(Aż) 14 typów niefajnych współpasażerów w Londynie.

Niemałym wyzwaniem bywa dla mnie przebywanie wśród tłumów, a na pewno już wśród ludzi, którzy kompletnie nie liczą się z innymi. Nie znoszę godzin szczytu i podróżowanie w czasie ich bywa dla mnie prawdziwą udręką. Najchętniej wynajęłabym sobie prywatną taksówkę i codziennie jak taka pani dojeżdżała i wracała nią z pracy. Ale bogata nie jestem i zostaje mi podróżowanie publicznymi środkami transportu. Same w sobie nie są złe, nie mam nic przeciwko. Poza tym w tym roku mogę powiedzieć, że jest naprawdę nieźle, jeśli idzie o frekwencję- w listopadzie ani jednego anulowanego pociągu w mojej godzinie powrotu, więc bardzo dobrze. Zeszły rok to była udręka- przynajmniej dwa razy w tygodniu wracałam autobusem w mega korkach. I chociaż, jak na londyńskie warunki, mam stosunkowo niedaleko, to taki spacer z buta zająłby mi minimum 2 godziny w jedną stronę ;-).

Przejdźmy do sedna więc- jaki typ pasażerów wkurza najbardziej. I czy sami czasem nimi nie jesteśmy? No to zaczynamy wyliczanie.

Szukający miejsca od wejścia

Bardzo irytujący nawyk blokowania ludziom wejścia. Wchodzą ludzie i zaraz się zatrzymują, żeby polować na miejsce. Może lewo, albo prawo? A może zostać? To pójdę. A nie, może lepiej się zatrzymam. I wchodzisz takiej osobie w d… przypadkiem, bo nagle staje i się nie rusza. Denerwuje mnie to ostatnio niesamowicie. No i kolejny krok- powolne siadanie, blokowanie przejścia, bo przecież plecak najpierw muszę zdjąć itp. A w tym czasie ty mogłeś zająć wolne jeszcze miejsce pięć razy. Dobrze, że wolę stać, bo mam pracę siedzącą i staram się chodzić i stać poza pracą, na ile to możliwe. Jednak plecy, zwłaszcza te starzejące się już powoli, potrzebują ruchu i zmian pozycji.

Blokujący przejście sobą i swoją komórką

Ostatnio coraz częściej trafiam na takich typów. Pełno ludzi, a ten/ta siedzi bokiem do przejścia, zamiast normalnie ” jak człowiek”, co zajmuje pół metra. A następne pół jego wyciągnięta ręka z telefonem komórkowym. Takim oto sposobem zajmuje sobą całe przejście. Ale to nic- wchodzą ludzie do pociągu i taki oto osobnik nie raczy się na ten czas chociaż z drogi usunąć. Rzadko bywam złośliwa, ale ostatnio takiego pana delikatnie kolankiem i niegrzecznym ” Sooryy” potraktowałam. Bardzo byłam poirytowana.

Blokujący wyjście 

Zdarzyło mi się nie wcisnąć do pociągu, bo całe przejście było zastawione ludźmi, a alejki nie. I na prośbę wsiadających tamci mimo wszystko się nie przesuwali. No masakra jakaś i totalne samolubstwo jak dla mnie. Smutne. Czasem naprawdę ludzi trzeba po chamsku przesunąć. Bo jak próbujesz grzecznie, to nie zawsze działa.

Halooo, halooo

Czyli ci, co wydzierają się do telefonu. Słyszysz każde słowo. Na dodatek niektórzy podczas rozmowy się nakręcają i mówią coraz głośniej i głośniej, aż w końcu zaczynają krzyczeć. Jeśli już raz na tysiąc zdarzy się taki odważny, co zwróci im uwagę to albo: będzie jeden totalny bluzg w kierunku zwracającego uwagę; a często w przypadku zwrócenia uwagi osobie o innym kolorze skóry oskarżenia o rasizm. I bądź tu mądry.

Hej Mr DJ 

Uwielbiam też tych, co od rana bawią się w dj’ów. A co. Niech cały pociąg posłucha, co mam na liście ulubionych utworów. Albo jak wyglądają msze w moim kościele. Przecież to fajna rozrywka. Niech każdy słucha, co jest na rzeczy. Pff, nie znoszę.

Siedzący w rozkroku

Czasem to bardzo mali panowie z małą wagą, ale zajmują dwa siedzenia. Bo lubią siedzieć w rozkroku. Siadasz obok nich i zero reakcji. Ani na centymetr nie zsuną nóg. Bo po co? Zostaje ci zwrócenie uwagi albo siedzenie jednym półdupkiem w powietrzu.

Wpychający się „na chama”

Jedno z najgorszych też- nie wyjdziesz, bo ci nie pozwolą. Drzwi się otwierają i jeden wielki atak na wagon. Najlepsze jest to, że jak ja grzecznie stanę z boku, żeby zrobić miejsce wychodzącym, to zawsze ktoś i tak mi się wepchnie, żeby być przede mną, a do tego zablokować wysiadających.

public tr time out
Żródło: Time out

 

Zabierający twoją przestrzeń

Pół pociągu czy autobusu pustego, ale ktoś akurat ma potrzebę stania tuż, tuż obok ciebie. Niemalże wchodzi na ciebie. Ale po co? To niezdrowe. Rozumiem przy ścisku w godzinach szczytu- tutaj to nieuniknione. Ktoś może lubi bliskość…

Usiądę właśnie obok ciebie

Podobne do poprzedniego, ale jeszcze bardziej niepokojące. Słyszałam wiele razy o takiej historii, i też mi się zdarzyło. Pociąg itp. prawie pusty, a tu nagle obok ciebie ktoś siada mimo tylu wolnych siedzeń. Ale po co? To nie jest normalne. Nie dla mnie. Niestety, czasem taka osoba okazuje się po prostu zboczeńcem. Najlepszą metodą jest czasem ostatecznie zmiana miejsca, jeśli się da.

Frytki z vinegarem

Zapaszki, zapaszki. Ktoś siada obok ciebie i zaczyna się cały pokaz- pachnąca rybka, mlaskanie, chrupanie i oblizywanie palców. Super, po prostu ekstra. Zapachy w całym autobusie czy przedziale.

Wypchane plecaki i rowery

Nie ma to jak zahaczać co chwilę kogoś swoim mega wypchanym plecakiem czy zajmować miejsce innym osobom dużym rowerem. A przecież można w nogach postawić go na czas podróży, tzn. plecak. A w pociągu są półeczki. Rozumiem, że podróże z rowerem są legalne i można to robić, ale serio- w godzinach szczytu. I dość odważne. Ale po co ci na rowerach używają pociągów?

Uwaga brzydko pachnę

Niektórzy pachną co najmiej brzydko. Wczorajszy albo przed, przedwczorajszy pot. Ubrania pachnące olejem albo niepraniem. Tłuste włosy. Wydaje mi się, że jednak większość z tych ludzi ma łazienkę i wodę. Ale jednak brak tej podstawowej potrzeby jaką jest mycie… Ja uwielbiam się kąpać za to! I chyba robię to czasem za takich trzech.

Nogi na siedzeniu

Zmorą jest widywanie ludzi w bardzo brudnych ubraniach. A już nie znoszę butów położonych na siedzeniach. Jaka to oznaka braku szacunku dla innych.. Kłaść nogi na czymś, na czym ktoś później usiądzie. Niestety, częste to tutaj zjawisko i praktykowane zwłaszcza przez młodych ludzi. Ale nie tylko.

Na koniec bonus- pociągający nosem!

Niestety, to bardzo częste. I u mnie w pracy co druga osoba pociąga nosem. W środkach transportu to prawdziwa plaga- ludzie chyba uwielbiają wciągać swoje wydzieliny. Czasem sobie stoję i orkiestra gra- na głosy. Serio? Dorośli ludzie i nie potrafią przed wejściem do pociągu oczyścić nosa? Zawsze to robię, a później mam spokój i nie muszę innych drażnić tym nieprzyjemnym dźwiękiem. Rozumiem dziecko, ale dorosła osoba? Czasem taka niby elegancka i porządna, ale jednak…

 

Nie jestem święta, też mi się zdarzają potknięcia. Ale zazwyczaj staram się jakoś ułatwić życie i podróż innym, bo sama wiem, jakie to nieprzyjemne jak inni się tak zachowują. Szkoda, że wiele osób żyje tak głęboko w swoim ja i nie zwraca uwagę na innych. A podróże byłyby o niebo przyjemniejsze, gdyby ludzie się szanowali i uśmiechali czasem do siebie. A tych jest stanowcza mniejszość. Szkoda, że jest nas tak wielu nieszczęśliwych i po prostu samolubnych.

 

Podsumowanie listopada- nowości, książki, filmy

Święta się zbliżają- jak cudownie. Zwłaszcza, że w tym roku spędzamy je z rodziną męża. To mój pierwszy raz z nimi przy świątecznym stole. I jak się cieszę! Nie latam za często do Polski na święta, jednak są one zupełnie inne, niż tutaj. Mają inny klimat. A jak już śnieg spadnie, to w ogóle czad… Apropos śniegu, kilka dni temu nawet w Londynie padał przez chwilę. I znów, jak ten dzieciak, gęba mi się cieszyła i nie mogłam skupić się na pracy. Niemalże przykleiłam się do okna. Wiem, że nie tylko ja jako dorosła tak mam ;-). Niedługo znów ma troszkę popadać.

Tymczasem nowości. Co nowego się działo w mijającym miesiącu, wyjścia, książki i inne ciekawe rzeczy.

