś z tym zrobić, bo ostatnio została zagryziona turystka. Zwierzęta biegające samopas to popularne zjawisko- są często dokarmiane przez okolicznych restauratorów i mieszkańców.

IMG_0057
Legendarne jezioro Voulismeni bez dna w Agios Nikolaos
IMG_0068
Błękitna kamieniczka w tymże miasteczku

Ponieważ ważniejszy był dla nas pokój, najpierw się zameldowaliśmy. I znów- pierwszy pokój okazał się lekką porażką, więc musieliśmy go wymienić. Nie jesteśmy jacyś mega wybredni, ale nie lubię jak się nam wciska ciemne pokoje, na parterze i do tego niemalże kilometr od budynku głównego. Za drugim podejściem otrzymaliśmy przyjemny pokój na pierwszym piętrze, z widokiem na morze i recepcję. Lubię czasem mieć widok na wejście główne, bo możesz być świadkiem ciekawych sytuacji ;-).

IMG_0004
Taki przystanek 🙂
IMG_0060
Loggia wenecka, Iraklion

Ponieważ już nie załapaliśmy się na obiad w hotelu, postanowiliśmy się udać gdzieś i zjeść coś poza nim. Zapytaliśmy w recepcji, jak dojść do centrum miasteczka i udaliśmy się w drogę. Było niesamowicie gorąco i prawie zero cienia więc zmęczył nas ten spacer niesamowicie. Zwłaszcza, że od dobrych paru godzin byliśmy na nogach. I miasteczko też jakoś blisko nie było. Znaleźliśmy przyjemną tawernę nad samym morzem i posiedzieliśmy tam dobre dwie godziny popijając zimne piwo  i zajadając się frytkami. Następnie wróciliśmy do hotelu, aby go obejść i odświeżyć się nieco. Około 19.00 zeszliśmy do restauracji.

Opcja, którą jak zwykle wybraliśmy, to all inclusive. Słyszę o niej wiele rzeczy i powtarzanych stereotypów. Ale uważam, że opcja ta jednak posiada wiele zalet. Przede wszystkim, wbrew temu, co mówi wielu ludzi, wybór jedzenia jest naprawdę zróżnicowany i są opcje dla każdego niemalże. Lubię pić zimne piwo i drinki i mam to wszystko wliczone w cenę. Nie muszę się martwić o płacenie za wszystko osobno. Zawsze też znajdę coś dobrego do jedzenia. Zwłaszcza, że często składniki są naprawdę dobrej jakości. Przy wyborze hotelu kierujemy się kilkoma istotnymi wymogami, więc nie są to przypadkowe miejsca. Zazwyczaj hotele są naprawdę fajne. Ten ostatni miał duże przestrzenie, ciekawe, niezagospodarowane sale i dużo przyjemnych miejsc na zewnątrz do posiedzenia. Poza tym hotel położony tuż nad samym morzem.

W hotelu była świetna restauracja. Zabukowaliśmy tam raz kolację. Zachód słońca, białe obrusy, wyśmienite jedzenie, świetna obsługa. Naprawdę warto korzystać z takich dodatkowych opcji. W poprzednim hotelu, na Malcie, było kilka restauracji, w tym chińska i marokańska i skorzystaliśmy z tej pierwszej. I także było bardzo smacznie. Mój ukochany mąż zresztą uwielbia chińską kuchnię. A przynajmniej tę zrobioną pod Europejczyków.

IMG_9944
Wystrój kościoła prawosławnego w Grecji

Spinalonga i okoliczne miasteczka

Trochę wylegiwania się, spacerów, pływania w słonym basenie ( po raz pierwszy dla nas ze słoną wodą, pewnie ze względu na bliskość morza) i przyszła pora na pierwszą wycieczkę. Wybraliśmy się na wyspę Spinalonga, a następnie do miasteczek Elounda i Agios Nikolaos.