Teatr

W prezencie urodzinowym kupiłam sobie bilet do teatru na sztukę kryminalną na podstawie książki A. Christie ( znów ona!) pt. Morderstwo odbędzie się…. Po angielsku brzmi to A Murder Is Announced… Wybraliśmy się do lokalnego, jak się okazało, bardzo fajnego teatru. Mieliśmy zabukowane miejsca blisko sceny, więc dobrze widzieliśmy aktorów. Obsada bardzo fajnie dobrana, kilku aktorów z popularnych angielskich seriali (np. Eastenders) . W tej powieści główną rolę grała znana starsza panna Marple. To taka trochę wścibska angielska pani, ale jednak z bystrym umysłem. Potrafi niezwykle dobrze rozwiązywać kryminalne zagadki. Akcja była dość wartka, postaci wyraziste, wystrój sceny w stylu salonu angielskiej klasy średniej. Końcówka zaskakująca jak to w przypadku wielu powieści A. Christie. Spędziliśmy miły wieczór w teatrze. Oprócz upierdliwego pana obok, który miał nieodpartą chęć komentowania całego przestawienia. To nasza druga i nie ostatnia sztuka tego typu. Wiem, że niedługo kolejna będzie wystawiana w tym samym teatrze. Wolę teatr niż kino, nie powiem. Choć to drugie też lubię, ale bez popcornu ;-).

Podobny obraz
Plakat z Ani

Książki

Czytanie o drzewach idzie mi wolno, ale czytam. Bardzo ciekawe jest, ile czują drzewa. I nie czyta się tej książki może szybko, ale warto. Za to wciągam moje ulubione tematy. No i przeczytałam książkę Żółwie Lądowe D. Boruszkowskiej. Planujemy bowiem od nowego roku zaprosić do naszego mieszkanka nowego współlokatora. Dlatego też ostro, zwłaszcza mój mąż, się edukujemy. Książki, strony internetowe, fora. Mój znajomy, który lubi gady i ma na ich temat sporą wiedzę, specjaliści itp. Terrarium naszego przyszłego żółwia jest przygotowane oraz na bieżąco ulepszane i cała reszta też. Teraz tylko powitać małego mieszkańca. Mam nadzieję, że okaże się to ciekawym i fascynującym doświadczeniem. Zwłaszcza, że mój mąż zawsze chciał mieć żółwia.

Fajna piosenka 🙂

Film

Zaczęłam oglądać serial Ania, nie Anna. Byłam bardzo podekscytowana i zaciekawiona, co z tego wyjdzie. I nie zawiodłam się. Wyraziste postaci, piękne zdjęcia, ciekawa akcja. Podczas oglądania pierwszego odcinka, wiele razy ściskało mnie w gardle ze wzruszenia, czyli jest dobrze. Polecam i zabiorę się za kolejny odcinek. Chyba wykupię w tym celu Netflix znów.

Ostatnio przyjaciółka poleciła mi także ciekawą serię, którą można oglądać na youtube- Very British Problems. Występują w nim różni znani ludzie i popularny ostatnio James Corden, którego lubię i cenię za wiele talentów i fajne programy. Interesują mnie ludzkie obyczaje, zachowania i w ogóle ludzie- więc oglądam to z wielkim zainteresowaniem. Zwłaszcza, że mieszkam własnie tu, w Wielkiej Brytanii.

Kuchnie świata i nowe smaki 

Odkryliśmy ostatnio lokalną hinduską knajpkę. Lubię ich jedzenie, a i miejsce okazało się fajne. Smaczne jedzenie, uprzejmy kelner, przyjemny, ciepły lokal i fajny klimat. Zamówiliśmy przystawkę: pierożki momo z kurczakiem ( nie mój smak, ale przynajmniej spróbowałam), chlebek paratha, danie uliczne z warzywami z sosami oraz grillowaną jagnięciną jako danie główne. Smaczne i świeże dania. Na pewno tam w następnym roku wrócimy. Uważam, że takie wyjście chociaż raz na miesiąc jest jak najbardziej polecane. Londyn oferuje tyle różnych kuchni- cały świat tu jest, więc trzeba korzystać.

Moda i uroda

Dalej szukam sweterka kaszmirowego. Ale na razie przerwałam poszukiwania i sprawiłam sobie dwa ładne swetry z jasnych kolorach, które też mają lekką domieszkę kaszmiru. Od dawna czaiłam się na ubrania tej marki, a i częściowo skorzystałam z wyprzedaży, bo tanie nie są. Mint Velvet ma ubrania w jasnych kolorach i ładne buty. Także skorzystałam z karty upominkowej od przyjaciólki do White Company i zakupiłam sobie mini perfum ( zapach o.k. ale nie do końca mój typ) i piękną, czarną wełnianą sukienkę. Jestem zadowolona. I nie wiem, kiedy znów skorzystam, bo ceny mają z kosmosu tam. Jedyne, co mnie denerwuje w tych droższych markach to jest to, że nie zawsze cena jest na równi z jakością niestety. Kilka razy już się o tym przekonałam. Trzeba szukać i najlepiej, jeśli jest możliwość, mieć okazji sprawdzić najpierw na żywo.

Im starsza też jestem, tym mniej podobają mi się ubrania marek dla młodzieży, gdyż powoli zaczynam stawiać na jakość, nie ilość oraz subtelne kolory i bardziej klasyczny styl. Ostatnio widziałam reklamę polskiej marki Solar i byłam zachwycona kolorami, stylem i klasą. Ceny też mają mega, nawet jak na warunki angielskie. Ale byłam w ich sklepie, oglądałam, dotykałam materiałów i myślę, że jednak warto w takie ubrania inwestować. Do biura osobiście polecam spodnie marki Monnari– ceny są często o.k., bardzo duży wybór spodni i dobra jakość. Miałam kiedyś piękne, granatowe, eleganckie ale własnie w takim luźnym eleganckim stylu jak lubię i ciągle je nosiłam. Niestety, po diecie spadły mi z tyłka. Zdaje się, że się ich pozbyłam, chociaż nie pamiętam. Ale przecież można też zmniejszyć.

IMG_0692
Szykuję się do świąt 🙂

Idą święta

To już niedługo. Postaram się przygotować jakiś fajny wpis na ten temat z działem prezenty, pomysły i przepisy. Póki co, już na początku grudnia wystawiłam moją ozdobę, w następnym tygodniu więcej. Planuję też wybrać się niedługo na świąteczny market, których jest tutaj mnóstwo oraz koncert świąteczny.

Konferencja o przemocy

Teraz na przełomie listopada i grudnia udałam się na konferencję dotyczącą przemocy w stosunku do kobiet, napaści na tle seksualnym, obrzezania kobiet i wymuszonych małżeństw.

Przemocy doświadcza w życiu 1 na 4 kobiety. Często się one nie przyznają natomiast czasem sami możemy dostrzec, że coś jest nie tak. A już na pewno jak kobieta ma widoczne ślady przemocy na ciele. Gorzej z przemocą psychiczną, ale tutaj też można zaobserwować zmiany w zachowaniu kobiety lub np. częstych telefonach od prześladowcy. Jeśli chodzi o mężczyzn, to oni także są ofiarami przemocy. Tutaj jest to stosunek 1 na 6. Są osobne organizacje, a także infolinia, gdzie mogą dzwonić.

Gwałty zdarzają się często. I nigdy nie można oskarżać kobiety o wyzywający strój czy za dużą ilość wypitego alkoholu- zdrowy na duchu i umyśle mężczyzna nigdy z tego powodu nie dopuści się gwałtu, nawet jak kobieta stanie przed nim w samej bieliźnie.

Zjawisko o nazwie FGM, czyli z angielskiego Female Genital Mutilation, czyli zabieg obrzezania kobiet (klitoridektomia) to okrutne i niebezpieczne zjawisko. Każdego roku, zwłaszcza wśród plemion afrykańskich i w niektórych krajach środkowego i dalekiego wschodu, a także Ameryki Południowej, miliony kobiet zostaje okaleczonych na całe życie. Są cztery etapy tego zabiegu i ten ostatni jest najgorszy- wycięcie łechtaczki, warg i częściowe zszycie wejścia do pochwy. Robi się to w prymitywny sposób- najczęściej żyletką, nożem lub kawałkiem szkła, bez uwzględnienia podstawowych zasad higieny. Kobiety są okaleczane na całe życie. A później każe im się współżyć i rodzić dzieci, co nie raz kończy się śmiercią, a co najmniej okropnymi cierpieniami. W krajach rozwiniętych tj. UK, USA itp. dalej się to stosuje wśród wyżej wymienionych ludów, które wyemigrowały na zachód. I podobno, często wykonawcami są same kobiety.

Ostatni temat, który dotyczy zarówno mężczyzn i kobiet, to małżeństwa wymuszone. Jest to absolutnie zakazane w naszej kulturze. Także mężczyźni bywają zmuszani do małżeństw, często geje albo starsi panowie z problemami z demencją.

Są liczne organizacje i infolinie, które pomagają w wyżej wymienionych przypadkach. Można się do nich udać lub zadzwonić. A także zgłosić na policję. Jest to utrudnione, ale także możliwe z zagranicy ( ważne jest, aby kogoś zaufanego o tym powiadomić albo zebrać informacje o organizacji zanim cię ktoś np. wyśle do innego kraju w celu przymusowego zawarcia małżeństwa). Działają także specjalne, chronione domy dla ofiar przemocy, do których można się udać.

Warto sobie zdawać sprawę, nawet jeśli bezpośrednio się tego nie doświadczyło, że takie rzeczy dzieją się na świecie. I w razie czego wiedzieć jak postąpić. Może to nawet uratować komuś życie. I rozwinąć naszą świadomość.

Tymczasem kończę nasze comiesięczne podsumowanie i życzę wszystkim miłego końca weekendu i nadchodzącego tygodnia.

Być czy mieć? Co jest ważniejsze?