Spinalonga nazywana jest dzięki długiej i barwnej historii wyspą trędowatych. Można na nią dopłynąć z miasteczka Elounda. Rejs zajmuje około 20 minut. Tego dnia było bardzo wietrznie, więc momentami miałam nawet gęsią skórkę. Ale nieco wietrzna pogoda dobra jest przy takich gorących temperaturach, bo wtedy o wiele łatwiej się zwiedza. Wyspa była wenecką twierdzą, a następnie kolonią trędowatych. Zbudowano tam miasteczko- były magazyny, domy, kościoły i cmentarze. Pozostałości po nim można podziwiać do tej pory. Klimat wyspy sprzyjał uprawie warzyw, a wenecjanie handlowali owocami morza oraz rybami. Następnie została zajęta przez Turków osmańskich ( 1715). Zamieszkały tam rodziny tureckie, aż do czasu, gdy przybyli pierwsi trędowaci. Były to początki XX wieku, gdy zapanował trąd, na którego nie było wówczas leku. Wysłano więc ich na Spinalongę. Utworzono tam też szpital i szkołę. Trędowaci żyli więc w odosobnieniu, w swoim miasteczku na wysepce. Z Krety dowożono im żywność i lekarstwa. Utworzyli oni społeczność, której przewodził ich przewodniczący, walczący o lepszy byt. W 1913 roku Kreta została przyłączona do Grecji i wtedy też na Spinalongę zaczęli przybywać chorzy z całego kraju. Trędowaci nauczyli się żyć własnym życiem. Tworzyli pary i zawierali przyjaźnie. Czasem takim parom rodziło się zdrowe dziecko. Zabierane było z wyspy, żeby miało szansę na życie bez trądu. Zapewne było to dla rodziców bardzo traumatyczne przeżycie. W końcu wynaleziono lek na trąd, było to w 1948 roku. Pierwsi mieszkańcy zaczęli opuszczać wyspę, a w roku 1957 Spinalonga została opuszczona przez nich na zawsze. Udali się oni do Aten. Z wyspy rozciągają się przyjemne widoki na morze i Kretę.

IMG_0057
Bazylika Agios Titos, Iraklion

Kolejnym naszym punktem było miasteczko Elounda, do którego powróciliśmy statkiem. Jest to takie kreteńskie Saint- Tropez- ekskluzywny kurort z polami golfowymi. Jest ciekawie usytuowane- skaliste wzgórza, piękne widoki na zatokę Elounda z piaszczystymi plażami i błękitną wodą. Istnieje legenda o antycznym miasteczku Olous. Znikło ono w VIII w. naszej ery. Przyczyną było najprawdopodobniej trzęsienie ziemi lub obsunięcie lądu. Przy bezwietrznej pogodzie można na dnie morza przy przesmyku zobaczyć zarysy jego murów. Niestety, jak pisałam wyżej, tego dnia było dość wietrznie. W Eloundzie zjedliśmy lunch w przyjemnej restauracji znajdującej się na wodzie, a następnie zrobiliśmy sobie spacer z przerwą na mega dużego gofra.

Po wizycie w Eloundzie pojechaliśmy do miasteczka Agios Nikolaos. Jest ono usytuowane na zatoką Mirabello, ok. 65 km na wschód od stolicy Krety, Iraklionu. Wybudowana tu najważniejszy port na wschodzie Krety. Jest to bardzo urokliwe miasteczko i nietypowo położone- z jednej strony morze, a w centrum Agios słone, głębokie jezioro i wysoka skalna ściana. Warto tam usiąść i napić się kawy lub lokalnego wina. Znajduje się też tam kilka muzeów np. Muzeum Archeologiczne z przedmiotami z miedzi czy Iris przestawiające bogactwo kreteńskiej flory i jej wykorzystanie (leki, barwniki, aromaty, oprawa uroczystości).

IMG_9957
Cmentarz na wyspie Spinalonga

Wymienione wyżej jezioro nazywa się j. Voulismeni, czy inaczej- jeziorem bez dna. Jest głębokie i strome zbocza zsuwają się mocno w dół. Krąży o nim wiele legend, m.in. o zatopieniu przez Niemców amunicji i pojazdów zbrojnych po przegranej II wojnie światowej. Nigdy ich jednak nie odnaleziono na dnie. Także został obalony mit o niezgłębionej otchłani wód- w 1853 roku pewien Brytyjczyk wyznaczył głębokość zbiornika na 64 m.

Wizyta w CretAquarium 

Akwarium znajduje się na uboczu, na terenie dawnej amerykańskiej bazy lotniczej. Są to duże tereny, z niszczejącymi budynkami. Można tam dojechać taksówką bezpośrednio pod budynek akwarium lub dojść kawałek z przystanku autobusowego. Starszym osobom nie polecam, gdyż idzie się tam ok. 10-15 minut bez odrobiny cienia, w skwarze. Komunikacja autobusowa jest na wyspie dobrze rozwinięta, więc dojazdy tymi pojazdami są przyjemne- osoba sprzedająca bilety także wymawia głośno nazwy przystanków oznajmiająca, są klimatyzacja i internet.

Wizyta była dla nas lekkim rozczarowaniem. Akwarium ciągle jest chyba w okresie przebudowy. To, co my zastaliśmy na miejscu, to mała sala z różnymi gatunkami ryb, kilkoma rekinami i jednym żółwiem. Owszem, okazy ciekawe i wyjątkowe, ale mieliśmy niedosyt. Zwiedzanie zajęło nam raptem może z 15 minut. Możliwe, że fakt, że byłam w kilku fajnych, dużych akwariach spowodował, że to mnie rozczarowało. Chociaż opinie miało dobre na stronie. Plusem jest, że nazwy i opisy są także w j. polskim.

Wieczór w Iraklionie 

W sobotę wieczorem wybraliśmy się na wizytę do stolicy Krety, Iraklionu. Zawsze organizowaliśmy takie wycieczki w ciągu dnia. Ale polecono nam udać się tam wieczorem, bo w dzień jest więcej turystów i gorąco. Dlatego tym razem dla odmiany wybraliśmy się na zwiedzanie wieczorne. Dostaliśmy się tam za pomocą miejskiej komunikacji, która jak pisałam wcześniej, działa bardzo dobrze. Jechaliśmy stromą drogą, spoglądając na strome klify i ciemne, uderzające o nie fale. Podróż była wygodna i niezadługa. Wysiedliśmy na dworcu i udaliśmy się w stronę miasta- musiałam sprawdzić, w którą stronę iść, bo nie było to takie oczywiste. Polecam więc GPS albo kierować się za ludźmi, bo większość z nich idzie do centrum.

Zanim przejdę do szczegółów z wycieczki, kilka słów o stolicy. Iraklion został założony przez Arabów w IX w. i początkowo nosił nazwę Al Kandak. Jest to ponad 170 tys. stolica i centrum życia na wyspie. Historia jest burzliwa i nie oszczędziła wielu budowli. Miasto jednak wywarło na mnie przyjemne wrażenie i wycieczka mi się podobała.

Po drodze minęliśmy kilka eleganckich hoteli, oświetlone rondo, restaurace. Znaleźliśmy się w porcie weneckim. Ładne miejsce, z licznymi łodziami i jachtami. Port założony został przez Arabów. Znajduje się tam Arsenał. Służył on do napraw statków, chronił przed sztormami i posiadał zbiorniki z solą oraz z wodą. Do dziś przetrwało sześć łukowych konstrukcji z dziewiętnastu, które były budowane od XV- XVII wieku. Port wenecki jest przyjemy na wieczorne spacery. Nie było nam dane odwiedzić ładnej Chanii, ale podobno tam port jest bardziej malowniczy i kameralny. Port ma długą historię i był rządzony przez Arabów i wenecjan. Handlowano tu woskiem pszczelim, jedwabiem, winem, oliwkami, oliwą, winogronami i solą.