MIEĆ jest tylko o tyle istotne, o ile wzbogaca twoje BYĆ.  Jan Paweł II

 

Tyle się dzieje na tym świecie. Ostatnie wydarzenia mnie zmusiły do rozmyślań po raz kolejny. I zrozumiałam smutną prawdę nie pierwszy raz- wiele zależy od przypadku, człowieka, który stanie ci na drodze, czy będziesz tutaj dalej.

Znalezione obrazy dla zapytania byc czy miec
Źródło: Zaraz wracam

Mieć i żyć

Jestem na dobrym etapie życia. Mam wszystko, czego potrzebuję i więcej mi nie potrzeba. Owszem, rozwój osobisty, ciekawsza praca itp. się przydadzą i będę nad tym wciąż pracować. Ale całą resztę- zdrowie, rodzinę, miłość, ukochaną osobę, smaczne jedzenie, dach nad głową, fajne ubrania, książki itp. mam.

I tyle się planuje. Kupuje piękne ubrania, nowe rzeczy do domu. A później nachodzi mnie taka refleksja- po co, na co. Co mi to da? Dzisiaj jestem, jutro może mnie nie być. Dom ma być ostoją, a nie zawsze w domu jest bezpiecznie. Nachodzą mnie lęki, złe myśli i dupa.

Zamach w Egipcie

Nie mogę pojąć, jak można uśmiercić taką liczbę niewinnych ludzi. Po prostu kilka setek ludzi wysadzić w powietrze. Czy życie każdego nie jest bezcenne? Dlaczego inni o tym decydują, czy je ci zabrać? Gdy dzieją się takie rzeczy w naszej Europie czy nawet w USA, przeżywamy to mocniej. O Azji, Afryce itp. nie myślimy za dużo. O.k. Daleko, inny świat itp. Ale jednak- po co to, na co? To też ludzie jak my.

Naokoło klimat świąteczny niemalże już. Dzwoneczki, piękni ludzie w reklamach, eleganckie ubrania, cudowne wnętrza domów, mrugające do ciebie choinki. A życie jakby na przekór- nie, to wszystko to syf. Nie może być za pięknie. Chociażby dlatego, że idąc na świąteczny targ może w ciebie wjechać w rytmie kolęd wielka, do tego wyładowana bronią ciężarówka. Trzask, prask i nie ma. Zgasło kolejne ja.

Życie to nie je bajka jak mówią. Szkoda, że nie jest jak z tych pięknych zdjęć i świątecznych kartek pełnych śniegu i bajkowych widoków- pięknie, kolorowo, spokojnie, sielanka po prostu. Świat jest piękny, ale tak wielu ludzi nieszczęśliwych i pragnących śmierci drugiego.

Panika na Oxford Street

W piątek byliśmy świadkami eskalacji paniki w samym centrum Londynu. Wiadomo- turyści, sklepy, godziny szczytu i do tego Black Friday. Tam jest zawsze pełno ludzi. Kiedyś wybrałam się na początku grudnia i byłam na Oxford Street około godziny 9. I co? Było o.k.- Londyńczycy pędzili do pracy, a turyści jeszcze spali w swych białych, hotelowych łożach. Ale godzinę później już tak pięknie nie było. Zaczęła się turystyczna bieganina. Unikam tego miejsca raczej.

Piątkowe wydarzenie pokazuje, jak mało potrzeba, aby wywołać panikę. Strach, bieganina, taranowanie innych. Przez bójkę dwóch znerwicowanych życiem ludzi i prawdopodobnie jakiś przy tym dziwny odgłosem, który zmusił tę masę ludzi do ucieczki. Jesteśmy znerwicowani, spanikowani i taka jest prawda. Mało potrzeba, aby wyrwać się do ucieczki. W centrum o tej porze bywam ostatnimi czasy nie za często- zazwyczaj tylko wtedy jak jest to związane z pracą albo spotkaniem z koleżanką. Generalnie unikam centrum, chociaż Londyn jest fajny i ma co pokazać. Oczywiście są też jego brzydkie strony, ale to było w starszym wpisie.

To mieć czy być?

Chyba wszystko naraz. Mieć, żeby się tym cieszyć, póki można. I być- doświadczać, kochać, poznawać, smakować itp. Nie znaczy to, żeby nabywać milion zbędnych dupereli, ale żeby kupić tę piękną, ukochaną sukienkę, cudowny perfum, wspaniałą książkę i napić się pysznej herbaty. Małe rzeczy, a cieszą. I róbmy to, póki tu jesteśmy. Mamy okazję.

I jak mówił JPII- warto mieć, ale żeby wzbogacić twoje być. Czyli mieć środki, zasoby, możliwości, które pozwolą na rozwój twojego być. Nie negujmy więc bogactwa. Tylko korzystajmy z niego rozsądnie. I bądźmy bogaci wewnętrznie.

 

Staram się patrzeć przez różowe okulary, chociaż bywa to ciężkie. Ale też z taką myślą powstał ten blog- aby spojrzeć na świat innym okiem, walczyć z własnymi słabościami, cieszyć się z chwil i małych rzeczy oraz unikać jak się da nadmiaru złych wiadomości.

Październik- podsumowanie. Książki, nowości, uroda.

Nastał czas na podsumowanie października. Był to dość spokojny miesiąc, ale kilka nowości się uzbierało. Jesień okazała się łaskawa prawie do ostatnich dni miesiąca- słońce, ciepło i te piękne, złote liście. Cud, miód i orzeszki. Dopiero pod sam koniec miesiąca się znacznie ochłodziło. Ale wciąż dni są dość ładne i zazwyczaj pogodne.

IMG_0403
Jesienny, lokalny park.

 

Muzyka

Nie słucham jej bardzo dużo, ale często sięgam po klasyki z przeszłości. I tak o to na mojej liście znalazły się stare piosenki zespołu Offspring, bardziej rockowa Pink ( kobieta ma głos, charakter i obycie!), w pracy spokojnie- cudowne, gitarowe utwory Jacka Johnson’a. W domu trochę starego, polskiego punku. No i trochę chill outu. Słuchałam też piosenki do filmu La La Land oraz Nosowskiej. Polecam też muzykę w filmu Wielkie Kłamstewka jak i sam film.

Film

Wciąż kilka czeka w kolejce. Zaczął się drugi sezon serialu Belfer i oglądnęliśmy pierwszy i drugi odcinek. Sezon drugi rozpoczął się dość spokojnie, jednak ostatnia scena trochę podgrzała atmosferę. Drugi odcinek to akcja i zabijanie. Natomiast momentami tak nieprofesjonalnie nagrane- policja, skok z okna i napisy w szybach, że nie wiedziałam, czy się bać czy śmiać.

IMG_0569
Moja październikowa ozdoba balkonu.

 

Moda i uroda

Zima nadchodzi, więc zakupiłam sobie kilka bluzek grzejących, podkoszulkę i mega wygodny biustonosz firmy Uniqlo. Jest to japońska marka. Ich sklep można znaleźć  między innymi na londyńskim Picadilly. Ceny nie są wygórowane. Bluzki wypróbowałam, ale ciężko mi się jeszcze o ich jakości wypowiedzieć, gdyż nosiłam lekkie doły i to nie pomagało. Chyba najlepiej kupować całe zestawy grzejące- bluzka+ legginsy.

Ręce o tej porze roku szybko stają się wysuszone. I niestety, usta zaczęły pękać. Warto więc stosować 1-2 w tyg. peeling np. z cukru. I natłuszczać jakąś dobrą, naturalną pomadką ochronną. Inna metoda, lecz kusząca- miodem posmarować na noc. Dłonie natomiast smarować dobrym kremem, stosować maseczki i rękawice nawilżające oraz okład z oliwy. To samo paznokcie. Moje lubią się rozdwajać, ale zazwyczaj dzieje się to z nimi, gdy za często je maluję. Dlatego robię sobie dłuższą przerwę między malowaniem i moczę paznokcie w  podgrzanej oliwie z wit. E i z sokiem z cytryny.  Wiemy, że witamina E jest bardzo potrzebna. Dodaje jej się ją także do kosmetyków nawilżających i przeciwzmarszczkowych.

To samo ze stopami- zimą robią się bardziej suche. Ostatnio użyłam po kąpieli skarpet nawilżających. Miałam je ubrane ok. 20 minut. Stopy były przyjemne w dotyku i bardziej miękkie.  Kupiłam je w drogerii Superdrug, są tej samej marki.

Książki

Niby czytam, ale czasem jakby nie czytam. Musze w końcu skupić się na konkretnej pozycji i dokończyć to, co nie dokończone. Planuję kilka ciekawszych i wartościowych książek zakupić przy najbliższej wizycie w Polsce i na poważnie zabrać się za inwestycję w przyszłość w postaci czytania. Dużo czytam magazynów o tematyce psychologicznej i społecznej, ale z książkami gorzej. Ostatnio też czytałam kilka interesujących blogów, które znalazłam przy okazji szukania pewnych informacji, np. Kameralna. Blog kobiecy z pięknymi zdjęciami i przydatnymi informacjami dla pań. Mam kilka ciekawych ebooków, których też jeszcze nie skończyłam. Mało inspirujące, wiem, he he.

Dieta i zdrowie

Cały październik praktycznie zrzucałam kilogramy po urlopach. No i udało mi się schudnąć prawie 3 kg. Też dobrze. Od zeszłego roku się naprawdę pilnuję i co nadrobię- zaraz zrzucam, żeby zachować odpowiednią sylwetkę. Chudnę trochę mniej niż zwykle, bo moja dieta nie jest prowadzona przeze mnie jak dawniej. Przede wszystkim nie ograniczam się do produktów z tamtej listy, a jem dodatkowo inne, ale okazjonalnie i w nie za dużych ilościach. I jest o.k. Pozwalam sobie nawet czasem, w ramach moich tygodniowych kalorii, na jakiś nie do końca dietetyczny przysmak np. croissanta i jeśli przestrzegam ogólnie diety, nie powoduje to większych zmian. Oczywiście wiem, nie jest to zbyt zdrowe i nie nisko tłuszczowe. Ale jakie pyszne! 😉

Kuchnia

Dla mnie jesień to czas gorących zup- kremów, ciepłych owsianek z: bananem, orzechami i ewentualnie odrobiną miodu, herbaty imbirowej ( domowej roboty!), której dawniej nie lubiłam i eksperymentowania z różnymi daniami. Bardzo lubię też gorącą czekoladę, ale chwilowo wybieram także pyszną kawę Inkę po kolacji. Zawsze też można wpić gorącą czekoladę w wersji light- kakao gorzkie bądź z dodatkiem ksylitolu.

Planuję też więcej zmian, nauki, rozwijania się. W końcu człowiek powinien dla własnego dobra się uczyć czegoś nowego każdego dnia. Codzienny trening mózgu na pewno się opłaci zarówno przy szukaniu fajnej, ambitnej pracy jak i dla zdrowia za ileś  tam lat.

 

Kreta- relacja z wakacji.

Nasze coroczne, długo wyczekiwane wakacje tym razem odbyły się na pięknej Krecie. Udaliśmy się tam na przełomie sierpnia i września. I już, już pragnę nadrobić spore zaległości w relacji z tej cudownej podróży. Czeka was także druga część- informacje ogólne o Krecie. Miała być ona jako pierwsza, ale cóż… Wolę chyba jednak pokazać fotorelację jako pierwszą.

IMG_0046
Wyspa Spinalonga

Przyjazd na Kretę

Do hotelu z lotniska mieliśmy niedaleko. Zawsze staramy się wybierać hotele blisko niego. Na Lanzarote byliśmy tuż koło lotniska. Chodziliśmy na spacery, aby stawać tuż pod lądującymi samolotami. Niesamowite wrażenie. Te maszyny są fascynujące.

Dzień przylotu był bardzo gorący. Powitały nas jak zwykle cykady. To takie pluskwiaki, które każdego dnia dają niezły koncert na greckich wyspach. Już wcześniej je słyszałam w Kefalonii i zastanawiałam się, co to takiego. Nie widać ich, ale za to mocno słychać. Oczywiście oprócz tego, na greckich wyspach znajdziesz stada psów i dużo kotów. Psy niestety nie zawsze okazują się przyjazne. Grecy chyba mają zamiar coś z tym zrobić, bo ostatnio została zagryziona turystka. Zwierzęta biegające samopas to popularne zjawisko- są często dokarmiane przez okolicznych restauratorów i mieszkańców.

IMG_0057
Legendarne jezioro Voulismeni bez dna w Agios Nikolaos
IMG_0068
Błękitna kamieniczka w tymże miasteczku

Ponieważ ważniejszy był dla nas pokój, najpierw się zameldowaliśmy. I znów- pierwszy pokój okazał się lekką porażką, więc musieliśmy go wymienić. Nie jesteśmy jacyś mega wybredni, ale nie lubię jak się nam wciska ciemne pokoje, na parterze i do tego niemalże kilometr od budynku głównego. Za drugim podejściem otrzymaliśmy przyjemny pokój na pierwszym piętrze, z widokiem na morze i recepcję. Lubię czasem mieć widok na wejście główne, bo możesz być świadkiem ciekawych sytuacji ;-).

IMG_0004
Taki przystanek 🙂
IMG_0060
Loggia wenecka, Iraklion

Ponieważ już nie załapaliśmy się na obiad w hotelu, postanowiliśmy się udać gdzieś i zjeść coś poza nim. Zapytaliśmy w recepcji, jak dojść do centrum miasteczka i udaliśmy się w drogę. Było niesamowicie gorąco i prawie zero cienia więc zmęczył nas ten spacer niesamowicie. Zwłaszcza, że od dobrych paru godzin byliśmy na nogach. I miasteczko też jakoś blisko nie było. Znaleźliśmy przyjemną tawernę nad samym morzem i posiedzieliśmy tam dobre dwie godziny popijając zimne piwo  i zajadając się frytkami. Następnie wróciliśmy do hotelu, aby go obejść i odświeżyć się nieco. Około 19.00 zeszliśmy do restauracji.

Opcja, którą jak zwykle wybraliśmy, to all inclusive. Słyszę o niej wiele rzeczy i powtarzanych stereotypów. Ale uważam, że opcja ta jednak posiada wiele zalet. Przede wszystkim, wbrew temu, co mówi wielu ludzi, wybór jedzenia jest naprawdę zróżnicowany i są opcje dla każdego niemalże. Lubię pić zimne piwo i drinki i mam to wszystko wliczone w cenę. Nie muszę się martwić o płacenie za wszystko osobno. Zawsze też znajdę coś dobrego do jedzenia. Zwłaszcza, że często składniki są naprawdę dobrej jakości. Przy wyborze hotelu kierujemy się kilkoma istotnymi wymogami, więc nie są to przypadkowe miejsca. Zazwyczaj hotele są naprawdę fajne. Ten ostatni miał duże przestrzenie, ciekawe, niezagospodarowane sale i dużo przyjemnych miejsc na zewnątrz do posiedzenia. Poza tym hotel położony tuż nad samym morzem.

W hotelu była świetna restauracja. Zabukowaliśmy tam raz kolację. Zachód słońca, białe obrusy, wyśmienite jedzenie, świetna obsługa. Naprawdę warto korzystać z takich dodatkowych opcji. W poprzednim hotelu, na Malcie, było kilka restauracji, w tym chińska i marokańska i skorzystaliśmy z tej pierwszej. I także było bardzo smacznie. Mój ukochany mąż zresztą uwielbia chińską kuchnię. A przynajmniej tę zrobioną pod Europejczyków.

IMG_9944
Wystrój kościoła prawosławnego w Grecji

Spinalonga i okoliczne miasteczka

Trochę wylegiwania się, spacerów, pływania w słonym basenie ( po raz pierwszy dla nas ze słoną wodą, pewnie ze względu na bliskość morza) i przyszła pora na pierwszą wycieczkę. Wybraliśmy się na wyspę Spinalonga, a następnie do miasteczek Elounda i Agios Nikolaos.

Spinalonga nazywana jest dzięki długiej i barwnej historii wyspą trędowatych. Można na nią dopłynąć z miasteczka Elounda. Rejs zajmuje około 20 minut. Tego dnia było bardzo wietrznie, więc momentami miałam nawet gęsią skórkę. Ale nieco wietrzna pogoda dobra jest przy takich gorących temperaturach, bo wtedy o wiele łatwiej się zwiedza. Wyspa była wenecką twierdzą, a następnie kolonią trędowatych. Zbudowano tam miasteczko- były magazyny, domy, kościoły i cmentarze. Pozostałości po nim można podziwiać do tej pory. Klimat wyspy sprzyjał uprawie warzyw, a wenecjanie handlowali owocami morza oraz rybami. Następnie została zajęta przez Turków osmańskich ( 1715). Zamieszkały tam rodziny tureckie, aż do czasu, gdy przybyli pierwsi trędowaci. Były to początki XX wieku, gdy zapanował trąd, na którego nie było wówczas leku. Wysłano więc ich na Spinalongę. Utworzono tam też szpital i szkołę. Trędowaci żyli więc w odosobnieniu, w swoim miasteczku na wysepce. Z Krety dowożono im żywność i lekarstwa. Utworzyli oni społeczność, której przewodził ich przewodniczący, walczący o lepszy byt. W 1913 roku Kreta została przyłączona do Grecji i wtedy też na Spinalongę zaczęli przybywać chorzy z całego kraju. Trędowaci nauczyli się żyć własnym życiem. Tworzyli pary i zawierali przyjaźnie. Czasem takim parom rodziło się zdrowe dziecko. Zabierane było z wyspy, żeby miało szansę na życie bez trądu. Zapewne było to dla rodziców bardzo traumatyczne przeżycie. W końcu wynaleziono lek na trąd, było to w 1948 roku. Pierwsi mieszkańcy zaczęli opuszczać wyspę, a w roku 1957 Spinalonga została opuszczona przez nich na zawsze. Udali się oni do Aten. Z wyspy rozciągają się przyjemne widoki na morze i Kretę.

IMG_0057
Bazylika Agios Titos, Iraklion

Kolejnym naszym punktem było miasteczko Elounda, do którego powróciliśmy statkiem. Jest to takie kreteńskie Saint- Tropez- ekskluzywny kurort z polami golfowymi. Jest ciekawie usytuowane- skaliste wzgórza, piękne widoki na zatokę Elounda z piaszczystymi plażami i błękitną wodą. Istnieje legenda o antycznym miasteczku Olous. Znikło ono w VIII w. naszej ery. Przyczyną było najprawdopodobniej trzęsienie ziemi lub obsunięcie lądu. Przy bezwietrznej pogodzie można na dnie morza przy przesmyku zobaczyć zarysy jego murów. Niestety, jak pisałam wyżej, tego dnia było dość wietrznie. W Eloundzie zjedliśmy lunch w przyjemnej restauracji znajdującej się na wodzie, a następnie zrobiliśmy sobie spacer z przerwą na mega dużego gofra.

Po wizycie w Eloundzie pojechaliśmy do miasteczka Agios Nikolaos. Jest ono usytuowane na zatoką Mirabello, ok. 65 km na wschód od stolicy Krety, Iraklionu. Wybudowana tu najważniejszy port na wschodzie Krety. Jest to bardzo urokliwe miasteczko i nietypowo położone- z jednej strony morze, a w centrum Agios słone, głębokie jezioro i wysoka skalna ściana. Warto tam usiąść i napić się kawy lub lokalnego wina. Znajduje się też tam kilka muzeów np. Muzeum Archeologiczne z przedmiotami z miedzi czy Iris przestawiające bogactwo kreteńskiej flory i jej wykorzystanie (leki, barwniki, aromaty, oprawa uroczystości).