Wszędzie panował gwar. Na każdym rogu też wystawali nastolatkowie, ale tacy poniżej 18 roku życia i nie wyglądali na pijanych itp. Postanowiliśmy najpierw znaleźć jakieś miejsce, aby zjeść kolację. Na początku usiedliśmy w restauracji tuż obok morza. Ale nie do końca spodobało się nam menu. I wbrew temu, co mówił szef, nie było tego, co chcieliśmy. Przeprosiliśmy więc i ku złości kelnera, opuściliśmy miejsce. Maszerowaliśmy więc dalej i niedługo potem znaleźliśmy małą, fastfoodową tawernę i tam mieliśmy swoją kolację z piwem. Było tanio i smacznie. Po kolacji udaliśmy się w stronę samego już centrum.

Tam deptakiem spacerowaliśmy i zaglądaliśmy do co ciekawszych sklepików. Wszędzie było pełno miejscowych i turystów- miasto kipiało życiem. Trafiliśmy na głośny Lwi Plac z fontanną Morosiniego. Oczywiście miejsca te łączą się z historią Arabów i ich panowania. Fontanna powstała głównie, aby zapewnić mieszkańcom dodatkowe źródło wody pitnej. Znajdują się na niej postaci z mitologii greckiej i lwy- herb Wenecji. Tuż naprzeciwko fontanny znajduje się Bazylika św. Marka. Tuż niedaleko Loggi weneckiej zakupiliśmy sobie ogromne porcje lodów w pysznym waflu i usiedliśmy w jej wnętrzu, aby troszkę oddalić się od spacerujących tłumów. Loggia to dawniej miejsce zamożnych, lordów, szlachty i arystokratów. Podejmowano tu ważne decyzje dotyczące handlu i ekonomii. Tutaj także ważne osobistości wypoczywały i bawiły się. Loggia jest w stylu jońskim i doryckim. We wnętrzu budynku znajduje się atrium. Obserwowałam przez nie gwiaździste niebo. Obecnie znajduje się tam ratusz.

Następnie udaliśmy się z powrotem na dworzec autobusowy, by powrócić do hotelu. Wybraliśmy boczne drogi i podziwialiśmy co ciekawsze kamienice. Było gorąco i na każdym rogu czaiły się nieszkodliwe grupki młodych ludzi.

Miasto nam się podobało. Na pewno warto tam zajrzeć i trochę pozwiedzać. Zwłaszcza, że podobno coraz bardziej się rozwija i coraz lepiej wygląda. No i dla portu weneckiego.

Oczywiście każdego dnia cieszyliśmy się ciepłą wodą w morzyu greckim piwem, winem i przysmakami tj. baklavą, tzazikami, pyszną i łatwą w przygotowaniu sałatką grecką, souvlakami i oliwą. Sama przywiozłam sobie puszeczkę oliwy, baklavę i drobne pamiątki. Próbowaliśmy znaleźć jakiś ładny, grecki rysunek. Ale było to trudne, bo wszędzie gotowce made in china. Jednakże w jednym sklepie udało nam się znaleźć ładne, greckie malunki. Kupiłam jeden sobie, drugi mamie.

Nie zwiedziliśmy co prawda ruin pałacu w Knossos, bądź też innych, podobno często ciekawszych. I miasteczek wśród gór. Ale nigdy nie da się zobaczyć wszystkiego, jeśli się jedzie na wakacje połączone z relaksem na plaży. Zawsze jednak staramy się zobaczyć kilka ciekawych miejsc. I w większości nas one zachwycają. Zawsze też spędzamy tydzień w danym miejscu.

W Grecji spędzaliśmy wspólnie wakacje po raz drugi. Pierwszy nasz wyjazd, zresztą bardzo udany, był na wyspę Kefalonia. Pięknie tam było, naprawdę polecam. I to na pewno nie jest nasza ostatnia wyprawa do Grecji. Klimat, plaże, ciepła i jasna woda w morzu, jedzenie, wino, miasteczka, oliwki- chociażby dlatego warto odwiedzić kraj spod flagi biało- niebieskiej.