IMG_9957
Cmentarz na wyspie Spinalonga

Wymienione wyżej jezioro nazywa się j. Voulismeni, czy inaczej- jeziorem bez dna. Jest głębokie i strome zbocza zsuwają się mocno w dół. Krąży o nim wiele legend, m.in. o zatopieniu przez Niemców amunicji i pojazdów zbrojnych po przegranej II wojnie światowej. Nigdy ich jednak nie odnaleziono na dnie. Także został obalony mit o niezgłębionej otchłani wód- w 1853 roku pewien Brytyjczyk wyznaczył głębokość zbiornika na 64 m.

Wizyta w CretAquarium 

Akwarium znajduje się na uboczu, na terenie dawnej amerykańskiej bazy lotniczej. Są to duże tereny, z niszczejącymi budynkami. Można tam dojechać taksówką bezpośrednio pod budynek akwarium lub dojść kawałek z przystanku autobusowego. Starszym osobom nie polecam, gdyż idzie się tam ok. 10-15 minut bez odrobiny cienia, w skwarze. Komunikacja autobusowa jest na wyspie dobrze rozwinięta, więc dojazdy tymi pojazdami są przyjemne- osoba sprzedająca bilety także wymawia głośno nazwy przystanków oznajmiająca, są klimatyzacja i internet.

Wizyta była dla nas lekkim rozczarowaniem. Akwarium ciągle jest chyba w okresie przebudowy. To, co my zastaliśmy na miejscu, to mała sala z różnymi gatunkami ryb, kilkoma rekinami i jednym żółwiem. Owszem, okazy ciekawe i wyjątkowe, ale mieliśmy niedosyt. Zwiedzanie zajęło nam raptem może z 15 minut. Możliwe, że fakt, że byłam w kilku fajnych, dużych akwariach spowodował, że to mnie rozczarowało. Chociaż opinie miało dobre na stronie. Plusem jest, że nazwy i opisy są także w j. polskim.

Wieczór w Iraklionie 

W sobotę wieczorem wybraliśmy się na wizytę do stolicy Krety, Iraklionu. Zawsze organizowaliśmy takie wycieczki w ciągu dnia. Ale polecono nam udać się tam wieczorem, bo w dzień jest więcej turystów i gorąco. Dlatego tym razem dla odmiany wybraliśmy się na zwiedzanie wieczorne. Dostaliśmy się tam za pomocą miejskiej komunikacji, która jak pisałam wcześniej, działa bardzo dobrze. Jechaliśmy stromą drogą, spoglądając na strome klify i ciemne, uderzające o nie fale. Podróż była wygodna i niezadługa. Wysiedliśmy na dworcu i udaliśmy się w stronę miasta- musiałam sprawdzić, w którą stronę iść, bo nie było to takie oczywiste. Polecam więc GPS albo kierować się za ludźmi, bo większość z nich idzie do centrum.

Zanim przejdę do szczegółów z wycieczki, kilka słów o stolicy. Iraklion został założony przez Arabów w IX w. i początkowo nosił nazwę Al Kandak. Jest to ponad 170 tys. stolica i centrum życia na wyspie. Historia jest burzliwa i nie oszczędziła wielu budowli. Miasto jednak wywarło na mnie przyjemne wrażenie i wycieczka mi się podobała.

Po drodze minęliśmy kilka eleganckich hoteli, oświetlone rondo, restaurace. Znaleźliśmy się w porcie weneckim. Ładne miejsce, z licznymi łodziami i jachtami. Port założony został przez Arabów. Znajduje się tam Arsenał. Służył on do napraw statków, chronił przed sztormami i posiadał zbiorniki z solą oraz z wodą. Do dziś przetrwało sześć łukowych konstrukcji z dziewiętnastu, które były budowane od XV- XVII wieku. Port wenecki jest przyjemy na wieczorne spacery. Nie było nam dane odwiedzić ładnej Chanii, ale podobno tam port jest bardziej malowniczy i kameralny. Port ma długą historię i był rządzony przez Arabów i wenecjan. Handlowano tu woskiem pszczelim, jedwabiem, winem, oliwkami, oliwą, winogronami i solą.

Wszędzie panował gwar. Na każdym rogu też wystawali nastolatkowie, ale tacy poniżej 18 roku życia i nie wyglądali na pijanych itp. Postanowiliśmy najpierw znaleźć jakieś miejsce, aby zjeść kolację. Na początku usiedliśmy w restauracji tuż obok morza. Ale nie do końca spodobało się nam menu. I wbrew temu, co mówił szef, nie było tego, co chcieliśmy. Przeprosiliśmy więc i ku złości kelnera, opuściliśmy miejsce. Maszerowaliśmy więc dalej i niedługo potem znaleźliśmy małą, fastfoodową tawernę i tam mieliśmy swoją kolację z piwem. Było tanio i smacznie. Po kolacji udaliśmy się w stronę samego już centrum.

Tam deptakiem spacerowaliśmy i zaglądaliśmy do co ciekawszych sklepików. Wszędzie było pełno miejscowych i turystów- miasto kipiało życiem. Trafiliśmy na głośny Lwi Plac z fontanną Morosiniego. Oczywiście miejsca te łączą się z historią Arabów i ich panowania. Fontanna powstała głównie, aby zapewnić mieszkańcom dodatkowe źródło wody pitnej. Znajdują się na niej postaci z mitologii greckiej i lwy- herb Wenecji. Tuż naprzeciwko fontanny znajduje się Bazylika św. Marka. Tuż niedaleko Loggi weneckiej zakupiliśmy sobie ogromne porcje lodów w pysznym waflu i usiedliśmy w jej wnętrzu, aby troszkę oddalić się od spacerujących tłumów. Loggia to dawniej miejsce zamożnych, lordów, szlachty i arystokratów. Podejmowano tu ważne decyzje dotyczące handlu i ekonomii. Tutaj także ważne osobistości wypoczywały i bawiły się. Loggia jest w stylu jońskim i doryckim. We wnętrzu budynku znajduje się atrium. Obserwowałam przez nie gwiaździste niebo. Obecnie znajduje się tam ratusz.

Następnie udaliśmy się z powrotem na dworzec autobusowy, by powrócić do hotelu. Wybraliśmy boczne drogi i podziwialiśmy co ciekawsze kamienice. Było gorąco i na każdym rogu czaiły się nieszkodliwe grupki młodych ludzi.

Miasto nam się podobało. Na pewno warto tam zajrzeć i trochę pozwiedzać. Zwłaszcza, że podobno coraz bardziej się rozwija i coraz lepiej wygląda. No i dla portu weneckiego.

Oczywiście każdego dnia cieszyliśmy się ciepłą wodą w morzyu greckim piwem, winem i przysmakami tj. baklavą, tzazikami, pyszną i łatwą w przygotowaniu sałatką grecką, souvlakami i oliwą. Sama przywiozłam sobie puszeczkę oliwy, baklavę i drobne pamiątki. Próbowaliśmy znaleźć jakiś ładny, grecki rysunek. Ale było to trudne, bo wszędzie gotowce made in china. Jednakże w jednym sklepie udało nam się znaleźć ładne, greckie malunki. Kupiłam jeden sobie, drugi mamie.

Nie zwiedziliśmy co prawda ruin pałacu w Knossos, bądź też innych, podobno często ciekawszych. I miasteczek wśród gór. Ale nigdy nie da się zobaczyć wszystkiego, jeśli się jedzie na wakacje połączone z relaksem na plaży. Zawsze jednak staramy się zobaczyć kilka ciekawych miejsc. I w większości nas one zachwycają. Zawsze też spędzamy tydzień w danym miejscu.

W Grecji spędzaliśmy wspólnie wakacje po raz drugi. Pierwszy nasz wyjazd, zresztą bardzo udany, był na wyspę Kefalonia. Pięknie tam było, naprawdę polecam. I to na pewno nie jest nasza ostatnia wyprawa do Grecji. Klimat, plaże, ciepła i jasna woda w morzu, jedzenie, wino, miasteczka, oliwki- chociażby dlatego warto odwiedzić kraj spod flagi biało- niebieskiej.

A ty ile masz powodów do wdzięczności?

Może nie jesteś teraz tam, gdzie pragniesz być. Ale możesz spojrzeć w przeszłość i być wdzięcznym za to, że nie jesteś tam, gdzie byłeś kiedyś. [Joel Osteen]

Tak sobie myślę czasem, gdy spotyka mnie coś nieprzyjemnego, że świat jest okropny i w ogóle ludzie to jakieś nieporozumienie. Wydaje mi się, że to już koniec świata. Po jakimś czasie jednakże zdaję sobie sprawę z tego, że to był tylko ” problemik” i śmieję się z tego. Większość rzeczy da się wytłumaczyć lub rozwiązać. Dzisiaj też tak miałam i później miałam naprawdę fajny, efektywny dzień. Świat jednak często sprzyja. Jest pięknie i kocham to wszystko.

Jestem wdzięczna. Dawniej nad tym się za bardzo nie zastanawiałam, ale teraz to robię. Jest tyle powodów, za które mogę być wdzięczna, że aż po prostu nie da się ich wszystkich chyba wymienić. Naprawdę to jest ważne, żeby być wdzięcznym i doceniać każdy dzień. Bo każdy kolejny nie jest pewny.

Ciągle żyję i mam się dobrze

W moim życiu były ze dwie czy trzy takie sytuacje, że byłam blisko pożegnania się z życiem. Wtedy się nad tym nie zastanawiałam zbyt wiele. Teraz myślę o tym i wiem, ile miałam szczęścia. Coś mi sprzyjało i COŚ chciało, żeby dalej była na świecie przez wiele kolejnych lat i cieszyła się życiem. Błędy młodości nie zawsze kończą się szczęściem, a w moim przypadku się skończyły. Czyż to nie jest fajne? Być nadal tu, a do tego zdrową i szczęśliwą.

Rodzina i przyjaciele

Mam zdrowych rodziców, na których mogę liczyć. Mieli nas młodo, więc nie są starzy. Mam wspaniałego męża, który bardzo mnie kocha. Mam kilku bliskich przyjaciół, z którymi dużo mnie łączy i mogę na nich polegać. Miałam fajne dzieciństwo. Nie było idealne, ale miałam wielu ludzi obok siebie, którzy mnie kochali i o mnie dbali. Dziś niektórych z nich już nie ma, ale wciąż o nich myślę. Czasem się nazywam ” dzieckiem szczęścia”, bo tak często spadam na cztery łapy i mam ogólnie fajne życie. Chyba nie każdy ma tyle szczęścia.

img_6263.jpg
Ten piękny widok to Beskid Żywiecki.

Konkursy i podróże

W życiu zdarzyło mi się kilka razy, że coś wygrałam ( szkoda, że nie odnosi się to też do loterii. Ale chyba nie można mieć wszystkiego 😉 ). Raz wygrałam nawet wyjazd do USA. Ach, co to były za czasy. No i jak to mi, trafiła mi się świetna rodzina, dla której pracowałam. I super dzieci. Żyłam z nimi jak pączek w maśle. Pracowałam, chodziłam do szkoły, na kawę i lunche ze znajomymi. Zwiedziłam sporo miejsc m.in. Płn. Karolinę, Atlantę, Nowy Jork, Chicago, Waszyngton D.C., Snowshoe Mountains ( narty!), Las Vegas, Arizonę i więcej. Zahaczyłam nawet o Meksyk. To były ciekawe dwa lata. Dużo się działo, spotkałam wielu fajnych ludzi, przeżyłam wiele fajnych chwil. Poznałam tradycje i obyczaje. Obchodziłam Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie, bawiłam się w Halloween i zbierałam z dzieciakami słodycze. Tęsknię czasem za tymi czasami i na pewno niedługo się tam wybiorę. Jest to ogromne państwo i można tam wracać często, a dalej jest sporo do zobaczenia.

Zwiedziłam wiele krajów, z rodzicami i już jako dorosła osoba, m.in. Szwajcarię, Niemcy, Włochy, Maltę, Hiszpanię, Belgię, Czechy, Grecję i kilka innych. Wszystkie są piękne na swój sposób i ciekawe. Jeszcze nie wiem, gdzie pojadę w następnym roku.

Teraz mieszkam w Wielkiej Brytanii. Już od dziewięciu lat. I cieszę się, że mam możliwość bycia i życia w jednej ze stolic świata, którą jest Londyn. Życie nie jest tu łatwe i różowe, ale fajnie czasem przejść się jedną z tych wielu mniej znanych, ładnych uliczek i napić się kawy w ładnej, lokalnej kafejce. Albo po raz kolejny podziwiać piękne, stylowe kamienice na Picadilly Circus, kopułę katedry św. Pawła czy budynek domu towarowego Harrods.

Wzloty i upadki

Jak każdy miałam dobre i gorsze chwile w życiu. Zwłaszcza tutaj, w UK. Przyjechałam już dobre kilka lat temu. Zaczynałam od pracy w biurze. Ale później noga mi się podwinęła i uprawiałam wiele zawodów. W końcu, dzięki mojemu uporowi i okazji, która się nadarzyła, trafiłam do fajnej pracy. Teraz mam spokój, dobre warunki i robię mniej więcej to, co lubię. Bywało ciężko, ale od kilku lat, mogę powiedzieć, jest dobrze. I jest stabilizacja.

Gdyby nie jedna praca, nie poznałabym swojego obecnego męża. Praca sama w sobie nie była zła. Nawet ją  lubiłam. Ale nie był to szczyt ambicji i marzeń, więc przyszła pora na zmiany.

Nasze gniazdko

Uwielbiam nasze nowe gniazdko. Przez wiele lat mieszkaliśmy w wynajmowanym, dużym pokoju. Dzieliliśmy się kuchnią i łazienką z kilkoma osobami. Zaczęło nam to mocno doskwierać. Oboje jesteśmy też typem domatora- introwertyka i marzył nam się osobny lokal. Spokój i cisza.

Znów mieliśmy szczęście, bo szybko znalazłam mieszkanie. A do tego po prostu jest ono super. Mieszka się tu dobrze i wygodnie. Uwielbiam fakt, że sypialnia jest jasna i uwielbiam w niej spędzać czas na pisaniu, czytaniu, układaniu swoich drobiazgów itp.

W ciepłe dni piję kawę na balkonie. Latem wypijamy kieliszek schłodzonego wina wieczorami. Albo siedzimy ze znajomymi. W chłodniejsze dni piję herbatę i rano wychodzę na zewnątrz powitać się ze światem. Kolejny dzień przede mną!

Zdrowie i uroda

Jestem dość zdrową osobą i to jest najważniejsze. Potrafię tyć, ale też i potrafię szybko chudnąć, jeśli tego chcę. Lubię kilka rzeczy w sobie i jestem ogólnie zadowolona ze swojego wyglądu. Nie jestem idealna ( a kto jest?), ale kilka rzeczy lubię w sobie bardziej.

Talenty i umiejętności

Życie też pokazało, że potrafię odnaleźć się zarówno w pracy fizycznej jak i umysłowej. Pracowałam jako kelnerka, sprzątaczka, pokojówka, manager biura, pracownik magazynu, osoba w biurze w agencji nieruchomości i w każdej z tych prac nieźle dawałam sobie radę. Chyba dlatego, że posiadam zdolność do szybkiej aklimatyzacji, mam jakieś uniwersalne umiejętności i ogólnie uważana jestem za osobę pracowitą. Szybko się uczę, więc wiele rzeczy przychodzi mi z łatwością. Teraz udało mi się uzyskać w pracy najwyższą notę i będę dalej na nią pracować. Nie piszę tego, żeby się przechwalać. Piszę to także po to, aby pokazać, że większość z nas jak chce, to potrafi. Każdy z nas ma jakieś talenty i umiejętności. Czasem też… trzeba się bardziej postarać.

Kuchnia i jedzenie

Jestem też wdzięczna za to, że mogę kupować i gotować to, na co mam ochotę. Jem ostatnio dość zdrowo, gotuję też regularnie. W kuchni umiem się odnaleźć. Czasem upiekę ciasto albo zrobię smaczną zupkę. I nawet placki ziemniaczane i naleśniki, których nie znoszę robić, ale lubię je po prostu, mi wychodzą. Myślę, że to dlatego, że w mojej rodzinie sporo osób dobrze gotuje. Mama ma kilka dań popisowych, babcia gotowała smacznie. Czasem też lubię kupić dobre wino. Bardzo lubię chilijskie Casillero del Diablo, różne odmiany. W ogóle wina z Chile mają dobrą opinię. Chwilo nie piję za bardzo alkoholu, ale zapewne niedługo przy okazji urodzin czy świąt będę delektować.

Inne powody 

Jestem wdzięczna za to, że mam obok siebie dobrych i kochających ludzi. A także za to, że mogę czytać ulubione gazety i fajne książki. Iść na kawę i kolację. Spacerować w parku i podziwiać zachody słońca. Pić kawę o 6 rano na balkonie i patrzeć na budzący się świat. Spędzać czas w moim ulubionym mieszkaniu. Jeździć na wakacje kilka razy do roku. Decydować o sobie. Odwiedzać rodzinę i miło spędzać czas. Wybierać kolor pomadki i ubrania, spacerować brzegiem morza. A także siedzieć w domu, gdy pada deszcz. Latem iść w ciepłym deszczu. Zaprosić znajomych na obiad.

Jestem po prostu wdzięczna, że nadal tu jestem. Mimo, że życie nie jest łatwe i czasem opadają nam ręce. Ale warto tu być i doświadczyć wielu wspaniałych rzeczy. Zwłaszcza, że nigdy nie wiemy jak długo będzie to trwać.

Tych powodów naprawdę jest o wiele, wiele więcej. I czasem problemy, które nam się wydają ogromne, tak naprawdę problemami nie są. Muszę czasem być mniej emocjonalna i też głębiej oddychać.

A wy ile macie powodów do bycia wdzięcznymi?

 

Halloween, dynia i przepis ode mnie

Halloween jest jak każde inne święto- nie każdy może lubić, ale ma ono swoją historię, jest ciekawe, no i te cudowne dynie. Swego czasu chodziłam na imprezy halloween’owe w USA i tutaj w UK. Przebrania miałam oryginalne, swoje własne. Raz znajomy zrobił mi świetny makijaż i wystąpiłam w starej, ślubnej sukni mamy mojej koleżanki, jako panna młoda zombie. Fajny to był czas, śpiewaliśmy sobie w metrze i imprezowaliśmy. Natomiast Święto Zmarłych też lubię. Myślę, że warto obchodzić obydwa- jedno to dynie, fajne przebrania i zabawa, drugie to czas rozmyślań, wspomnień i zniczy na cmentarzu.

Znalezione obrazy dla zapytania halloween
fot. UrbanMatter

Historia Halloween w skrócie

Pochodzi od irlandzkich Celtów. To własnie Irlandczycy przywieźli je sobą do USA. Halloween jest obchodzone w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Irlandii. Oczywiście do innych państw też już doszło. W Polsce się je obchodzi od lat 90.

A skąd wzięły się przebrania? Prawdopodobnie od druidów, którzy byli celtyckimi kapłanami. To oni własnie w święto Samhain ubierali czarne stroje i duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Chcieli w ten sposób odstraszyć złe duchy.

Wiele Kościołów tj. rzymskokatolicki, luterański, episkopalny, prawosławny oraz Świadkowie Jehowy potępiają to święto, ponieważ ma ono pogańskie pochodzenie. W Polsce słowiańskie związki wyznaniowe opowiadają się za obchodzenie Dziadów. Poza tym Halloween kojarzy się z czczeniem Szatana.

Główne zwyczaje Halloween to:  Treat or Trick ( Cukierek albo psikus), Scary farms czyli farmy strachu, sceneria niczym z filmów grozy, imprezy z przebraniami czy Apple bobbing ( ugryzienie jabłka pływającego w miednicy z wodą; nietknięte oznacza szczęście w nadchodzącym roku). Są jeszcze inne, które przypominają wróżby polskich Andrzejków. Symbole to oczywiście dynia, Jack-o’-lantern czyli wycięta dynia ze świeczką, duchy, czarne koty, zombie, czarownice, demony, nietoperze i wampiry. 

W 1937 roku amerykańskie miasteczko Anoka w stanie Minnesota została ogłoszona stolicą Halloween. To tam w 31.10.1920 roku odbyła się pierwsza parada z okazji Halloween.

Znalezione obrazy dla zapytania wszystkich świętych cmentarz nocą
Fot. Krzysztof Staszkiewicz

Święto Zmarłych 

Wszystkich Świętych to uroczystość ku czci wszystkich chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie. Święto przypada na 1 listopada. Dzień później obchodzony jest Dzień Zaduszny. Uroczystość ta wywodzi się ze starożytnego Rzymu.

Obchody liturgiczne obejmują oficjum oraz uroczystą mszę. Obrzędy związane z uroczystością Święta Zmarłych są nam dobrze znane- 1 listopada to dzień, gdy ludzie wybierają się na groby bliskich, które ozdabiają kwiatami oraz zapalają znicze. Dzień Zaduszny to dzień modlitwy za dusze zmarłych.

Uroczystość ta jest także obchodzona w Kościołach: luterańskim, anglikańskim i w metodyzmie.

Dynia i jej zastosowanie

Wycinanie dyni jest znane od wielu stuleci. Wydrążona ze świecą w środku dla irlandzkich chłopów oznaczała błędne ogniki, które były uważane za dusze tragicznie zmarłych.

Dynia jest rośliną jednoroczną z rodziny dyniowatych. Obejmuje ok. 20 gatunków. Dynia jest ciepłolubna i w stanie dzikim występuje w strefach klimatu gorącego i ciepłego Ameryki.

Najbardziej znaną jest dynia zwyczajna ( Cucurbita pepo), a także występujące w Polsce dynie piżmowa i olbrzymia. Posiada ona łodygę płożącą się, która wytwarza wąsy czepne. Owoce to duże jagody jadalne, osiągające masę do 200 kg. Rekordowy przypadek to dynia olbrzymia- ponad 800 kg. 

Dynie stosuje się w sztuce kulinarnej lub jako ozdobę ( dynia ozdobna). Można także otrzymywać olej z pestek dyni. Dynię można dodawać jako puree do ciast czy naleśników. Pyszne są zupy z różnych gatunków dyni. Pestki dyni są bogatym źródłem kwasów nienasyconych- 80% to kwasy nienasycone, z czego 50-60% to kwasy wielokrotnie nienasycone. Dynia posiada także różne witaminy np. A, PP oraz minerały tj. żelazo, mnóstwo beta-karotenu, potas i tak dalej. Moja ulubiona dynia zwyczajna jest szczególnie zdrowa. Bogata jest w białko. I także nie tuczy. Świetna więc to wiadomość- pomaga w kuracjach odchudzających dzięki zawartej w niej celulozie. Jest lekkostrawna i pomaga przy zaparciach.

Do Europy została sprowadzona przez Hiszpanów. Ale już w czasach starożytnych bania ( tak była zwana na początku przez Polaków) była podawana na stołach u Lukullusa w wersji smażonej w miodzie. Greckim uczonym natomiast utarta z winem służyła jako środek przeciwko zaparciom.

Inne odmiany dyni to: Hokkaido, Calabaza Squash, mała dynia Sweet Dumpling, Acorn Squash, Kamo Kamo, Jarrahdale czy dynia makaronowa. I oczywiście jest ich znacznie więcej.

Mój przepis na zupę- krem z dynii

 

zupa dyniowa
Zdrowa, pyszna i szybka w przygotowaniu.

Trudność: bardzo łatwe

Przygotowanie: ok. 20 minut

Porcje: 2 osoby

Składniki:

Dynia piżmowa

2 marchewki

1 duża cebula

1 ząbek czosnku

Kostka bulionu drobiowego lub warzywnego

Szczypta cynamonu

Szczypta gałki muszkatołowej

Ser żółty tarty do posypania

Jogurt naturalny lub śmietana do ozdoby

  • pestki dyni lub orzeszki pinii do posypania

Dynię obieramy ze skóry, następnie tniemy na dość małe kawałki. Marchewkę tniemy w niezbyt cienkie paski. Wrzucamy je do ok. 1 litra wody i dodajemy kostkę bulionową. Wrzucamy do niej podsmażoną cebulę z czosnkiem. Dodajemy troszkę cynamonu, gałki i warzywa gotujemy do miękkości ok. 15-20 minut. Zupę odstawiamy na bok, aby ostygła. Następnie miksujemy blenderem na krem i znowu podgrzewamy. Na koniec dodajemy starty ser i łyżkę jogurtu bądź śmietany, mieszamy. Można także posypać orzeszkami pinii lub pestkami dyni. Smacznego!

Zupę można robić w wielu wersjach. Można piec dynię czy dodawać różne przyprawy np. imbir. Warto eksperymentować i znaleźć swój ulubiony smak.

Pragnę też spróbować naleśniki z farszem z dyni, a w następnym miesiącu upiec ciasto dyniowo- pekanowe w stylu amerykańskim. Uwielbiam!

 

 

 

Podsumowanie września i nowa wiadomość ;-)

Wrzesień się zaczął szybko i tak samo skończył. W sumie około połowę go przepracowałam, bo miałam przecież jeszcze urlop przez pierwsze dziesięć dni.

Jesień zaczęła się pięknie- prawdziwa złota jesień. Dużo słońca, kolorów, śpiewu ptaków. Poranki bywają dość chłodne, ale na zmianę z tymi ciepłymi. Za to londyńskie pociągi przegrzane. Szkoda, bo są nowe i mają klimatyzację. Ale nie będę narzekać!

Poniżej podsumowanie pierwszego jesiennego miesiąca.

IMG_3748
🙂

Powiedziałam Tak 😉

Zostałam żoną. Mieliśmy ślub po swojemu: szybko, na luzie i bez zbędnego stresu weselnego. Urząd cywilny w Anglii, szampan i obiad w pubie. Było radośnie, pięknie i słonecznie. Nasi znajomi byli świadkami, a my ich. Może kontrowersyjnie i nietypowo. Ale nie zawsze trzeba robić pod kogoś, jak się nie ma na coś ochoty. Podchodziłam do tego dość na luzie, nie wzruszają mnie zbyt takie uroczystości. Ale teraz się cieszę, że jestem żoną ;-). Miesiąc poślubny będzie przy okazji. Póki co myślę o planach w moje urodziny za miesiąc.

Filmy i czytadła

Kolejny film, który oglądnęłam, nosił tytuł Split. Fabuła ciekawa, główny bohater przerażający, ale sam film był dość o.k. 24 osobowości w jednym ciele i ta najgorsza, hmm… James McAvoy zagrał świetnie.  Ocenię go 7/10.

Coś mało czytam książek, mimo, że z Polski przywiozłam kilka zapowiadających się naprawdę fajnie. Ostatnio głównie czytam magazyny, robię kursy online i sprzątam, he he.

Co do kursów, polecam stronę FutureLearn– bardzo fajne kursy mają i za darmo. Ale zaznaczam, że po angielsku.

thought
THOUGHT- piękna, jasna grafika strony. 

 

Moda i uroda

Szukam swetra kaszmirowego dobrej jakości, jakby ktoś miał namiary. Póki co, mam kilka typów. Jednak nie chcę tych najtańszych, ale takich za $$$ też nie. Skróciłam włosy i teraz mam trochę za brodę, ale dalej noszę rudości.

Nie jestem modo-maniaczką więc nie podam Wam wielu nowości na rynku. Ale lubię czasem pozwolić sobie na małe luksusy. Nie ma to jak dobrej jakości ubranie i kosmetyk. Chociaż te drogie niekoniecznie bywają super. Czytałam ostatnio, że to nie kwestia kosmetyku, ale percepcji… Coś w tym jest.

Lubię perfumy, ale także uważam, że wydawanie na jeden flakon masy pieniędzy nie ma sensu. Jeśli zapach perfum ma to coś, elegancki i prosty flakon, dobrą cenę- to kupię. Jestem dość wybredna w tym temacie. Nie lubię wydawać pieniędzy na coś, co nie pachnie wystarczająco dobrze, ale za to nieźle kosztuje. Poza tym…. Nawet te drogie perfumy mają „niezły” skład. Czasem odkrywam piękne zapachy, do tego ładnie zapakowane. Są mniej znane, ale też dobre. W sumie nie lubię być jak każdy…

Odkryłam nową markę, Thought. Ubrania się pięknie prezentują i są wykonane z bambusa i organicznych materiałów. Ciekawe, jak z rozmiarami. Mam zamiar wypróbować wkrótce, więc mam nadzieję, że będę mogła ocenić. Lubię piękne materiały i ciekawe wzory. Albo prostotę i subtelność dobrej jakości bawełnianego topu i miękkiego kardigana.

 

Jesień, lubię cię! 10 powodów.

Niedawno przyszła jesień. To moja ulubiona pora roku. Naprawdę. I też urodziłam się jesienią. Niedługo moje urodziny, które już sobie powoli planuję.

Za co ją lubię? Ano powodów jest co najmniej kilka. Poniżej wymienię garść tych najfajniejszych.

Image may contain: plant, flower, shoes, nature and outdoor
Jesienne liście… 

Piękne kolory- złota jesień i jesienne spacery 

Spacer po parku czy ulicy usianej złotymi liśćmi? Gorąca kawa na zewnątrz kafejki i obserwowanie zmieniających się kolorów drzew i wirujących na wietrze liści. Złote światło. O tak. Jesienią kolory są cudowne. I spacery barwne.

Brakuje mi ich po lecie. Lubię, jak się szybciej robi się ciemno. Wtedy włączam lampki czy zapalam świeczkę i robię fajne rzeczy. Można czytać, tworzyć, oglądać film pod kocem, rozmyślać itp. Ciekawy wybór książek z biblioteczki Lady Margot, link tutaj

Pomysły na nowe smaki

Jesienna kawa smakowa? Ciasto dyniowe? Dlaczego nie! Leczo z kabaczka- pycha. Jest tyle możliwości, a dania mogą mieć kolory jesieni. Polecam zupę-krem z dyni- pycha. Tutaj przepis na jedną z nich.

Coraz bliżej święta

Idzie grudzień. W długie jesienne wieczory można robić kartki świąteczne, kartoniki na prezenty, szukać ozdób na choinkę i do domu. Opatentować nowy przepis na pyszne pierniczki. Święta tuż tuż. Pomysł na ciekawą, papierową choinkę tutaj .

ozdoby bożonarodzeniowe diy
Choinki papierowe DIY / źródło: kameralna.com.pl 

Szale, czapki i miękkie swetry

Warstwy są fajne. Miło jest założyć kaszmirowy sweter lub wełniany cardigan, do tego ciepły szal w żywym kolorze, czapeczkę i stylowe buty za kostkę. Tak opatulona możesz dłużej wytrzymać z kawą lub herbatą na zewnątrz. Wystarczy dobre ubranie- nie ma złej pogody, są źle ubrani ludzie. Polecam kolorowe szale i czapki marki Brain Inside, link tutaj

Na balkonie

Gdy jest słońce i nie ma wiatru, ale jednak jest trochę chłodniej, biorę do rąk ciepły napój, np. herbatkę imbirową z miodem, zakładam ciepłą bluzę i nogi opatulam kocem i tak sobie siedzę i czytam książkę. Rześkie powietrze pobudza, a widoki drzew parku naokoło cudne.

Planowanie nowego roku

Więcej czasu wieczorami. Oczywiście nie da się wszystkiego dokładnie zaplanować, ale jednak na sporą część rzeczy mamy wpływ. Zaplanujmy więc, co chcemy osiągnąć po nowym roku. Możesz skorzystać na przykład z planera ze strony simplife tutaj

Piżamki

W renifery, z choinką, ze śnieżynkami. Tych na jesień i zimę jest sporo. Latem w nich za ciepło, jesienią akurat. Taki duży wybór, warto się zaopatrzyć chociaż w dwie. Mam wersję z Tweety oraz z reniferkami Triumpa. Ta druga wygodna i dobrej jakości.

Święto Zmarłych i Halloween

Swego czasu byłam fanką Halloween- chodziłam na imprezy, sama sobie wymyślałam stroje- nigdy nie lubiłam gotowców, które mógł mieć każdy. Jednak mi przeszło chwilowo z tym świętem. I myślę, że Dzień Zmarłych ma swój klimat- tajemnicy, wspomnień o bliskich i świetlistych cmentarzy.

Moje urodziny!

Co z tego, że jestem coraz starsza? Po części wolę aktualny wiek, niż młodej dziewuszki. Ma swoje wielkie plusy jak np. doświadczenie i inne rozumowanie.

Urodziny są od tego, żeby się rozpieszczać. Dlatego też każdego roku planuję coś, co lubię robić, a nie robię tego na co dzień. Sztuka w teatrze, wyjazd w piękne miejsce na dwa dni, SPA, musical? Proszę bardzo.

A wy lubicie jesień? I co w niej lubicie?

 

Idzie jesień!- podsumowanie sierpnia i nowości

Wrzesień, wrzesień, idzie jesień. Tak, to już za tydzień ponad. Czy mi smutno z tego powodu? Nie! Lubię każdą porę roku, bo każda jest piękna. I ma swoje ogromne atuty. Dlatego lubię mieszkać tutaj, w Wielkiej Brytanii czy w Polsce- oba kraje mają cztery pory roku. I to jest super. Po ostatnich wakacjach na gorącej wyspie stwierdziłam, że nie chciałabym mieszkać w miejscu, nawet super pięknym, w którym ciągle jest ciepło lub gorąco. Troszkę to też męczące…. Tak że cieszę się na nadchodzącą jesień, a z nią na: opadające liście, długie wieczory, świeczki, pisanie, czytanie i moje urodziny. Jestem raczej jesienną osobą, choć lubię ciepło.

Wakacje i podróże

Wróciłam właśnie z dwutygodniowego urlopu. Był dość intensywny- tydzień na gorącej Krecie i kilka dni w Polsce z okazji wesela. Cieszę się, że mogłam chwilkę po tych wakacjach odetchnąć, choć krótką.

Swoją drogą, dodam coś na temat wakacji all inclusive. Troszkę śmieszą mnie ludzie, którzy nigdy na takich nie byli albo byli raz i zaraz wszystko o nich wiedzą. Jeżdżę na wakacje all inclusive od pięciu lat i wiem coś na ten temat. A wybieram tę opcję z kilku powodów: 1. Cena oczywiście- można znaleźć fajną miejscówkę w fajnym hotelu po dobrej cenie. Gdybym sama miała za wszystko płacić, np. loty, jedzenie, dobre hotele nie oszukujmy się, wyszło by mnie to o wiele drożej. 2. Wszystko zorganizowane od A do Z- nie muszę się martwić o wyżywienie, lot, noclegi, drinki, transfer, ubezpieczenie itp. Wszystko mam zapewnione a ubezpieczenie jako jedną z opcji, którą zawsze wykupuję. 3.  Wyżywienie- zamiast każdego dnia marnować czas na szukanie kawiarni czy restauracji ( a nie zawsze też są one blisko!), mam wszystko w obrębie kilkudziesięciu metrów. I nie zgodzę się, że jedzenie jest słabe, jakościowo złe itp.- każdy znajdzie coś dla siebie, wierzcie mi. Hotele mają dużo opcji i dobre jakościowo produkty. A także lokalne przysmaki.

IMG_0020
Piękna Kreta i błękit wód. 

Mit o wiecznie pijanych turystach, którzy nie wyściubiają nosa spoza hotelu- to też bzdura. Nie jeżdżę na wakacje, aby leżeć cały dzień na plaży czy na basenie, ale też zwiedzać, poznać lokalny smak i doświadczyć czegoś nowego. A nawet jeśli ktoś tak woli- ma prawo, w końcu pracował ciężko na te wakacje i odpoczywa tak, jak mu się podoba. Mnie osobiście nudzi ciągłe leżenie na plaży i nad basenem, chociaż lubię. Ale zawsze znajduję dwa dni na zwiedzanie i dużo czasu na spacery po okolicy. Ale na wakacjach, także leżąc bezczynnie na plaży, słuchając szumu morza, można wpaść przecież na super pomysł albo napisać dobry tekst. Albo w ogóle przemyśleć całe swoje życie i zadecydować o zmianach.

Wybieram też zwykle wrzesień na wakacje i miejsca nie dla imprezujących, często zalanych 20-latków oraz rodzin z dziećmi. Chociaż tym razem dzieci trochę było i było bardzo spoko. Wrzesień jest super na takie podróże- wciąż bardzo ciepło, nagrzana woda, mniej ludzi, niższa cena i fajnie mieć wakacje po wakacjach, gdy wszyscy już wracają do swoich obowiązków. Teraz byliśmy trochę wcześniej, ze względy na wizytę w Polsce, ale za rok pojedziemy pewnie po pierwszym tygodniu września. Fotorelacja z pobytu na Krecie już wkrótce.

Lektura letnia

Czytam aktualnie Noc w Piemoncie, Andromedy Romano- Lax. Widziałam dość różne opinie na temat tej powieści, jednak moim zdaniem nie jest zła. Przywiozłam także z krótkiego pobytu w Polsce kilka ciekawie zapowiadających się książek oraz moich ulubionych psychologicznych magazynów.

Wakacje a życie

Pomyślałam też sobie, że może warto każdego dnia mieć wakacje? Tzn. przynajmniej część dnia wypełniać miłymi rzeczami, które robi się na wakacjach? Wiem, że powrót do rzeczywistości nie jest łatwy i przyjemny. Codzienne podróże do pracy i z pracy, zatłoczone pociągi i autobusy, wieczny hałas, stres w pracy i inne wyzwania. Czasem trudno się pogodzić z powrotem do rzeczywistości. Nawet jak masz przyjemne życie i fajną pracę. Jednak pewne sprawy czasem przytłaczają. Może warto nauczyć się żyć tak, żeby każdy dzień przynosił coś nowego. O tym wkrótce.

Balkonowe love

Moje lilie się zwinęły i czekają do wiosny. Mam nadzieję, że przeżyją zimę. Robię przerwę zimową. Teraz będą królowały kwiaty cięte w domu. A wiosną ruszam na poszukiwania pięknych kwiatków i ziół/ warzyw na balkon.

Pora na porządki

Tradycyjnie pozbywam się kilku lub kilkunastu ubrań, butów itp. I letnie ubrania chowam na tyły szafy. Pora oddać płaszcz zimowy do pralni, wyczyścić kozaki i jesienne pantofle. A także znów pozbyć się starych czasopism.

Co u Was nowego? Jak tam wakacje?